Treningowo przez Klimczok, Szyndzielnię... aż do Błatniej.


Za tydzień Bieg Rzeźnika. Nie wiem osobiście, co do końca o nim myśleć. Na pewno jest to dla mnie duża niewiadoma, bo takiego dystansu jeszcze nie biegłem. Nie przejmuję się tym jednak nadmiernie, bo mój plan nie zawiera ścigania, gonienia wyniku, tylko po prostu przeżycie. Liczę, że właśnie to uda mi się zrobić, a przy okazji świetnie się bawić.

O samych przygotowaniach do Rzeźnika jeszcze pewnie co nieco wspomnę w najbliższych dniach, chociaż nic wyjątkowego tam nie było. Teraz natomiast robię jeszcze ostatnie szlify/ostatnie testy, ale obiążenie w nadchodzącym tygodniu będzie już zdecydowanie mniejsze. Jako, że weekend jeszcze tego nie zakładał... to wykorzystałem okazję i trochę polatałem po Beskidzie Śląskim. Byliśmy znowu w Brennej, więc początek trasy można powiedzieć klasyczny! Zacząłem w kierunku Karkoszczonki, a później czerwonym szlakiem w kierunku Klimczoka. Ostatni raz byłem tam jakoś na początku kwietnia. Wtedy dotarłem do szczytu w 37 minut. Wczoraj udało mi się pobić ten rezultat i na szczycie byłem już po 34minutach! Jako, że tym razem chciałem pobiegać nieco dłużej... udałem się w kierunku Szyndzielni. W pierwszą stronę nieco przycisnąłem i przy schronisku byłem już po kolejnych 8 minutach. Tam zrobiłem chwilkę przerwy, uzupełniłem płyny i pobiegłem w drogę powrotną na Klimczok. Dalsza część mojej strony biegła przez Trzy Kopce, Stołów, a kończyła się na szczycie Błatniej. Tam była kolejna przerwa i przyszedł czas na powrót do domu. Całość to około 18km [+/- 820m], które pokonałem w godzinę i 41minut. Dało mi to całkiem sensowne średnie tempo, które wyniosło: 5:39 min/km. Patrząc na to, że towarzyszył mi potworny upał jestem bardzo zadowolony. Na pewno pomagały mi piękne widoki, o które na tej trasie nietrudno :)
Miejscami, na które warto zwrócić szczególną uwagę są:
  • widok ze schroniska pod szczytem Szyndzielni
  • odcinek między Stołowem, a Błatnią

Trening wyszedł bardzo mocny, ale czasami taki musi być. Pomimo większego obciążenia w ostatnim czasie, biegło mi się super, czułem się bardzo dobrze. Nogi trochę bolały, ale nie ma się co dziwić. Teraz trzeba na chwilkę zwolnić, odpocząć, a za tydzień ruszam w kolejną biegową przygodę! Mój drugi ultramaraton nadchodzi wielkimi krokami... Do boju!

Na koniec wrzucam zapis mojej dzisiejszej --> trasy <--.