III Międzynarodowa Sztafeta Górska


Start w Sztafecie Górskiej kompletnie nie był planowany. W jej pierwotnym terminie miałem biec klasycznie Salamandrę Ultra Trail. W marcu dostałem jednak propozycję, której po prostu nie można było odrzucić. Start z taką ekipą to gwarancja sukcesu i świetnej zabawy.

Moje 5minut

Z powodu Covid19 znowu cały misterny plan poszedł... Na start w sztafete przyszło nam poczekać aż do końca sierpnia. Do Kudowy jechałem w nocy, a zabrali mnie tam Państwo Kaszuba. Wcześniej musiałem podrzucić Sonię do Brennej, więc trochę się najeździłem. Całe szczęście udało mi się zasnąć o 19:30(!) i wstanie o 2 nie było większym problemem.
Na miejscu byliśmy chwilę przed 6. W zasadzie tylko odebrałem pakiet, przebrałem się i chwilę później już stałem na starcie. Wokół mnie dość mocna ekipa, ale miałem naprawdę świetny humor.
Od samego początku biegłem swoje, komletnie nie przejmując się przeciwnikami. Wiedziałem, że dwójka Czechów jest poza moim zasięgiem, natomiast reszty postanowiłem trochę 'przypilnować'.
Czesi według planu szybko odskoczyli, a ja bawiłem się biegiem. Większość czasu na początku biegłem w kilkuosobowej ekipie, która z czasem zaczęła nam się lekko rozciągać. W środowej fazie biegu było nas trzech, a chwilę później już tylko dwóch. Wtedy było już dla mnie jasne, że stocze bezpośredni bój o trzecie miejsce, zakończony niewielką przewagą któregoś z nas, a resztę rozstrzygną nasi partnerzy.
Do Karłowa, gdzie była meta mojego odcinka, coraz bliżej, a my w pewnym momencie widzieliśmy w oddali jeden z Czeskich teamów. Wtedy na chwilę sie zerwaliśmy, ale szybko zrezygnowaliśmy z tego szaleństwa.
Ja tak naprawdę starałem się wyluzować i przygotować się do ostatecznego ataku. Wiedziałem, że lepiej podbiegam, więc zostawiłem wszystko na koniec. Na ostatnim podbiegu postanowiłem odskoczyć jak najbardziej, a później postarać się to utrzymać. W zasadzie plan wyszedł idealnie, a na mete wpadłem z 16sekundową przewagą i wypuściłem na trasę Michała...

Kiedy inni biegną

Teraz czekało mnie kilka godzin stresu czy Michał i Radek dopełnią tej formalności. O Ich poziom sportowy kompletnie się nie martwiłem, ale w górach nigdy nic nie wiadomo. Można się zgubić, a i o kontuzję nie jest jakoś szczególnie trudno. Czekałem więc...
Żeby zabić nieco czasu poszedłem spacerkiem na Szczeliniec Wielki. W Karłowie byliśmy do końca drugiej zmiany, więc miałem około 2godziny dla siebie. W międzyczasie sporo pogadałem z Sonią i podzieliłem się z Nią moimi wrażeniami.
Na Szczelińcu było pięknie, ale nie mogłem dokończyć wycieczki do partia szczytowa jest... płatna. No trudno. Wróciłem więc do Karłowa i kibicowałem wszystkim razem z Beatą i Radkiem, który już pojawił się na starcie.
Następne minuty do stres w czasie oczekiwania na Michała. Całe szczęście wszystko skończyło się  dobrze i Radek ruszył na trasę z 3.5minutową przewagą. My w tym czasie udaliśmy się całą ekipą do Kudowy, bo tam była meta naszej sztafety.
W oczekiwaniu na naszego Kompana błąkaliśmy się po parku zdrojowym. Ja pogadałem z Sonią, posiliłem się i mocno wypocząłem. Byłem gotowy do świętowania, które kilka minut później mogłem uskutecznić z moimi biegowymi kolegami! Wpadliśmy na metę jako trzecia sztafeta, pierwsza polska ekipa!
Emocji było naprawdę sporo, a ostanie minuty biegu Radka to był horror. To oczekiwanie prawie nas zabiło, ale udało się! Myślę, że przebieg rywalizacji i całego dnia najlepiej oddadzą słowa, które zamieściłem po powrocie do domu na Facebooku:

Na pewno jedno z ważniejszych wydarzeń sportowych dla mnie w tym roku - 29-30.08. 2020 Sztafeta Górska 3x25km / 75km / 21km / 10km. Razem z Michałem i Radkiem wpadamy na metę jako trzecia ekipa 🥉, pierwsza z Polski 🇵🇱 ! Wydaje mi się jednak, że tutaj ani wynik, ani uzyskane miejsce nie były najistotniejsze. Najważniejsza była walka dla drużyny, nadwyżkowe pokłady energii, o których mówił każdy z nas. Wspólne przeżywanie tego co dzieje się na trasie, analizowanie jak radzi sobie aktualnie walczący kolega. Ogromna ilość stresu o zdrowie, o pomyślne odnajdywanie drogi, czy nie stracimy, czy odrobimy... A finał? Zdjęcie oddaje tylko część emocji. Dawno nie cieszyłem się tak na biegu, dawno nie czułem takiej satysfakcji, takiej dumy i radości. A najbardziej cieszy mnie fakt, że mam tak znakomitych Kompanów. Może nie piszą o Nich wszystkie media w Polsce, nie widnieją na reklamach ciuchów, czy wydarzeń sportowych, ale dla mnie to są najlepsi biegacze w Polsce i można się od Nich duuużo nauczyć. To był zaszczyt - nie tylko biec w tej ekipie, ale także trenować w niej od czasu do czasu. Dzięki! Mam nadzieję, że jeszcze wiele razy spotkamy się na szlaku 🙂

Później był czas na odpoczynek, godziny rozmów i przepyszną pizzę!! Z tego miejsca chciałem serdecznie podziękować Chłopakom za ten pełen emocji dzień, a także Soni za mentalne wsparcie na trasie i poza nią. Daliśmy radę, a podium na Sztafecie Górskiej to naprawdę konkretne osiągnięcie do CV!