Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

X Alpin Sport Tatrzański Bieg Pod Górę


Start w Mistrzostwach Polski Skyrunning Vertical KM marzył mi się już w ubiegłych latach. W tym roku trafiłem w idealnym momencie na zapisy, bez większego zastanowienia podjąłem decyzję, że czas najwyższy spróbować swoich sił. Był przepięknie!

Start biegu miał miejsce przy rondzie Jana Pawła II, dalej lecieliśmy w kierunku Kuźnic, później przez Myślenickie Turnie, aż na sam szczyt Kasprowego. Razem dawało to około 8km biegu, ale także AŻ 1072m w górę. Łatwo się zatem domyślić, że była to przepiękna wspinaczka, która zabierała każdą dostępną ilość energii. Mój plan na ten bieg był bardzo prosty: asfaltowy początek na maksa, wytrzymać to najlepiej do Kuźnic, a później jakoś przeżyć. Dokładnie tak właśnie zrobiłem. Po starcie ostro ruszyłem, od razu wyprzedzając sporą grupę zawodników z prawej strony. Po pierwszym kilometrze w tempie 4:10 min/km (który także był pod górę ;) ), miałem już niezłą zadyszkę. Nadal jednak trzymałem się wyznaczonego planu, więc cisnąłem ile wlezie. Zależało mi na znalezieniu swojego miejsca w szeregu zanim zacznie się ciaśniejszy fragment. Całe szczęście udało mi się to, bo wyprzedzanie w lesie sporo kosztuje. Pierwsze 16minut z małym hakiem udało mi się przebiec w 100%. Dopiero wtedy przeszedłem pierwszy raz na chwilę do marszu, a byliśmy już wtedy sporo za Kuźnicami. Chyba nigdy tak długo ciągiem nie podbiegałem, co oczywiście spowodowało, że moje nogi już wtedy były zalane betonem.
Nie miało to jednak dla mnie kompletnie nawet najmniejszego znaczenia. Skoro bieg ma rangę Mistrzostw Polski to trzeba dać z siebie więcej niż 100%. Pozwalałem sobie na krótkie przejścia do marszu, żeby chociaż odrobinę rozluźnić nogi i złapać chociaż raz na jakiś czas normalny oddech. Później od razu znowu podbiegałem, wolniej lub szybciej, ale podbiegałem. Mijając Myślenickie Turnie odzyskałem życie i zacząłem znowu fajnie biec. Skorzystałem mocno z tego, że jest tak trochę dogodniejszy teren i odrobiłem stratę do kilku zawodników, którzy byli z przodu. Niestety nie miałem pojęcia który jestem, dlatego przyjąłem taktykę, że walczę o co tylko się da. Chyba w sumie jedyna słuszna ;). Po wyjściu z lasu uderzyła we mnie ściana wiatru i deszczu. Zrobiło mi się masakrycznie zimno, straciłem całą temperaturę w dosłownie kilka sekund. Automatycznie zacząłem biec - liczyłem, że uda mi się wyprodukować chociaż minimalną ilość ciepła. W sumie tak było, więc ok. Kasprowy nie chciał puścić. Ostatni kilometr to niesamowita walka z cholernie stromym podejściem. Udało się jednak jakoś to wytrzymać i na metę wpadam jako 32gi zawodnik. Przy bardzo mocnej obsadzie tego biegu, jestem bardzo, bardzo, bardzo zadowolony. Całość zajęła mi godzinę i 3 minuty. Te 3 minuty chciałbym jeszcze kiedyś urwać. Liczę, że mi się uda, a na pewno nie poddam się bez walki.
Na koniec chciałbym bardzo mocno podziękować Soni, która kolejny raz pojechała ze mną. Pogoda niestety nie dopisała, ale następnym razem na pewno będzie lepiej. Wracając jeszcze na chwilę do biegu powiem krótko: polecam wszystkim, którzy lubią góry. Zabawa niesamowita, trasa fantastyczna (chociaż pewnie większość ją bardzo dobrze zna), a organizacyjnie 'dla mnie bomba'. Na pewno tu wrócę!
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)