[Tatry] Tatrzańskie Zoo - Kozi Wierch & Szpiglasowy Wierch w męskim gronie


Pomimo sporej ilości startów, dużego zmęczenia treningami, ogromu różnych dziwnych zajęć... nie wyobrażam sobie życia bez odwiedzania Tatr przynajmniej raz na kilka miesięcy. Tym razem wypad był bardzo wyjątkowy: pierwszy raz pojechaliśmy w męskim gronie i od razu działy się rzeczy nietypowe ;).

Nasza wyprawa rozpoczęła się w poniedziałek (18.06) o godzinie 22:00. Podróż leciała bardzo szybko, wszystko dzięki niekończącym się rozmowom. W okolicy Suchej Beskidzkiej stała się pierwsza wyjątkowa rzecz. Pierwszy raz w historii moich nocnych wyjazdów w góry zatrzymała mnie policja na szybką kontrolę. Po całkiem przyjemnej rozmowie pojechaliśmy dalej i około 2:00 byliśmy na parkingu pod Tatrami.
Po sprawnym ogarnięciu się byliśmy gotowi do drogi i wtedy wydawało nam się, że wszystko pójdzie według planu. No właśnie, tylko nam się wydawało. Około 100m po wyjściu z parkingu, za drzewem, zaraz obok drogi, stał sobie niedźwiedź. W ten piękny sposób na szlak wyszliśmy niemal 1.5 godziny później. Jakoś nie byliśmy chętni do przechodzenia obok misia, pomimo tego, że raczej nie miał wobec nas złych intencji.
Gdy już udało nam sie wyruszyć, droga szła bardzo dobrze. W mgnieniu oka pojawiliśmy się na Wodogrzmotach Mickiewicza. Później sprawnie pokonaliśmy podejście do Doliny Pięciu Stawów. Tam czekało na nas pierwsze śniadanie. Pogoda było bardzo obiecująca, chociaż szczyt Koziego Wierchu ciągle był przykryty chmurami. Nie przejmowaliśmy się tym jednak za bardzo, woleliśmy czerpać radość z tego, co było widać dokładnie w tamtym momencie. Po tym krótkim odpoczynku udaliśmy się w dalszą drogę. Naszym celem był przed chwilą wspomniany Kozi Wierch. Podejście czarnym szlakiem może nie jest wymagające technicznie, ale na pewno wymaga całkiem dobrej kondycji. Zdobywaliśmy kolejne metry, aż nagle spotkała nas kolejna niespodzianka. Na skale, nad naszymi głowami, skakały sobie dwa Świstaki Tatrzańskie. Nareszcie udało mi się je zobaczyć! Jakby tego było mało, kilka kroków dalej spotkaliśmy jeszcze dwie Kozice. Fajnie, że fauna tatrzańska tak pięknie zaprezentowała się Chłopakom, którzy pojechali tam połknąć wysokogórskiego bakcyla ;). Po tej krótkiej wizycie w 'zoo' przyszedł czas na wyzwanie. Teren stał się wymagający i trzeba było trochę popracować rękoma. Pomimo typowego stresu poradziliśmy sobie świetnie i całą trójką stanęliśmy na szczycie Koziego Wierchu. Kilka trudniejszych momentów na pewno zapadnie w naszym pamięciach na długo. Powiem krótko: było śmiesznie. Kozi Wierch przywitał nas niestety mgłą i praktycznie zerową widocznością. Po widoki wrócimy zatem kiedyś w przyszłości.
Po dłuuugim, trudnym i wymagającym zejściu, wróciliśmy do Doliny Pięciu Stawów. Znaleźliśmy fajne miejsce na drugie śniadanie i ruszyliśmy w stronę Szpiglasowej Przełęczy. Całe szczęście pogoda zaczęła się lekko poprawiać i była chociaż minimalna nadzieja na jakiekolwiek widoki. Samo podejście poszło nam, w mojej ocenie, nadzwyczaj sprawnie. Nawet nie wiedziałem kiedy, a już byliśmy przy łańcucach. Może był to efekt nieprzespanej nocy i narastającego zmęczenia, w każdym razie kompletnie mi to nie przeszkadzało. Chłopaki poradzili sobie z łańcuchami jakby robili to od wielu lat regularnie. Nagroda czekała na nas na szczycie. Widoki jakimi przywitał nas Szpiglasowy Wierch ciężko opisać, dlatego nawet nie będę próbować. Była to moja druga wizyta na tym szczycie i chyba upewniłem się, że jest moim ulubionym na ten moment. Tamtejsza okolica jest po prostu cudowna.
Ostatnim etapem tej długiej i wymagającej wycieczki, było zejście do Morskiego Oka, a później powrót słynnym asfaltem do auta. Robiliśmy wszystko, aby zrobić to jak najszybciej. Momentami nawet trochę podbiegaliśmy, pomimo kilkunastu godzin w górach. Wszystko po to, aby wyrobić się na pierwszy mecz naszej reprezentacji na Mundialu. Misja się powiodła i udało nam się obejrzeć spotkanie, którego nie chcę i nie będę komentować. Później nadszedł czas na zasłużony i upragniony sen. Warto tutaj wspomnieć, że nocleg mieliśmy w Jurgowie, dokładnie w tym samym miejscu, w krótym nocowaliśmy rok temu z Sonią. Fajnie było tam wrócić!
Na dobitkę, w dniu naszego powrotu do domu, udaliśmy się jeszcze na szybki spacer nad Czarny Staw Gąsieniowy. Zachwyceni, spełnieni i bardzo wypoczęci psychicznie, wróciliśmy do naszych domów. To był świetny wypad. Dzięki Paweł i Dominik za te mega intensywne 2 dni. Mam nadzieję, że uda nam się jeszcze wspólnie wyskoczyć w najwyższe góry w Polsce. To był mega udany wyjazd! Dzięki!