[Tatry] Od Giewontu po Kasprowy Wierch


Kolejny dzień w Tatrach - to się nigdy nie znudzi! Ten był wyjątkowy, bo w środku tygodnia. Początkowe plany były związane z poprzednią sobotą. Na przeszkodzie wówczas stanęła pogoda. To nas jednak nie zniechęciło, odpracowaliśmy co trzeba w weekend i ruszyliśmy w Tatry. Wszystko według sprawdzonego schematu. O 23:00 wyjazd, na miejscu byliśmy, jak zawsze, około 3:00. Z parkingu nieopodal Kuźnic wyruszyliśmy dokładnie o 3:09.

W pierwotnych planach był Giewont oraz Kopa Kondracka, a później "się zobaczy". Początek naszej drogi pokonalismy z pomocą czołówek. Nie były one potrzebne zbyt długo. Slońce szybko rozprawiło się z nocą i jeszcze przed dotarciem do schroniska na Hali Kondratowej było już całkiem jasno. Pod schroniskiem przerwa na szybkie śniadanie i ruszamy dalej. Przed nami podejście na Kondracką Przełęcz. Nie miałem dobrych wspomnień związanych z tym odcinkiem po poprzednim roku. Teraz było o niebo lepiej. Wczesna pora sprawiła, że na szlaku były dosłownie 4 osoby. Oprócz Soni i mnie, jeszcze tylko jedna para. Cały czas towarzyszyła nam błoga cisza, a po kilku minutach ciepłe promienie słoneczne. Na przełęczy zdecydowaliśmy o szybkim podejściu na sam szczyt Giewontu. Dopiero tam zaplanowalismy kolejną przerwę. Upływały kolejne minuty, aż nagle dotarliśmy już do łańcuchów. Z nimi poradziliśmy sobie bez problemów i po chwili siedzieliśmy już pod krzyżem. Ku naszemu zaskoczeniu, na zegarku dopiero 6:13! Odbyła się zaplanowana przerwa, drugie śniadanie, kilka fotek i lecimy dalej. Podczas zejścia mieliśmy ogromną przyjemność obserwować Kozicę, która też wybrała, dzisiejszego dnia, Giewont na miejsce swojego śniadania. Wrzuciłem jedno przykładowe zdjęcie w galerii na dole tego wpisu.

Kolejnym przystankiem w naszej podróży była Kopa Kondracka. Podejście trochę męczące, ale szczycie piękne widoki. Niestety trochę wietrznie, dlatego jedzenie odłożyliśmy na później. Po dotarciu na Przełęcz pod Kopą Kondracką przyszedł czas na podjęcie decyzji "co dalej". Zdecydowaliśmy się na Kasprowy Wierch, po drodze odwiedzając Suchy Wierch Kondracki. Wszystko poszło według planu. Trasa okazała się być genialna! Piękne widoki, sporo skał, płaskie odcinki, fajne podejścia! Bawiliśmy się doskonale. Ja zdecydowałem się pokonać sporą część drogi biegiem. Każda okazja do treningu jest dobra, z dużym plecakiem jeszcze lepsza! Frajda była niesamowita, w takim terenie można biec bez końca. Na Kasprowy Wierch dotarliśmy około godziny 11:00. Tam zastaliśmy (oczywiście) tłumy. Pomimo tego zrobilismy kilka fotek, podziwialiśmy piękne widoki i obserwowaliśmy Świnicę, którą mamy nadzieję zdobyć już w sierpniu. Następnie powrót do samochodu i do domu.
Dzięki Sonia za kolejny piękny dzień. W Tatry wracamy już niedługo. Liczymy na równie udaną pogodę i piękne widoki. Na koniec dorzucam zapis naszej trasy. Pozdrawiam!

Galeria zdjęć