Plany na przyszłość 10 Historia zawodów 91 Blog 129 Tatry 42 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie 2 Sprzęt Statystyki

[Tatry] Skrajna Turnia przez Liliowe


Pomimo tego, że bieganie jest dla mnie mega ciekawe i bardzo fajne, czasami warto także nieco zwolnić i po prostu pójść na spacer. Może nie taki klasyczny, ale zawsze. Drugiego dnia wybraliśmy się trekkingowo na Skrajną Turnię przez przełęcz Liliowe. Przez szczyt nie przechodzi żaden szlak turystyczny, natomiast nieopodal niego biegnie szlak z Kasprowego na Świnicę. Zapraszam na wycieczkę na 2096m n.p.m.

Dzień zimą niestety jest krótki, więc liczy się dość dobra organizacja, zwłaszcza jeżeli nie śpimy w schronisku i przed nami daleka droga. Niestety musieliśmy wstać już o 4:30. Szybkie pakowanie, przygotowanie śniadania i jedziemy na Brzeziny. Startujemy tam, bo to najszybsza droga do Murowańca, gdzie mieliśmy zaplanowane śniadanie i małe przeorganizowanie plecaków. Ten początkowy odcinek przez las jest w miarę płaski, niestety także trochę nudny. Do schroniska docieramy już mocno zmęczeni i zdemotywowani. Plecaki ciężkie jak cholera, zwłaszcza jak się porówna nasz ekwipunek z piątkowym, lekkim, biegowym, to czuć cholernie różnicę. Po przerwie lecimy dalej. Początkowo dokładnie tak jak rok temu - w kierunku Kasprowego. Później jednak odbijamy na lewo i ciśniemy na Przełęcz Liliowe. Podejście trudne, bo dość stromo, a śniegu dużo. Dodatkowo ciągle sypie. Wszystkie trudy wynagradzają nam jednak piękne widoczki. Szczyty tylko odrobinę przesłonięte chmurami i co kilka minut pięknie się prezentują. Po drodze mijamy ćwiczenia TOPRu. Widzimy w akcji psy, które doskonale radzą sobie w ciężkich warunkach. Stopniowo nabieramy wysokości. Podejście byłoby niemożliwe, gdyby nie raki. Pod śniegiem wszędzie płaski jak stół lód. Warto dodać, że obowiązywał drugi stopień zagrożenia lawinowego. Nasza ścieżka wyglądała jednak na dość bezpieczną. No może poza jednym, bardzo krótkim fragmentem na wysokości około 1800m n.p.m. Było tam sporo nawianego sniegu, szlak trawersował stok Beskidu, przez co miało się dość nieprzyjemne wrażenie 'wpadania' i jednocześnie 'spychania' całego śniegu w kierunku doliny.
Ten mało komfortowy fragment to na szczęście tylko około 100m. Dalej wchodzimy na przepiękną grań, gdzie widoki zapierają dech. Do szczytu już kilkadziesiąt metrów w pionie. Napieramy, a w nagrodę widzimy jak wychodzi słońce. Jednocześnie z dotarcie na szczyt wyłania się dla nas Świnica. Mieliśmy przez chwilę plan, aby obrać ją za cel w tym roku. Później jednak zmieniliśmy plany. Czy to objawienie to znak na przyszły rok? Kto wie ;) Na szczycie spędziliśmy kilka pięknych minut podziwiając wszystko co nas otacza. Zimowy widok z tego miejsca jest cudowny. Bardzo efektownie wyglądała przepaść, którą widać po lewej stronie zamieszczonego obok zdjęcia. Wszystko co dobre nie trwa jednak wiecznie. Przyszedł czas na zejście. Już na jego starcie pogoda odrobinę nas postraszyła. Całą grań opanowało kompletne mleko. Nie dało się przez chwilę oddzielić śniegu od chmury, przez co wkoło nas zrobiło się kompletnie biało. Bardzo ciekawy efekt, naszczęście trwał chwilę. Później już bez przeszkód i dodatkowych emocji udało nam się bezpiecznie dotrzeć do schroniska, w którym ponownie zrobiliśmy krótką przerwę. Następnie pozostało zejście do samochodu. Na odcinku do Brzezin, tam gdzie się dało, trochę pozjeżdżaliśmy na dupolotach. Taka fajna zabawa, na piękne zakończenie tego bajecznego dnia.
Trzeci styczniowy wypad w Tatry za nami. Mam nadzieję, że będziemy mieli takich jeszcze kilkadziesiąt ;) :* Tego nam życzę, bo w Tatrach na pewno nudzić się nie będziemy. Lubię te góry coraz bardziej. Do zobaczenia znowu wkrótce :)