Wielka Racza oraz Pilsko, czyli zwiedzamy Beskid Żywiecki


Drugi tydzień naszego urlopu rozpoczęliśmy od krótkiej, ale intensywnej wizyty w Beskidzie Żywieckim. Pomimo tego, że mamy tam stosunkowo niedaleko, jakoś ciężko nam tam dotrzeć. Postanowiliśmy nadrobić częściowo zaległości i przebiegliśmy prawie 40km po tamtym terenie.

Pierwszy dzień spędziliśmy w okolicy Rajczy. Z samego rana pospacerowaliśmy po jej centrum, a przy okazji zaopatrzyliśmy się w mapę. Dalej udaliśmy się w kierunku Rycerki Górnej - na jej końcu znajduje się parking, na którym można bezpiecznie i za darmo zostawić samochód.
W tamtym miejscu zaczęła się nasza przygoda z bieganiem po Beskidzie Żywieckim na najbliższe kilkadziesiąt godzin. Pierwszym celem, jaki sobie obraliśmy, był szczyt Wielkiej Raczy. Najbardziej istotnym faktem, kótry trzeba tutaj zaznaczyć, jest to, że całość drogi podbiegliśmy. Na szczycie zameldowaliśmy się w około 50minut.
Samo miejsce bardzo przyjemne. Jest tam krzyż, mała platforma widokowa oraz schronisko z miłą obsługą. Po zaopatrzeniu się w pieczątki i odznaki wyruszyliśmy w dalszą drogą, bo dla nas był to dopiero początek przygód tego dnia.
Naszym następnym celem była Przełęcz Przegibek, więc podróżowaliśmy czerwonym szlakiem. Chwilę po opuszczeniu Wielkiej Raczy napotykamy znak, że wkraczamy na teren zamieszkiwany przez dzikie zwierzęta i należy być cicho. Biegliśmy więc i podziwialiśmy otaczającą nas przyrodę. Szlak jest bardzo biegowy, szybki i przyjemny. Na Przegibku wybiegamy po około godzinie i 45minutach.
Po krótkiej wizycie w schronisku, zbiegamy zielonym szlakiem na dół - w kierunku Rycerki Górnej. Szlak ten jest odrobinę słabo oznaczony, ale jakoś dajemy radę dotrzeć na miejsce. Przed opuszczeniem parkingu, wskakujemy jeszcze do rzeki, aby od razu zadbać o regenerację. Później udaliśmy się w kierunku Korbielowa, gdzie mieliśmy nocleg.
W Korbielowie planowaliśmy spędzić cały drugi dzień i przy tej okazji wyskoczyć na Pilsko. Z miejsca, w którym spaliśmy, do szlaku, mieliśmy dosłownie kilkaset metrów. Do Hali Miziowej podchodziliśmy zółtym szlakiem. Podczas tego podejścia starałem się krążyć góra/dół i nabijać jak najwięcej metrów w pionie. Kilka razy odbiłem ze szlaku i zrobiłem krotkie, ale ciekawe podbiegi.
Do Hali Miziowej docieramy w doskonałych nastrojach, bo pogoda fajna, a widoki dopisują. Przed odpoczynkiem postanawiamy od razu uderzyć na szczyt. Tam udaliśmy się czarnym szlakiem, który poznałem na biegu na początku lipca. Wiedziałem, że czeka nas tam jedna bardzo stroma ścianka, którą podbiegłem sobie aż 3 razy. Szkoda nie skorzystać z takiej możliwości będąc w tamtym miejscu.
Na samym szczycie piękne widoki i niewielu turystów. Warunki zatem dla nas chyba idealne - no może poza zbyt mocno wiejącym wiatrem, który strasznie szybko zbijał temperaturę ciała.
Po kilkunastu minutach zbiegamy w dół - do schroniska na Hali Miziowej. Tam robimy przerwę na frytki i lecimy do Korbielowa zielonym szlakiem. Po 40minutach jesteśmy pod naszym noclegiem, gdzie oglądneliśmy bardzo ciekawy film i fajnie odpoczęliśmy.
W ten oto sposób spędziliśmy kolejne bardzo fajne 2dni naszego urlopu. Poznaliśmy nowe miejsca, zobaczyliśmy nowe szlaki, czyli chyba coś, co najbardziej lubimy. Mam nadzieję, że uda nam się w niedługim czasie ponownie odwiedzić tamte rejony, bo jest tam jeszcze kilka miejsc, które bardzo chcemy zobaczyć.

Wielka Racza >> Przegibek
Podbiegi na Pilsku