RMD Winter Run 2018


Po kilku dniach srogich mrozów nareszcie jest nadzieja na ocieplenie. Chociaż słowo 'nareszcie' użyłem chyba z przyzwyczajenia. Jak się tak chwilę zastanowię, to całkiem lubię te mrozy. Ocieplenie oznacza nadchodzącą wielkimi krokami wiosnę. Planuję wtedy być już w jakiejś formie. Z tej okazji trzeba było zrobić kolejny sprawdzian. Nie widziałem lepszej opcji jak ściaganie się ze Szczyrku na Klimczok. Zapraszam :) !

RMD Winter Run zauważyłem przez przypadek na internecie kilka tygodni temu. Stwierdziłem, że przyda mi się jeszcze jeden bieg kontrolny przed moimi najważniejszymi startami w tym roku. Trasa idealna dla mnie: 8.2km [+507m/-107m]. Jak dodam do tego jeszcze, że na Klimczok to mamy sytuację bez wyjścia: musiałem to pobiec. Do Szczyrku pojechała ze mną Sonia. Przed startem posiedzieliśmy wspólnie przy grzejniku na korytarzu w hotelu Orle Gniazdo. Fajnie było złapać te ostatnie chwile ciepła. Super sprawą było też spotkanie ze znajomymi - pozdrawiam z tego miejsca Damiana, Magdę i Jakuba.
Po około godzinie oczekiwania przyszedł czas na danie główne. Obiecałem sobie, że dziś nie dam się podpuścić i zajechać na pierwszych metrach. Tak też się stało. Pierwsze kilka minut biegłem na 6-8 pozycji w bardzo komfortowym dla mnie tempie. Po kilku pierwszych bardziej stromych odcinkach wysunąłem się na 5tą pozycję. Udało mi się ją utrzymywać przez bardzo długi czas. Cieszył mnie fakt, że nawet po wkroczeniu w las, gdzie pojawiła się większa ilość śniegu, nadal trzymałem swoje tempo i dobrze się bawiłem. Czas mijał bardzo szybko i powoli zbliżaliśmy się do szczytu Magury. Wiedziałem, że tam zacznie się prawdziwa walka, bo zaczną się zbiegi i ściganie. Jako, że najlepiej czuję się na podbiegach postanowiłem zaatakować 4tą pozycję i zacząć pracować nad jakąś przewagą nad resztą stawki. Bardzo przydała mi się tutaj doskonała znajomość trasy i świadomość ile sił potrzebuję na każdy, z pozostałych do końca, odcinków. Plan wyszedł doskonale, bo już na pierwszym zbiegu miałem fajną przewagę nad 5tym zawodnikiem. Ostatnie podejście pod Klimczok zaczynałem też z bardzo dobrym samopoczuciem. To był bardzo ważny moment trasy, bo ta ściana potrafi zabić wolę walki. Na zbiegu wiedziałem, że teraz nie mogę już dać się nikomu wyprzedzić. Raz udało mi się zerknąć na zegarek i gdy zobaczyłem 3:25 byłem bardzo zadowolony.
Do mety już nic się nie zmieniło. Ostatecznie zająłem bardzo wysokie (jak dla mnie) 4 miejsce OPEN. Później okazało się, że jestem na 3 miejscu w mojej kategorii wiekowej. Nie spodziewałem się, że ten start tak dobrze mi pójdzie. Po cichu liczyłem, że uda się to pobiec w 47minut. Planem minimum było 50minut, a ja na mecie zameldowałem się już po 44minutach i 43sekundach. W lutym przebiegłem 350km, co dla mnie jest rekordem. Na dużym zmęczeniu udało mi się odnaleźć sporo luzu. To chyba całkiem dobra prognoza na nadchodzący sezon, ale podchodzę do tego spokojnie. Wracam jutro do treningu, bo nie ma teraz czasu na świętowanie.
Gratuluję wszystkim uzyskanych dziś wyników. W tym pięknym mrozie to było bardzo ciekawe wyzwanie. Dziękuję oczywiście Soni, która jak zwykle poświęciła sporo czasu i wykazała się anielską cierpliwością wyczekując mnie w hotelu. Dziękuję też wszystkim za wsparcie, trzymanie kciuków i za wiadomości mocy przed startem. Dziś ta moc była za mną! :) Obiecuję, że na następnych biegach też będzie ;) Pozdro!