Dlaczego biegacz nie powinien brać przykładu z niedźwiedzia?


Tytuł posta wcale nie ma na celu wywołać wojny pomiędzy biegaczami, a niedźwiedziami. Raczej wszyscy przedstawiciele obu grup zgodzą się, że doskonale żyje im się bez tych drugich. Zostawiając jednak biedne niedźwiedzie w spokoju, wrócę do tematu mojej wypowiedzi, czyli dlaczego nie warto zapadać w sen zimowy, a konkretniej co ja zrobiłem, żeby biegało mi się lepiej.

Zima to ten moment w roku kiedy większość z nas, biegaczy, ma przerwę w zawodach. Jest to zatem idealna chwila, aby popracować nad naszymi najsłabszymi punktami. Każdy kto poważnie myśli o osiąganiu fajnych wyników, rozwijaniu się, czy też po prostu o unikaniu kontuzji i nieplanowanych przerw w treningach, powinien niestety mieć na siebie jakiś plan.
Moim planem na mnie było lekkie odpuszczenie biegania i zabawa w inne sporty. Po Piekle Czantorii czułem potrzebę złapania oddechu, bo cały poprzedni rok ostro mnie wymęczył. Potwierdzeniem tego było moje kiepskie samopoczucie przez niemal caly grudzień. Aktualnie powoli wychodzę już na prostą i uważam, że spora tutaj zasługa tego długiego odpoczynku.
Odpoczynek w moim przypadku nie oznaczał nic-nie-robienia. Nawiązując do tytułu tego posta: nie zapadłem w sen zimowy siedząc na kanapie z puszką piwa przed telewizorem, czy kto tam co lubi robić, gdy się nie rusza. Owszem, piwa się napiłem, ale tylko raz i od razu przypomniało mi się dlaczego jakiś czas temu stwierdziłem, że to nie ma sensu.
Cały ten wielki okres przygotowawczo-regeneracyjny (w skrócie opr - nie mylić z tym 'opr' z podstawówki) rozpocząłem od zapoznania się z absolutnymi podstawami Kalisteniki. Stwierdziłem, że taka forma ćwiczeń bardzo mi odpowiada i będzie wystarczająco ciekawa żeby chciało mi się chodzić na siłkę, a przy tym wystarczająco prosta, żeby poćwiczyć czasami też w domu. Robienie seriami dipów, pompek, podciągnięć siebie, czy nóg za każdym razem do zmęczenia mieśni daje w kość, ale przynosi także szybko fajne efekty. Bardzo szybko zwiększyła się ilość wykonywanych przeze mnie powtórzeń w każdym z tych ćwiczeń.
Po powrocie do biegania poczułem, że robię to jakby nieco lżej. Zastanawiałem się czy większa ilość siły tak szybko może dawać o sobie znać? Jeżeli rzeczywiście tak jest to super, a jeżeli tylko mi się wydaje to nadal osiągam zamierzony efekt. Jest ok. Szybko jednak dotarłem do momentu, w którym uświadomiłem sobie, że to jednak nie jest wystarczające.
Zacząłem zdobywać wiedzę na temat rozciągania, regeneracji oraz prawidłowego podejścia do treningu brzucha, który jest mega istotnym ogniwem w tej układance. Z czasem wprowadziłem te wszystkie elementy do swojego normalnego dnia i okazało się, że najważszniejsze w życiu to mieć to wszystko gdzieś. Kluczowe do wypoczęcia okazało się poprawne podejście do regeneracji, ale nie tej biegowej, a życiowej. Czasami po prostu warto wyluzować, posiedzieć na tyłku i nie nakręcać się wiecznie, że coś trzeba.
W ciągu ostatniego miesiąca spędziłem sporo czasu na stacjonarnym rowerku i kilka razy wybrałem się na narty. Takie sportowe urozmaicenie miało na celu nauczenie moich nóg odrobinę innej pracy, zbudowanie ich w trochę inny sposób, no i dać im lekko odpocząć od tej biegowej monotonii.
Do tego wszystkiego dorzuciłem jeszcze odrobinę teorii. Poza zwróceniem uwagi na rozciąganie, czy regenerację, zająłem się też takimi tematami jak rolowanie, oddychanie, czy choroby cywilizacyjne, czyli brak mobilności oraz aktywności niektórych partii ciała. Takich oczywistości jak niepoprawna postawa nawet nie chce mi sie tutaj wypisywać. Żeby nie być gołosłownym to już odrobinę zmodyfikowałem ustawienia mojego fotale w pracy - wiedzcie, że coś się dzieje!
Na koniec dodam, że dziś pierwszy raz udało mi się wybiec całą drogę z Karkoszczonki na Klimczok czerwonym szlakiem. Może to przypadek, ale zalegający śnieg na pewno mi nie pomagał, także nie mogę się doczekać żeby zobaczyć co się stanie gdy on zniknie. Tempo oczywiście było żałośnie wolne, ale jakie ma to teraz znaczenie?! :)
Ktoś zapyta po co to całe zamieszanie? No cóż, sam się czasami zastanawiam. Sensowną odpowiedzią na to pytanie może być być z mojej strony fakt, że bardzo lubię to bieganie, czuję się świetnie po każdej wykonanej robocie i bardzo chciałbym móc to robić jak najdłużej. Wydaje mi się,  że dbanie o ciało jest podstawą, aby tak się stało. Przy okazji zawsze fajnie jest robić coś dobrze, a ja bardzo chciałbym kiedyś biegać dobrze - cokolwiek to znaczy. Udanego sezonu startowego wszystkim! Lecę spać, bo od jutra biorę się do ciężkiej roboty.