Szybsza Zawierucha


To będzie mój rok! - tak sobie powiedziałem pod koniec poprzedniego, 2019, roku. Życie odrobinkę mnie posłuchało, bo oprócz dobrego samopoczucia, przyniosło mi dołączenie do Non Stop Trail! Z takim wsparciem pozostaje mi teraz tylko trenować, a reszta na pewno się uda. Na debiut w nowych barwach wybrałem Zawieruchę. Chciałem się odkuć za trochę nieudany występ sprzed roku.

Do Szczyrku podjechaliśmy z Sonią w sobotę rano z Brennej. Mieliśmy więc znowu odrobinę bliżej, a to pozwoliło mi się świetnie przygotować i... wyspać! Początkowo było mroźno. Termometr w aucie pokazywał -6 stopni, co w tym roku było chyba jakimś  rekordem.
Po dotarciu do Szczyrku zaczęło się jednak robić ciepło. Podcas robienia zdjęć dla Non Stop Trail biegałem w samej bluzie i po kilku odcinkach już byłem rozgrzany. Wtedy podjąłem ostateczną decyzję o stroju.
Uzbrojony w nowe spodnie (regulamin wymagał wodoodpornych, więc były zakupy) i nowe ciuchy klubowe poszliśmy na start. Ostatnie słocha otuchy od Soni i ruszyliśmy.
Na pierwszym, jeszcze asfaltowym, podbiegu w Szczyrku objąłem prowadzenie. Dla niecierpliwych dodam, że nie oddałem go już na ani sekundę do samego końca. Dla tych, którzy chcą jednak co nieco poczytać opiszę co działo się dalej.
Po wbiegnięciu w las rozłożyłem natychmiast kijki. Przy każdym, nawet najmniejszym, zbiegu były bardzo pomocne. Moje buty mają już trochę kiepską podeszwę, a o braku kolców nawet nie wspomnę. Mała ilość śniegu spowodowała, że spora część szlaków była oblodzona. Tak czy siak robiłem swoje i do Karkoszczonki dotarłem niemalże w nienaruszonym stanie kondycyjnym.
Czerwony szlak w stronę Kotarza był bajkowy. Lubię tamtą wąską ścieżkę, a brak przeciwników na plecach pozwolił mi się tam nieźle zrelaksować. Napieranie zaczęło się dopiero nieopodal Węgierskiego, ale dobra znajomość tamtego terenu pozwoliła mi się na to przygotować.
Mocniejsza zabawa zaczęła się od Salmopolu. Na punkcie uzupełniłem wodę i zauważyłem, że ktoś siedzi mi na plecach. Tracił do mnie około 30 sekund, więc przewaga nie była powalająca. To był dla mnie sygnał do mocniejszej pracy.
Malinów wybiegłem w bardzo dużym procencie, a tam gdzie nie biegłem, to napierałem ile wlezie. Podobna sytuacja miała miejsce na podejściu na Malinowską Skałę. Tam miałem już jakieś 2-3 minuty przewagi.
Sytuacja na grani zupełnie inna niż przed rokiem. Piękne słońce, na niebie zero chmur, lekki wiaterek. W takich warunkach aż miło było biec. Przewaga nad drugim zawodnikiem była bezpieczna, więc czerpałem z tego fragmentu ile tylko się dało. Wiedziałem, że nieuchronnie nadchodzi najbardziej niebezpieczny fragment biegu - zbieg ze Skrzycznego. W tym momencie roku najważniejsze, to nie zrobić sobie krzywdy.
Na Szczycie dostałem motywacyjnego kopa od Taty Szymona. Kolejny raz już ten doping poniósł mnie po wygraną (podobnie było na Piekle Czantorii) - bardzo dziękuję!
Na zbiegu pędziłem momentami naprawdę szybko i rzykownie. Uznałem jednak, że im mniej kontaktu z podłożem, tym mniej szans na glebę - proste.
Droga do Przełęczy Siodło nie chciała się skończyć. Biegłem, a miałem wrażenie jakbym zatrzymał się w miejscu. Wiedziałem, że jak tam dotrę bez rywala na plecach, to już nic mnie nie zatrzyma.
Nagle jest! Wbiegam na ostatni fragment zbiegu i... gleba. Wiedziałem, że będzie tam sporo lodu, a mimo to dałem się zaskoczyć. W uszach aż mi zadzwoniło, ale wiedziałem, że to nie jest najlepszy moment na użalanie się nad sobą. Szybko się zebrałem i postanowiłem dogonić dwóch zawodników z Zadymy, ktorych miałem w zasiędu wzroku. To mi się udało, a dzięki temu wyzwaniu pokonałem ten fragment w naprawdę solidnym tempie.
Na betonowych płytach poczułem ulgę. W głowie zacząłem już celebrować ten fajny moment, kiedy wbiegam na metę. Chwilę później tak też się stało.
Tegoroczną Zawieruchę pokonałem ponad godzinę szybciej niż w tamtym roku. Przyczyny są wiadome, ale i tak brzmi to zabawnie. Dla statystyki: 2godz 38min.
Dziękuję bardzo za wsparcie Soni, która poświęciła swój czas i pomogła ogarnąć wszystkie rzeczy przed startem, aby było mi ciepło. Dziękuję Non Stop Trail za pierwszy udany start i zaufanie na cały sezon. To będzie dobry rok! Pozdrowienia dla wszystkich spotkanych znajomych :)