Plany na przyszłość 10 Historia zawodów 91 Blog 129 Tatry 42 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie 2 Sprzęt Statystyki

Szybka analiza przedbiegowa #3 - wyeliminowany


Listopad, za oknem... wiosna. Prognoz na dalszą część tygodnia nawet nie sprawdzam, nie mam ochoty. Piekło miało być lajtowe, a wyszło inaczej. Trwa już czwarty dzień i skonczyć się nie chce. Nic nie pomaga, a rolka boli... oj boli :D Do diabła!

Jestem cholernym masochistą. Gdy podejmowałem ostateczną decyzję o swoim grafiku na listopad byłem pewny, że czuję się ostatnio świetnie, że jest forma i będzie ogień! Ogień był w sobotę - ale nie w moich nogach, tylko w trasie. Dostałem po dupie, do domu wróciłem zbity, ale wtedy tylko tak mi się wydawało. Zbity to byłem dopiero w niedzielę i wczoraj. Zamiast nóg - 4 kamienie. Jak widziałem schody w swojej kamienicy to płakałem, a mieszkam na parterze. Dziś byłem na pierwszym rozbieganiu, nie było nawet źle. Wydolnościowo czuję się bardzo dobrze, tylko te cholerne nogi. Nie chcą współpracować, krzyczą do mnie "nas tak chętnie używasz, a o głowie zapominasz". Chyba jest w tym trochę prawdy, bo w sobotę Eliminator. Sprawdzmy stronę internetową tego biegu. Sam adres jest już ciekawy - górska masakra. Gdzie biegamy? Oczywiście, że po Czantorii. Czy jest to jakiś przypadek, że wszystkie biegi rozgrywane tam mają takie ciekawe nazwy? I czy ja naprawdę muszę w tym wszystkim brać udział? No dobra, wchodzę w to.
Przeanalizowałem (bo to kurde analiza!), że w Piekle tragicznie podchodziłem! Bagno zatrzmywało mnie, wpadałem w nie tak głęboko, jak wpadłem w samo bieganie. Wszyscy mi uciekali, dużo nadrabiałem na zbiegach. Co mogę w tej sytuacji powiedzieć o sobocie? Będzie do dupy. Chyba tyle wystarczy żeby opisać moje szanse na osiągnięcie czegoś fajnego. Nadal uparcie będę się bić o II rundę, bo jestem baranem. Cholernie upartym baranem, który nigdy się poddać nie umie - a nawet nie chce, bo to nie ma sensu. Kiedy dziś zobaczyłem na Facebooku Eliminatora to piękne zdjęcie, które załączyłem w tym poście, pomyślałem sobie, że lepiej tego zobrazować się nie dało. Będzie ta wspomniana masakra. Najlepsze, że to nie pierwszy i nie ostatni raz. Ważne żeby ruszyć cztery litery, założyć rękawice i cisnąć do przodu ;) . Po Eliminatorze powiem Wam jak ma się mój charakter, jak mają się moje nogi i dlaczego źle. Nie zaczynajcie biegać, to choroba, z której nie da się wyleczyć. Niszczy Was powoli, zabija, pozbawia resztek normalności, pozwala natomiast żreć ile wlezie. Wybór należy do Was ;)

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie mecz Legii z BVB, który przed chwilą się skonczył (8:4 na BVB). Widzę analogię jego przebiegu w swoim życiu. Dobry początek, zdenerwowanie przeciwnika (Czantorii) i szybkie wypunktowanie słabości. Mnie zabiło ostatnie podejście. Później próba podjęcia walki, a przeciwnik się odgryza. Na koniec i tak przegrywasz wysoko, ale jest pozytyw. Eksperci chwile po meczu powiedzieli, że nie ma tragedii. I ja się z tym zgadzam, nawet jak dostanę po tyłku, to jej nie będzie. Liczy się udział, zdobywanie doświadczenia, a wyniki kiedyś przyjdą. "Ligi Mistrzów trzeba się nauczyć" - moją Ligą Mistrzów jest bieganie po górach. Kto nie próbuje, ten nic nie ma. Pozdrawiam!