X Gliwicki Bieg Uliczny, czyli powrót na asfalt!


Jestem bardzo dziwnie zbudowany, a dziwność ta polega na tym, że uwielbiam uciekać ze swojej strefy komfortu. Swego czasu doszedłem do wniosku, że brakuje mi rywalizacji, więc postanowiłem coś z tym zrobić. Za proste byłoby zapisanie się na standardowe zawody w górach. Czułem potrzebę zrobienia czegoś innego, czegoś, co da mi kopa do treningów. W ten sposób znalazłem się na liście startowej Gliwickiego Biegu Ulicznego!

Dlaczego zdecydowałem się wybrać na asfaltową dyszkę? Powodów było wiele, ale postaram się wymienić tutaj te najważniejsze. Na pewno duże znaczenie miała lokalizacja. Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu, więc brak dojazdu był kuszący. Pora biegu, który został przeniesiony na godzinę 22:00, to kolejny świetny powód do startu. W Gliwicach zawsze było upalnie, tym razem można było być prawie pewnym, że uda się tego uniknąć.
Najważniejsza była jednak gwarancja spotkania na trasie ogromnej liczby znajomych, z którymi chciałem się nieco pościgać. Przy okazji biegu rozgrywane były Mistrzostwa Polski Night Runners, w których co prawda zdecydowałem się nie startować, ale porównać swoje wyniki z innymi zawsze można.
O samym biegu trudno napisać nawet kilka wyszukanych zdań. Swoje miejsce w szeregu poznałem od razu po starcie. Jakieś 2km udawało mi się trzymać prowadzącej czwórki, ale od samego początku wiedziałem, że jestem z nich najsłabszy. Skupiłem się na tym, żeby uzyskać jak najlepszy wynik i wywalczyć miejsce w top5.
Już na półmetku zawodów dość mocno cierpiałem. Całe szczęście na trasie co jakiś czas stali dopingujący nas ludzie. Jakoś tak raźniej biegło się mając świadomość, że ktoś mnie obserwuje. W górach często brakuje takiej motywacji ;) .
Przed biegiem słyszałem, że gliwicka trasa nie nadaje się do robienia życiówek. Muszę się z tym niestety zgodzić. Jest ona dość nieprzyjemnie pofalowana i ciężko wczuć się w tempo. Ja osobiście co chwilę miałem inne odczucia, a okazało się, że pierwsze 5km pobiegłem o 2sekundy wolniej niż drugie.
Decydującym momentem całych zawodów był 9ty kilometr. Wtedy udało mi się odeprzeć atak znakomitego sportowca Benjamina i wbiec chwilę później na metę jako 5ty zawodnik całych zawodów. Mój czas to 35minut i 50sekund. Prawie 36minut cierpienia, które pozwoliło mi wygrać moją kategorię wiekową (nagrody nie dublowały się) oraz kategorię pracowników branży IT.
Na mecie pogratulowałem wszystkim spotkanym znajomym i, ku mojemu zaskoczeniu, nie zdążyłem dobrze odpocząć, a Sonia także już skończyła swój bieg! Poszło Jej doskonale i ma apetyt na więcej. Pod tym względem pasujemy do siebie idealnie.
Gliwicki Bieg Uliczny pozwolił mi złamać pierwszy raz na zawodach magiczne 40minut. Czekałem na to kilka lat i zrobiłem to od razu z małym zapasem. Teraz śmiało deklaruję chęć złamania 35minut. Wierzę, że jestem w stanie to zrobić i będę o to walczyć.

Strava tak to widziała