Silesian Highland Half Marathon i nowa tradycja majowa


Po średnio udanym starcie w Salamandra Ultra Trail przeanalizowałem sytuację i wyszło mi, że powinienem mimo wszystko trochę więcej startować. Doszedłem do wniosku, że brakuje mi rywalizacji z ludźmi i trzeba to było jakoś nadrobić. Wielkimi krokami nadchodzi kolejny wymagający bieg w górach, więc na start kontrolny wybrałem trudny terenowy półmaraton. Silesian Highland Half Marathon, bo o nim mowa, okazał się strzałem w dziesiątkę!

W Silesian Highland Marathon brałem udział już wcześniej. Podczas jego pierwszej edycji przebiegłem pełny dystans maratonu, który wtedy całkowicie mnie pokonał. Tym razem podszedłem do tego wyzwania nieco inaczej i efekty są odrobinę lepsze.
Sam bieg to niesamowita ilość zupełnie skrajnych emocji. Przed startem byłem wyjątkowo spokojny, a stres który towarzyszył mi cały poranek, gdzieś zniknął. Była to chyba zasługa dobrej rozgrzewki, której poświęciliśmy z Sonią około 20minut. Warto tutaj od razu wspomnieć, że Sonia, ale także moja Mama i siostra Olga, zdecydowały się wystartować na tym samym dystansie co ja. Byłem strasznie ciekawy jak Im pójdzie. O tym jednak później.
Start zawodów był dla mnie wymarzony. Biegło mi się bardzo lekko, tempo było zdecydowanie lepsze niż się spodziewałem i od samego początku udało mi się objąć prowadzenie. Po około trzech kilometrach miałem już całkiem fajną przewagę i nadal czułem się po prostu znakomicie. Do każdego napotkanego wolontariusz krzyczałem z pewnej odległości z pytaniem, w którą stronę pobiec dalej, bo wiedziałem, że trasa jest trudna. Chciałem mieć wszystko pod kontrolą.
Po pięciu kilometrach z małych hakiem dotarłem do punktu, który zmienił cały przebieg tych zawodów. Wymieszałem się lekko z końcówką zawodników z krótszego dystansu, którzy startowali 10 minut wczesniej ode mnie. Pędziłem dość szybko i zbliżając się do wspomnianego punktu zapytałem, gdzie mam biec dalej. Niestety kompletnie nie zwróciłem uwagi na narysowane na ziemii strzałki, a wolontariusz, zapewne odruchowo, pokierował mnie w lewo. W ten sposób zaliczyłem bonusowe ponad 2km, straciłem prowadzenie, spadłem ogromną ilośc pozycji w dół, psychicznie na chwilę sięgnąłem dna, a o 8-10minutach i siłach nawet nie wspomnę.
Całe szczęście szybko udało mi się wrócić w głowie na odpowiednie tory i postanowiłem sprawdzić na co mnie stać w takiej sytuacji. Jak juz wcześniej wspomniałem: start miał być kontrolny, więc stwierdziłem, że warto skontrolować, ile miejsc dam radę odrobić.
Początkowo wszystko szło bardzo dobrze. Sił miałem sporo, co jakiś czas dawałem się porywać emocjom i mocno przyspieszałem. Starałem się jednak trzymać nerwy na wodzy i biec swoje - tak żeby całkowicie nie spalić tego biegu. Po jakimś dłuższym czasie dogoniłem trzech zawodników, którzy powiedzieli mi, że są na miejscach 4-6. Nie byli świadomi mojego zgubienia się, więc wyprzedzając ich wskoczyłem na trzecią pozycję.

Mając świadomość, że wróciłem na pudło z tak dalekiej podróży, postanowiłem powalczyć o jeszcze więcej. Rzuciłem się w pogoń za drugim zawodnikiem i udało mi się Go wyprzedzić około 7km przed metą. Lider był jednak bardzo daleko z przodu i wiedziałem, że to wszystko, co mogę ugrać. Skupiłem się na utrzymaniu pozycji, fajnego tempa i odzyskaniu radości z tych zawodów. Całe szczęście od tamtego momentu wszystko mi się już udało i z uśmiechem na twarzy wpadłem na metę jako drugi zawodnik z 5cio minutową stratą do pierwszego Biegacza. Szkoda, że nie mogłem z Nim dłużej rywalizować, ale może za rok się uda? :)
Ostatecznie przebyłem prawie 25km i jakieś 500m przewyższenia. Średnie tempo mojego biegu to 4:10min/km, a na mecie zameldowałem się po godzinie i prawie 43minutach. Tam szybko odzyskałem siły. Miłe opowieści o moich przygodach sprawiły, że czas zleciał mi niesamowicie szybko. Siedząc przy stole odwracałem się kierunku ostatnich metrów trasy tylko wtedy, gdy słyszałem wieści o kolejnych nadbiegających kobietach. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu jako piąta pojawiła się tam Sonia! A dosłownie kilka sekund za Nią kolejne dwie kobiety, gdzie drugą z Nich była moja siostra Olga! Zajęły więc odpowiednio 5te i 7me miejsca open. Powiem więcej! Sonia wygrała, a Olga była trzecia w swojej kategorii wiekowej! To tak bardzo poprawiło mi humor, że szybko zapomniałem o mojej wpadce. Koniecznie muszę tutaj wspomnieć, że Mama także doskonale poradziła sobie z tą trudną trasą, dzięki czemu bardzo szybko mogliśmy się cieszyć i swiętować te sukcesy w komplecie.
Odpoczynek po takim biegu to sama przyjemność. Na dekoracji mieliśmy doskonałe humory, ale czy kogoś to dziwi? Byłem i nadal jestem niesamowicie dumny z tak fajnego biegania całej mojej Rodzinki. Za rok wracamy walczyć o jeszcze lepsze rezultaty!

Skoro już podzieliłem się przebiegiem mojej walki i naszymi sukcesami, to czas na wyjaśnienie dlaczego wybrałem SHM na start kontrolny. Zacznę od tego, że jestem na etapie przygotowań pod dość trudne 36km [+/-1900m]. Czułem potrzebę przebiegnięcia czegoś, co zmusi mnie do intensywnego wysiłku na niewielkim nachyleniu i mocno pofałdowanym terenie. Takich tras najbardziej nie lubię, bo potrafią być strasznie zdradliwe. SHM wpisuje się w to doskonale. Jak dodamy do tego, że widoczki są naprawdę niczego sobie, to wybór staje się prosty.
Skomplikowana trasa to także dla mnie ogromna zaleta. Pomimo tego, że się pogubiłem, to uważam, że nadal był to świetny trening nawigacji i śledzenia oznaczeń. Spora ilość zakrętów zmuszała mnie do ciągłego bycia czujnym i skanowania otoczenia. Może nie zawsze wychodziło mi to tak, jak powinno, ale warto zatem trenować to regularnie.
Na koniec chciałbym bardzo serdecznie podziękować Organizatorom. Impreza jest świetna pod każdym względem. Macie impnujące zaplecze, piękne i trudne trasy, coraz szersze grono fanów i robicie dobrą robotę. Mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze wiele razy będzie mi dane u Was wystartować. Dzięki!

PS pozdrawiam wszystkich spotkanych na biegu znajomych i gratuluję wyników!
PS2 tradycją majową jest zgubić się i przebieć odrobinę więcej km