Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

[Tatry] Czerwone Wierchy!


Jednym z najważniejszych powodów ograniczenia liczby startów biegowych w tym roku było danie sobie szansy odwiedzania gór jak najczęściej. Pomimo, że uwielbiam sportową rywalizację, zdecydowałem, że w tamtym roku straciłem zbyt wiele 'dobrych' weekendów, czyli takich z pogodą w górach. W tym roku czas sobie odbić stracone chwile! Ruszamy z kolejną przygodą :)

Naszą małą tradycją stały się już jednodniowe wypady w Tatry. Tym razem nie było inaczej. Można powiedzieć: "klasyk", czyli wyjazd o 23:00 z Gliwic, o 3:00 już na szlaku. Od jakiegoś czasu byłem umówiony z Mamą, że zabierze się z nami. Tak też się stało i pod Kuźnicami zameldowaliśmy się w 3-osobowym składzie. Naszym celem było przejście Czerwonych Wierchów i zejście do Kir. Zaczęliśmy zatem od udania się w stronę Kalatówek. Pomimo tego, że startowaliśmy jeszcze nocą, czołówki w sumie nie były potrzebne nawet w lesie. Na Kalatówkach zjedliśmy co nieco i obserwowaliśmy stado owiec. Dalej ruszyliśmy w kierunku Hali Kondratowej. Tam jak zwykle na chwilę się zatrzymaliśmy, bo w tym miejscu zaczynają się przepiękne widoki. Potrzebny był także lekki odpocznek, bo zmęczenie po kolejnej nieprzespanej nocy już dawało nam w kość, a przed nami najgorszy fragment trasy. Czekało nas dłuuugie i dość uciążliwe podejście pod Przełęcz pod Kopą Kondracką. Podczas podejścia czas zatrzymywał się w miejscu. Nie mogłem się doczekać kiedys wreszcie dotrzemy na górę. W międzyczasie delikatnie martwiły nas chmury, które opanowały wierzchołek Kopy. Bałem się, że będzie powrótka z Koziego, czyli pomimo dobrych prognoz, rzeczywistość znowu okaże się inna. Całe szczęście tym razem było zupełnie inaczej. Jeszcze przed osiągnięciem przełęczy zrobiła się wspaniała widoczność! Automatycznie zmobilizowało mnie to do szybkiego podbiegu na Suchy Wierch Kondracki. Widok na Tatry Wysokie... bez komenatrza. Nie da się tego opisać ;) Po drugim śniadaniu przyszedł czas na podejście pod Kopę i po około ~20minutach byliśmy na szczycie, a tam... niespodzianka! Wiatr wiał z prędkością światła. Błyskawicznie pozbawił nas całej, zdobytej na podejściu, temperatury. Ledwo dało się rozmawiać, był taki hałas. Fajna sprawa, ale zmusiło nas to do szybkiej ewakuacji na przełęcz, a dalej mieliśmy iść w kierunku Małołączniaka...

Jako, że Małołączniak jest jeszcze sporo wyższy od Kopy, spodziewaliśmy się jeszcze gorszego wiatru. Poskutkowało to zmianą wierzchniej warstwy. Wskoczyliśmy w kurtki przeciwwiatrowe i uderzyliśmy do góry. Pogoda "zgodna z oczekiwaniami". Pizgało niemiłosiernie, ale pchaliśmy temat dalej. W podobnych warunkach zdobyliśmy Krzesanicę, a później Ciemniaka. Czerwone Wierchy zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Fajnie, że wreszcie udało mi się tam zjawić. Później przyszedł czas na zejście w kierunku Doliny Kościeliskiej. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Zejście zaczęliśmy od wizyty na szczycie Twardej Kopy. Jest to najwyższy szczyt Tatr Zachodnich w całości położony na terytorium naszego kraju (nie, nie jest to Giewont!). Później było troszkę skakania poza szlakiem. Dotarliśmy pod 2 ciekawe, ale chyba mało znane, szczyty - Chudą Turnię oraz Piec. Oba bardzo chciałem zaliczyć, więc bez zastanowienia szybko wskakiwałem na kolejne progi skalne i stanąłem na obu. Z pierwszego udało mi się nawet 'lekko wychylić' w przepaść. Wspomnienia zostaną ze mną ;) Po mniej więcej 9.5 godziny bycia w podróży dotarliśmy do Kir. W sumie dopiero na końcowej części zejścia na szlakach zrobiło się tłoczno. Opłaca się wychodzić o 3:00! Całe Czerwone Wierchy zrobiliśmy niemalże samotnie. Bajka! No to... idę się przespać, wstaję i planuję następny wyjazd :)

Trasa jest dostępna -->TUTAJ<--

Galeria zdjęć

 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)