[Tatry] Hala Ornak, Smreczyński Staw - styczeń 2016


W piątek, 15go stycznia, wcześnie rano wyjechaliśmy z Sonią do Kościeliska. Podróż minęła dość szybko i około 11:30 byliśmy na miejscu. Po drodze udało się zrobić zakupy i do pokoju wchodziliśmy z pełnym ekwipunkiem.

Po krótkim odpoczynku, przepakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy pobiegać. Zaplanowaliśmy trasę przebiegającą przez Butorowy Wierch (1160 m n.p.m.) oraz Gubałówkę (1126 m n.p.m.). Zwiedziliśmy też kawałek pięknej okolicy Kościeliska. Łącznie przebiegliśmy około 15km (Sonia przebiegła 17km!). Las w okolicy Butorowego Wierchu wywarł na mnie ogromne wrażenie. Bieganie po takich terenach to czysta przyjemność, a człowiek nigdy nie chce wracać do domu. To jednak nie było najlepsze co nas spotkało tego dnia. Widok na Tatry był po prostu cudowny, nie do opisania - dlatego po prostu przedstawię go na zdjęciu.

Moja pierwsza wizyta w Kościelisku rozpoczęła się wyjątkowo pięknie. Widok ekstra, temperatura znośnia, śniegu odpowiednia ilość. Po powrocie trochę się poobijaliśmy i zaplanowaliśmy dzień drugi ...

W sobotę wstaliśmy trochę później niż było to planowane :P (konkretnie ja wstałem później). Po śniadaniu wybraliśmy się na spacer po Dolinie Kościeliska. Naszym celem była Hala Ornak oraz Smreczyński Staw. Do wejścia do Doliny dostaliśmy się Drogą pod Reglami. Po ostatnich opadach była ona mało uczęszczana, więc przecieraliśmy szlak. Snieg padał dość mocno i przybywało go bardzo szybko - oczywiście ku naszej radości. Cały spacer przez Dolinę był piękny. Pomimo delikatnego mrozu, podziwialiśmy wszystko co nas otacza. Miałem ochotę tam zostać na zawsze :D . W schronisku na Hali Ornak (1100 m n.p.m.) zjedliśmy co nieco i ruszyliśmy w kierunku Smreczyńskiego Stawu (1226 m n.p.m.), który okazał się być kompletnie zamarznięty oraz zasypany śniegiem, przez co wyglądał jak (nie)zwykła polana. Łącznie zrobiliśmy około 24km pieszo - extra trening. Sonia odmarzała przez 2-3 godziny pod kocem. Cały wieczór spędziliśmy w łóżku leżąc i jedząc, wszystko co mieliśmy pod ręką.

Cały wyjazd na pewno pozostanie w naszej pamięci. Trochę pobiegaliśmy, trochę pospacerowaliśmy, pojedliśmy oraz mocno się poobijaliśmy. Następne spotkanie z Tatrami (mamy nadzieję) w marcu.

Dzięki Sonia ( :* ) i do zobaczenia góry!!