[Tatry] Zimowa żyleta na Kasprowym


Czy ja przypadkiem nie wspomniałem w poprzednim wpisie, że nasz apetyt urósł do granic wręcz nieprzyzwoitych? Nawet nie zdawałem sobie sprawy, ile było w tym prawdy. Cały tydzień nie mogłem usiedzieć. Od dawna obserwuję regularnie pogodę w Tatrach, ale to, co działo się w tym tygodniu, to chyba lekka przesada. Kilka dni bez opadów, malejący stopień zagrożenia lawinowego, bezchmurne(!) niebo. No i stało się...

Cała przygoda zaczęła się w piątek od dyskusji na temat soboty. Wyszło tak, że odpuściliśmy, a później trochę żałowaliśmy. Na kamerach od rana było widać, że jest prze(!)pięknie!. W sobotę od rana wróciliśmy do rozmów i na spontanie, o północy, jedziemy. No to będzie niedziela w Tatrach. Parkujemy pod Kuźnicami i startujemy około 4:40 na Halę Gąsienicową przez Boczań. Pierwsze 2 godziny znowu maszerujemy w ciemnościach. Dziś jednak o wiele przyjemniej, zero wiatru oraz niebo pełne gwiazd. Czas leci wyjątkowo szybko, nawet się dobrze nie rozgrzałem, a już zbliżaliśmy się do granicy lasu. Gdy drzewa się przerzedziły, naszym oczom ukazały się pierwsze promienie słońca. Od razu wiedziałem, że to będzie piękny dzień. Chwilę później dotarliśmy do mojej ukochanej Przełęczy między Kopami. Sam nie rozumiem dlaczego, ale to miejsce zawsze będzie dla mnie wyjątkowe. Uwielbiam te ławki, te widoki, tą przestrzeń. Dalej zostało nam delikatne podejście i już mieliśmy, jak na tacy, całą Orlą Perć. Widok zapierający dech w piersiach. Sonia szybko zauważyła Granaty, na których byliśmy latem. Do teraz nie wiemy jak się tam znaleźliśmy, a zimą... jest to nie do wyobrażenia. Potęga Tatr jest naprawdę niesamowita, chyba dlatego tak bardzo kocham te góry. No nic, czas zejść na ziemię i po chwili jesteśmy w Murowańcu na śniadaniu. Na wstępie spotykamy Chłopaków z Ale Lufa, których z zamiłowaniem oglądamy na youtube. Tak nawiasem mówiąc, serdecznie polecam Ich kanał! Robią świetną robotę, a Ich filmy... arcydzieło :)

Po śniadaniu przyszedł czas na wisienkę na torcie dnia dzisiejszego - podejście na Kasprowy Wierch żółtym szlakiem. Wielu powie, że to nic takiego, że to prosta trasa, że to żadne wyzwanie. Może tak jest, ale my stawiamy dopiero pierwsze kroki w Tatrach zimą i wszystko co nam się uda, nas cieszy. Początek bardzo przyjemny, trasa prawie (jak na Tatry) płaska. Później zaczyna się ostre podejście, ale z powodu przygotowanego śladu, jest bardzo przyjemnie. Raz jest lepiej, raz gorzej. Słońce grzeje niemiłosiernie, na niebie nadal ani jednej chmurki. Widoki coraz piękniejszego (o ile się da?!). Po około godzinnej walce stajemy na szczycie. Pomijając tłumy, które wyjechały tutaj kolejką, jest pięknie. Widoki niesamowite - kilka przykładów w galerii. Na Kasprowym spędziliśmy chyba około godziny czasu, dawno mi się to nie zdarzyło. W ogóle nie chciałem stamtąd wracać.
Przyszedł jednak czas na powrót. Z samego Kasprowego zeszliśmy bardzo sprawie, tą samą drogą. W Murowańcu ponownie się posililiśmy, a następnie udaliśmy się w stronę Kuźnic, gdzie czekała na nas Corsa (tak, nasz samochód). Schodzenie szło nam bardzo sprawie, aż za bardzo. Na miejsce dotarliśmy o wiele wcześniej, niż się spodziewałem. Była to dla nas doskonała wiadomość, bo dziś Puchar Świata w Skokach narciarskich na Wielkiej Krokwi. Wizja korków na wyjeździe z Zakopca, która zrodziła się w mojej głowie była straszna. Niesamowicie cieszę się, że udało nam się tego uniknąć.

Podsumowując wypad: niesamowite widoki. Te cholerne Tatry wciągają mnie jak bagno. Nie wiem czy mogę jeszcze coś zrobić żeby się wydostać, ale chyba nawet nie chcę. Przygodo trwaj! Kolejne bezcenne zimowe doświadczenie zebrane, kilka godzin targania terenu w rakach zaliczone. Rok 2017 zaczął się dość mocno, 1x Beskid Śląski, 2x Tatry. Nie wiem czy nawet wypada prosić mi o więcej :D . Może na tym zakończę ten wpis, ale muszę jeszcze koniecznie podziękować Soni za wspólny wypad. Dziękuję, że się zdecydowałaś wybrać ze mną na spacer :)

Trasa jest dostępna -->TUTAJ<--

Galeria zdjęć