Zwiedzanie okolic Magury


Pomimo tego, że bardzo często jest nam dane poruszać się po Beskidzie Śląskim, a znaczna część naszych wycieczek ma miejsce w okolicy Klimczoka, Trzech Kopców i Magury, to nadal jest tam kilka ścieżek, które nie są nam znane. Co jakiś czas warto odwiedzić takie właśnie miejsca i odkryć coś nowego.

Kilka dni temu, gdy dowiedziałem się, że czeka nas kolejny weekend w górach, postanowiłem wymyślić coś innego, coś nowego, coś ciekawego do zobaczenia. Jako, że nie widzę sensu w używaniu samochodu tylko po to, aby podjechać pod inną górę, skupiłem się na najbliższej okolicy. Dość szybko udało mi się wyznaczyć trasę o ciekawym profilu, która pozwoliłaby nam odwiedzić kilka nowych miejsc.
W ostatnią sobotę (4go sierpnia) przystąpiliśmy do realizacji tego planu. Z samego rana wyruszyliśmy w kierunku Karkoszczonki, a dalej kierowaliśmy się do Szczyrku. Tam, po kilku minutach zbiegania chodnikiem, czekał na nas ciekawy podbieg asfaltem w kierunku hotelu Orle Gniazdo. Warto tutaj zaznaczyć, że ten odcinek drogi jest świetny do trenowania podbiegania. Na pewno jeszcze kiedyś tam wrócimy.
Pierwszy miejscem, w którym zrobiliśmy krótką przerwę było Sanktuarium Maryjne. Z powodu swojego położenia jest ono potocznie nazywane Sanktuarium na Górce. Po chwili zadumy wyruszyliśmy w dalszą drogę. Trasa prowadziła nas pięknym, bardzo gęstym lasem, który skutecznie chronił nas przed potwornym tego dnia upałem. Co jakiś czas napotykalismy na prześwity, które serwowały nam przecudowne widoki w kierunku Beskidu Małego.
W pewnym momencie szlak skręcił ostro w prawo i skierował nas na bardzo stromą polanę. Na jej dole czekała na nas Chata na Groniu. Nie mogłem się oprzeć pokusie i musiałem chociaż raz podbiec sobie całą polankę. Po zebraniu szybkiego łomotu ruszyliśmy w dalszą drogę. Był to koniec zabawy, a początek prawdziwej walki z temperaturą. To właśnie w tamtym momencie rozpoczęliśmy wspinaczkę w kierunku szczytu Magury, a nasza ścieżka wyszła z gęstego lasu na otwartą przestrzeń. Całe szczęście mieliśmy ze sobą sporo płynów - bez tego byłoby bardzo ciężko.
Moment, w którym dotarliśmy na szczyt dał nam wiele satysfakcji, ale przyniósł także ogromną ulgę. Wiedzieliśmy, że przed nami jeszcze tylko wspinaczka stokiem na Klimczok, później szybkie zdobycie Trzech Kopców i lecimy prosto do domu. Ten fragment trasy znamy tak dobrze, że moglibyśmy go przebiec z zamkniętymi oczami, więc czas zleciał nam tam bardzo szybko.
Razem wyszło nam około 23km bardzo fajnego biegania. Trasa niby po okolicy którą dobrze znamy, a jednak pokazała nam wiele nowych, pięknych miejscówek, z których na pewno skorzystamy podczas przyszłych treningów. Dzięki Sonia za ten kolejny aktywny poranek :)

Trasa do wglądu ;)