Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

XRUN - Kornatka Cross Run Zima


Pierwszy górski start w 2017 roku zaliczony. Było grubo - masa błota, lodu, gleba, dosłownie wszystko czego można oczekiwać od biegania zimą po górach. Są małe straty cielesne, ale było warto. Najkrótszy start 'klasyczny' (bo są jeszcze takie dziwaki jak Eliminator, czy Tatrzański Bieg Pod Górę), wcale nie musi okazać się tym najłatwiejszym.

Po wczorajszym wieczorze, spędzonym w pięknym ośrodku w Porębie, czułem się doskonale. Mieliśmy tam świetne warunki do wyczyszczenia naszych głów z wszelkich problemów. Cicha okolica, brak jakiegokolwiek zasięgu w telefonie, brak internetu - to wszystko wspomaga relaks. Zasnąłem sam nie wiem kiedy, to był moment. Rano wstałem wypoczęty, ale do biegu gotowy się nie czułem. Jak trzeba, to trzeba. Jedziemy do Kornatki. Widoki kolejny raz cudowne, bajkowa droga. Po dotarciu na miejsce odbieram pakiet i później godzinka dla nas. Dokładnie o 10:10 wystartowałem i od razu ostro. Na trasie błoto, trochę ciasno, po kilkuset metrach pierwszy zeskok z małej skarpy. Później kawałek asfaltu i wchodzimy na naszą arenę. Na odprawie usłyszałem, że trasa często skręca z głównej ścieżki. "Często, czyli pewnie 4-5 razy tak się stanie" - pomyślałem. Nic bardziej mylnego! Często to często, czyli co chwilę :D Biegniemy góra/dół, góra/dół. "Zaraz umrę" - więc zwalniam, mijam tabliczkę z napisem "4km". "Ależ mnie to pokona" - byłem tego już wtedy pewny i świadomy. Na tym etapie znalazłem już mniej więcej swoje miejsce w stawce, domyślałem się, że jest to około 25ta lokata. Cisnę, idę, biegnę... bleeee. Dawno sie tak nie czułem, to miała być przyjemność :D W pewnym momencie droga mi się urywa, podbiegam - pionowo w dół. Biegacze przede mną zjeżdżają na dupie, to ja też. Jak się już zjechało to trzeba wrócić. Ok, wspinam się, szukam korzeni, których mogę się złapać. Lecę dalej, skręcam, cały czas skręcam! I przy każdym tym skręcie staram się nie zaliczyć gleby w błocie, na lodzie lub ich mieszance. Piękna sprawa, szkoda, że tak kiepsko się czułem. W mniej więcej połowie trasy lekko się pogubiłem z biegaczem Adamem z Myślenic. Pozdrawiam serdecznie Adam, fajnie razem się walczyło na tej pięknej trasie.
Druga część trasy w zasadzie podobna. No może trochę dłuższe zbiegi były. Wszystko zaczęło się jednak od chyba dwóch, dość trudnych podejść. Nawet nie wiem ile ich było - pogubiłem się, bo chciałem policzyć zakręty, ale zatrzymałem się na liczbie 1 000 000. Później, w sensie po tych podejściach, leciałem na urwanie głowy. W pewnym momencie nie miałem nikogo przed sobą, więc musiałem szukać trasy, która była doskonale oznaczona. Tasiemki wisiały co 20metrów - dosłownie! Dlaczego zatem musiałem ich szukać? Bo w tym gęstym lesie, biegnąć 3:15 na zbiegach ciężko było cokolwiek zobaczyć. Zwłaszcza, że w międzyczasie starałem się ocalić swoje zęby :P Nagle widzę tabliczkę "14km". No to myślałem, że zostaly 2 do końca. Cisnę, mocniej niż wcześniej. Po chwili mam dość, ale myślę sobie "niecałe 2km!". Cóż za bzdura, trasa miała ponad 17km - taki mały bonus dla niedoinformowanego gościa, którym byłem :) W sumie to fajnie, szkoda, że bonusu nie było jeszcze więcej. Ok, wracając do wydarzeń na trasie zbliżamy się do najważniejszego. Na około 1.5km od mety zaliczyłem kolejną przepiękną glebę w moim życiu. Nie chcę, ale muszę dodać, że na prostej drodze :) Lewe kolano bolało, ale nie chciałem oddawać swojej pozycji. Zacisnąłem zęby i dobiegłem do mety, gdzie dowiedziałem się, że jestem 21szy. Zakładałem top20 na dziś, wyszło prawie idealnie. Mój czas to coś w okolicach 1godziny i 36minut. Po biegu czekała na mnie ciepła szatnia oraz posiłek regeneracyjny + lokalne piwko. Dlaczego o tym wspominam? A dlatego, że posiłek to sporo ziemniaków, sporo kapusty i przeogromny kotlet schabowy. To mój 68my bieg, a takiego czegoś jeszcze nigdy nie widziałem. Wspaniała sprawa! Organizatorom należy się złoty medal za trasę, za pakiet, za atmosferę. Pakiet na ten bieg wygrałem w konkursie na Fejsie, ależ się cieszę, że było mi dane tutaj pobiec. Na pewno wrócę, bo to było coś. Jestem niesamowicie mile zaskoczony tym wszystkim, co dane było mi zobaczyć w ciągu tego weekendu. Szczególne podziękowania należą się Soni, dziękuję, że kolejny cudownie spędzony wspólnie czas :*
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)