Plany na przyszłość 10 Historia zawodów 91 Blog 129 Tatry 42 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie 2 Sprzęt Statystyki

Zakochałem się w Szczawnicy!


Przy okazji startu w Beskidzkim Potoku zdecydowaliśmy się na mały urlop w Szczawnicy. Była to moja trzecia wizyta w tamtych okoliach i za każdym razem wracam coraz bardziej zachwycony. Tym razem Szczawnica, Pieniny i cała okolica kompletnie przerosły moje oczekiwania.

Wydaje mi się, że podróżujemy po naszych kochanych górach z Sonią dość sporo. Poznajemy coraz lepiej kolejne pasma, nasza wiedza ciągle rośnie i czujemy się tam naprawdę bardzo dobrze. Po tych wielu wycieczkach jestem gotowy odważnie stwierdzić: to były najlepsze wakacje w moim życiu. 4 dni w Szczawnicy były tak bajkowe, że opiszę je tylko bardzo skrótowo, bo i tak nie umiem oddać wszystkich emocji, które towarzyszą mi, gdy myślę o tym wyjeździe.
Wszystko zaczęło się w sobotę z rana. Już sama podróż jest mega przyjemna, bo droga między Nowym Targiem, a Krościenkiem to seria niesamowitych widoków. W pokoju zameldowaliśmy się około 10:00 i po krótkim odpoczynku udaliśmy się na powitanie gór. Pierwsze biegowe 10km to piękna pętla po najbliższej okolicy. Później był czas na pizzę i dłuuugi spacer po parku. Ciągła obecność gór i Dunajca potrafi mnie niesamowicie zrelaksować. Dzień drugi, jak już wiadomo z poprzedniego posta, spędziliśmy w Krościenku. Walczyłem na Beskidzkim Potoku, a po powrocie starczyło nam sił tylko na zjedzenie obiadu. Wszystko dlatego, że na poniedziałek były bardzo ambitne plany.
Wąwóz Homole i Wysoka - tak w skrócie można opisać trasę naszego poniedziałkowego biegania. Widoki trzeba zobaczyć samemu, bo nie da sie ich opisać. Spędziliśmy kilka godzin biegnąc przez niekończące się łąki, słuchając rozmawiających ze sobą owiec, a na koniec walcząć ze stromym podejściem na szczyt Wysokiej. Widok ze szczytu jak marzenie. Jestem pewny, że tak właśnie wygląda Raj.
Po porannym bieganiu przyszedł czas na kawę w Helence i szybki odpoczynek. Po południu miałem do zrealizowania swoje osobiste wyzwanie. Chciałem wbiec na Palenicę żółtym szlakiem, w czasie pozwalającym na zajęcie pierwszego miejsca na tym segmencie na Stravie. Czas udało się ostatecznie pobić, ale wymagało to ode mnie 3 prób. Wszystko dlatego, że 2 razy pomyliłem drogę i wbiegałem innymi ścieżkami. Wyszedł z tego całkiem solidny trening.
Po powrocie do pokoju Sonia czekała na mnie już gotowa do wyjścia: w planach był rower do Czerwonego Klasztoru! Nigdy nie jeździłem na rowerze w tak ładnych okolicznościach. Zdecydowanie mogę częściej.
Ostatni dzień urlopu przeważnie przeznaczamy na szybki powrót do domu. Tym razem było inaczej, a to dlatego, że udało mi się wygrać dwie wejściówki do parku wodnego Terma Bania w Białce Tatrzańskiej na niedzielnym biegu. Spędziliśmy świetne 3godziny i w pełni się zregenerowaliśmy po poprzednich bardzo aktywnych dniach.

Tak w wielkim skrócie wyglądał ten wyjazd. Do Szczawnicy na pewno wrócimy jeszcze na spływ Dunajcem. Mam nadzieję, że uda nam się to już w 2019roku. Polecam wszystkim serdecznie tamte okolice, zwłaszcza jeżeli lubicie aktywny wypoczynek!