[Tatry] Burżuje pod Wielkim Kopieńcem


Już jutro startujemy w kolejnych Perłach Małopolski, tym razem w Kościelisku. Korzystając z tej okazji postanowiliśmy spróbować dziś swojego szczęścia w Tatrach. Prognozy pogody od początku tygodnia nie były optymistyczne, miał padać mocno deszcz i... padał!

Wszystko zaczęło się normalnie i bardzo niepozornie. Było nawet lepiej niż się spodziewałem. Zbliżamy się do Zakopanego około 7:00, na niebie mało chmur, generalnie jest spora szansa, że w pogodzie kłamali (tak, na pewno to zrobili nam na złość). Auto zostawiliśmy przed 8:00 w Zakopanem - Cyrhli. Szybka zmiana butów, stroju i lecimy na Wielki Kopieniec. Planowaliśmy na dziś krótką wycieczkę, max 3-4 godzinki. Najpierw minęliśmy wejście na nasz szlak i poszliśmy daleko, daleko w dół... stanowczo ZA daleko. Wyszło nam to jednak początkowo na dobre, bo mieliśmy okazję odwiedzić piękną Kaplicę w Jaszczurówce. Było warto! W dodatku wiedzieliśmy, że wchodząc drugim wejściem możemy zrobić pętelkę i wrócimy do samochodu - to nawet lepiej niż wracać tą samą drogą. Po dotarciu do wejścia na szlak kupujemy bilety wstępu i powoli idziemy. Widoki od razu świetne, przepiękny las oraz nieco głośny strumień... no i my :D po około 30minutach marszu przerwa na jedzenie. Wtedy zaczął się piękny koniec naszej wycieczki. Nagle zaczęło kropić, mocniej i mocniej. Przekonani, że nie ma sensu ryzykować postanawiamy, że robimy odwrót. W tym samym momencie spotykamy bardzo miłą, starszą Turystkę, która namawia nas do dalszej drogi. Chwilę idziemy, deszcz zaczyna szaleć już konkretnie. Lecimy na dół - jednak! Cali mokrzy docieramy do... asfaltu i wiemy, że do auta jest daleko. No to wsiadamy do busa i płacimy za podwózkę. Tylko burżuje płacą kilkanaście złotych za 30minut spaceru po lesie w deszczu, a wystarczyło posłuchać prognoz, przyjechać sobie prosto do Kościeliska, odpocząć i spokojnie przygotować się na jutrzejszy start - jak się nie umie pewnych rzeczy przyjąć do wiadomości to trzeba później za to płacić. Góry jednak kuszą i ciężko zrezygnować z próby spaceru, nawet podczas ulewy. No nic, kolejne nowe doświadczenie, nowy kawałek świata zobaczony - i tak było warto, a na Wielki Kopieniec jeszcze wejdziemy :) !

Czas na prawdziwy odpoczynek, a jutro pobiegamy w tym pięknym błocie, które właśnie teraz powstaje :D Na zewnątrz cały czas, niestety, pada. Pozdrawiamy!