SpeedLeśnik na koniec


Na podsumowanie całego roku jeszcze przyjdzie czas, ale dziś już jedno mogę stwierdzić - skończył się bardzo miło! Start w SpeedLeśniku miał być wisienką na torcie i to się w 100% udało. Trasa oraz atmosfera nie zawiodły i mam kolejnego pewniaka do mojego kalendarza na przyszłe lata.

Edycja zimowa co roku odbywa się w Bielsku-Białej. Z tego powodu podjechaliśmy do Brennej już w piątek wieczorem. Byłem przed tymi zawodami wyjątkowo spokojny. Nie wiem czy powoli się przyzwyczajam, ale bardzo mi się to podoba.
Rano wszystko poszło bardzo sprawnie i jeszcze przed 7:00 udało się odebrać pakiet. Zajęliśmy dość fajne miejsca przy kominku, gdzie mogłem się ogarnąć i przemyśleć ekwipunek na dzisiejsze bieganie.
Start był zaplanowany na 8:00. Na odprawie dowiedziałem się o kilku koretkach trasy, zalegającym na niej błocie i niezbyt wysokiej temperaturze panującej u góry. To ostatnie było dla mnie oczywiste, bo podczas wychodzenia z domu w Brennej padał śnieg.
Początek biegu niesamowicie mnie zaskoczył. Zawodnicy narzucili kosmiczne tempo, a mi biegło się po prostu okropnie. Brak koncentracji czy zmęczenie? Chyba jedno i drugie. Nieważne. Starałem się trzymać z przodu i nawet całkiem nieźle mi to szło. Praktycznie cały czas byłem na drugiej pozycji.
Po kilku podbiegach zrozumiałem, że to właśnie ta pozycja to maks, jaki mogę dziś osiągnąć. Zrobiłem szybki przegląd swojego stanu, stwierdziłem, że trzeba złapać oddech i do wyczekiwanego podejścia pod wyciąg na Szyndzielni zdecydowałem się odpuścić.
Wspomniane podejście także zacząłem spokojnie. Prowadzący zawodnik był dość daleko z przodu, a na plecach siedziało mi kilku zawodników z różnych dystansów - półleśnik i leśnik miały wspólny start z nami.
Pod szczytem wyciągu zaatakowałem. Przyspieszyłem i pędziłem w kierunku mety ile sił w nogach. Początkowo szło opornie, ale później było naprawdę przyjemnie. Do tego stopnia, że na podejściu pod Kozią Górę dogoniłem troszkę pierwszego zawodnika. Niestety Jego przewaga była zbyt duża żeby spróbować wygrać na ostatnim zbiegu. Za mną natomiast... pusto. Z tego powodu do mety wyluzowałem się całkowicie i wpadłem tam na drugim miejscu.
Z wyniku jestem raczej zadowolony. Biegło się ciężko, także trzeba się cieszyć, że udało mi się trochę odbudować podczas zawodów - kiedyś miewałem z tym problemy.
Organizacyjnie bomba. Świetna atmosfera, trasa trudna, momentami przez las bez jakiejkolwiek ścieżki. Dzięki takim biegom widzę jak słabo znam jeszcze Beskid Śląski. Ciągle coś mnie w nim zaskakuje.
Dla statystyk: 13.4km [+/-1100m] pokonałem w 01:22:47. Do pierwszego zawodnika straciłem 50sekund, a nad trzecim miałem ~6min przewagi.
Na koniec chciałbym podziękować Soni za wsparcie i towarzystwo. Nawet jak idzie mi coś nie do końca tak jak chciałem, zawsze mogę liczyć na dobre słowo. Teraz trzeba odpocząć i dobrze przygotować się do kolejnego sezonu!