Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

[Tatry] Krywań za zasłoną


Poprzednie posty pokazały, że nastawiliśmy się na Słowację. Podobnie było kolejnego dnia naszego urlopu. Po krótkim odpoczynku dnia poprzedniego, tym razem wybraliśmy się na świętą górę Słowaków - Krywań. Miał być to nasz ostatni dzień u naszych południowych sąsiadów, więc innego wyboru po prostu nie było. Jak się bawiliśmy? Zapraszamy!

Wstaliśmy bardzo wcześnie, bo już około 3:00. Wszystko dlatego, że z Jurgowa do miejscowości Štrbské Pleso mieliśmy około godzinkę drogi samochodem. Chcieliśmy wyruszyć jak najwcześniej aby uniknąć tłumów na szlaku oraz mieć jak najwięcej czasu na przeprowadzkę do Kościeliska i odpoczynek wieczorem. Po dotarciu na miejsce i zaparkowaniu samochodu, od razu wyruszyliśmy na szlak. Początkowo lekko się pogubiliśmy i przez nasze niedopatrzenie straciliśmy około 30minut. No trudno, czasami tak bywa. Pierwszym naszym celem było Jamské pleso. Wędrowaliśmy w jego kierunku Tatrzańską Magistralą. Piękna, dość płaska scieżka, a dookoła nas cała masa kwiatów i innych kolorowych roślin, których nazwać nie potrafię. W każdym razie wyglądały zjawiskowo. Na tym pierwszym odcinku drogi nie spotkaliśmy nikogo, dosłownie nikogo. Pierwsze osoby pojawiły się dopiero nieopodal wejścia na niebieski szlak w kierunku szczytu. Zostało nam około 3 godziny podejścia. Wspomniany niebieski szlak był początkowo bardzo wąski i od razu dość stromy. Otaczał nas bardzo gęsty las i towarzyszył nam potok, który na szczęście nie był zbyt głośny. Po następnych około 45minutach wpadliśmy w teren bardzo podobny do tego, który znaliśmy z podejścia na naszą Babią Górę. Niska, plackowato rozrzucona kosodrzewina, rosnąca na płaskich tarasach. Widoki z tamtego miejsca były pięknie, więc była to idealna miejscówka na szybki posiłek.

Im wyżej, tym ciekawiej. Ta zasada czesto sprawdza się w Tatrach i tym razem było podobnie. Po przejściu wszystkich tarasów, szlak zaczął iść coraz szybciej do góry. Za jednym z zakrętów trafiliśmy znowu w kamienisty teren, bardzo podobny do tego z Małej Wysokiej sprzed 2dni. Na nasze nieszczęście pojawiły się też chmury, było ich coraz więcej, a sam szczyt był kompletnie niewidoczny. Wspinaczka stawała się coraz trudniejsza. Było kilka ciekawych miejsc, gdzie trzeba było się wspomóc rękoma, wszystkie jednak bardzo przyjemne. Ludzi w tamtym momencie była już dość spora liczba. Nie było jeszcze na tyle źle, aby pojawiały się jakieś zatory, ale ja już troszkę zacząłem marudzić w myślach. Uwielbiam, gdy na szlaku jest pusto, a na Krywaniu to raczej niemożliwe - trzeba się z tym pogodzić jeszcze przed startem ;)
W drodze na szczyt główny można wejść także na Mały Krywań. Ma on aż 2335m n.p.m. - wcale nie jest taki mały ;) . Dalej mamy przełęcz i lecimy dalej do góry. Szlak staje się tam dość trudny, a otaczające nas chmury tworzą kolejny raz dość mroczny klimacik. W pewnym momencie trafiamy na groźnie wyglądający odcinek, gdzie skały są płaskie. Sonia decyduje się poczekać w tym miejscu, a ja szybko wdrapuję się na szczyt, który był jakieś 50m (w pionie) wyżej. Na szczycie zerowa widocznośc, więc robię zdjęcie krzyża i schodzę w dół. Po paru minutach wracam do Soni i razem zaczynamy powrót. Najgorsze było 2 godziny później. Gdy zeszliśmy już do wspomnianych wcześniej 'tarasów', cała góra się odsłoniła i ludzie przebywający wtedy na szczycie musieli mieć przepiękne widoczki. Szkoda, że nas to ominęło. No trudno - następnym razem się uda ;)

Krywań zapamiętam jako górę bardzo różnorodną. Po pierwsze wymaga ona dość dobrej kondycji, a na końcu nienagannej sprawności. Nie polecam podchodzić w deszczu, czy bezpośrednio po nim. Ostatni odcinek może być wtedy bardzo niebezpieczny.
Na tym kończymy nasz pobyt w Jurgowie i jedziemy do Kościeliska. Było przepięknie, za rok na pewno będziemy chcieli tu wrócić. Do zobaczenia Jurgów!
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)