Pętla Skrzyczne -> Malinowska Skała -> Kotarz


W tym roku mamy przed sobą jeszcze kilka bardzo ambitnych planów biegowych. Nie uda się ich zrealizować bez odpowiedniego przygotowania. Wolne dni od pracy są idealną okazją do nadrobienia wszelkich zaległości. Trzecia wymagająca wycieczka w tym tygodniu za nami!

Plany na dzisiejszy dzień były początkowo odrobinę łagodniejsze. Podczas śniadania Sonia wspomniała jednak coś o Skrzycznym i szybko zmieniliśmy trasę. Już od bardzo dawna mieliśmy ochotę ją zrobić, więc po chwili zastanowienia padło, że najlepiej przebiec to dziś. Z domu wyszliśmy koło 8:30, więc w sumie dość późno jak na nas. Początek znamy już w zasadzie na pamięć, więc do Karkoszczonki dotarliśmy w momencie. Dalej udaliśmy się w kierunku Szczyrku. Fajnie się rozmawiało, było idealna temperatura, więc zleciało bardzo szybko. Wtedy zaczęliśmy długie i bardzo męczące podejście na Skrzyczne. Wiedzieliśmy, że po zdobyciu szczytu zacznie się bardziej biegowa część trasy. Podczas podejścia troszkę pobiegałem góra/dół, tak aby porobić jakieś przyjemne podbiegi. W międzyczasie dopadło nas słońce i znacznie wzrosła temperatura, a to wcale nie ułatwiło nam zadania. Mając w nogach sporo innych aktywności z poprzednich dni, odczuliśmy trudy tej wycieczki wcześniej niż się spodziewaliśmy.
Na Skrzycznym odpoczęliśmy kilka minut i lekko się posililiśmy. Dalsza część trasy była łatwiejsza, więc powoli biegliśmy, a kilometry uciekały. W bardzo fajnym czasie dostaliśmy się na Malinowską Skałę, która jest jednym z moich ulubionych miejsc w Beskidzie Śląskim. Lubię ją do tego stopnia, że wbiegłem sobie na nią dwa razy.
W drodze na Przełęcz Salmopolską byliśmy już ostro zmęczeni. Zaczęły się rozmowy o tym, co zjemy po powrocie - typowy objaw zmęczenia w górach :D
Na Kotarz wtoczyliśmy się już na ciężkich nogach. Nie przeszkadzało nam to jednak w posiadaniu dobrych humorów. Niestety nie miałem ani siły, ani ochoty, aby zbiec na Halę Jaworową, żeby nadrobić widoki z wczoraj. Muszę tam jeszcze kiedyś wrócić przy ładnej pogodzie. Ostatni odcinek drogi pokonaliśmy w bardzo dobrym stylu. Razem wyszło nam 31km wycieczki i około 1600m przewyższenia. Przyjemne zakończenie całego tygodnia - oby takich więcej. Nauczyliśmy się nowych rzeczy o sobie: wiemy już, co musimy zabrać następnym razem do plecaka, aby było idealnie. Dziś brakło nam kilku produktów, które na pewno ułatwiłyby naszą przeprawę. Sama trasa bajeczna - okolice Skrzycznego są niesamowicie piękne. Bardzo chętnie wybiorę się tam jeszcze wiele razy. Dzięki Sonia za super bieganie :)

Nasza trasa :)