[Chorwacja] Setki schodów w Rijece


Od bardzo dawna nie wyjeżdżałem poza granice naszego pięknego kraju. Aktualnie moja Siostra Olga przebywa przez pół roku w malowniczej Rijece, była więc to doskonała okazja na odwiedzenie Jej w Chorwacji. Za nami mocno intensywne 2 dni, a biorąc po uwagę moje ostatnie obciążenie treningowe... masakra!

W Chorwacji pojawiliśmy się z Mamą oraz Sonią w piątek z samego rana. Całą noc jechaliśmy samochodem, więc wizyta rozpoczęła się od upragnionej drzemki. Nie trwała ona jednak długo, bo mieliśmy tylko 2 doby na zobaczenie jak największej ilość ciekawych miejsc. Zaczęliśmy od odwiedzenia Zamku Trsat. Następnie odwiedziliśmy pobliski Kościół oraz Drogę Krzyżową. Później udaliśmy się na molo. Wiązało się z pokonaniem kilkuset schodów w dół! Generalnie Olga często wspominała, że Rijeka to miasto schodów - teraz śmiało mogę to potwierdzić. Samo molo niestety nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Nie jestem fanem portów, statków itd. Fajnie jednak było to zobaczyć. Po tych 10km pokonanych pieszo przyszedł czas na obiad oraz krótki odpoczynek. Wieczorem ruszyliśmy na kolejną mini wycieczkę. Tym razem mniej miasta, więcej natury. Zaczęliśmy od przejścia opuszczonej fabryki i udaliśmy się w stronę lasu. W Rijece odbywały się w ten weekend zawody zwane "Rijeka Trail". Najdłuższy dystans miał 37km, nawet przez chwilę myślałem czy nie wystartować, ale wolałem ostatecznie spędzić więcej czasu z Rodzinką :) Nie samym bieganiem żyje człowiek. Wspominam o tym dlatego, że nasza trasa przez las pokrywała się z trasą tego biegu. Po tym co tam zobaczyłem muszę stwierdzić, że bieg musiał być bajeczny! Wąska ścieżka, wszędzie opuszczone budynki porośnięte bluszczem. Widoki przepiękne! W ten sposób pokonaliśmy kolejne 10km tego dnia, a ja byłem zachwycony kolejnym odwiedzonym miejscem. Kiedyś muszę poważnie pomyśleć o powrocie do Rijeki i wzięciu udziału w tym biegu.
Pierwszy dzień zakończyliśmy piwkiem i krótkim odpoczynkiem. Staraliśmy się odzyskać jak najszybiej jak najwięcej sił. Drugi dzień naszej wizyty, był jednocześnie naszym ostatnim tam, więc nie było czasu na obijanie się. Rano wyruszyliśmy zobaczyć plażę. Podjechaliśmy 15min busem i czekał nas spacer promenadą. Było cudownie kolejny raz. Ciągle zachwycałem się masą drzew i krzewów, które wszędzie nas otaczały. Szkoda, że nasze polskie miasta nie są aż tak zielone. Po krótkim lenistwie na kamieniu przyszedł czas na powrót do miasta na obiad. Później był jeszcze krótki spacerek na drugą plażę, zakupy i powrót do domu. Po kolejnej nocy spędzonej w samochodzie byliśmy znowu w Polsce. Cały wyjazd świetny, ale bardzo męczący. Z punktu widzenia spacerowego - mega intensywnie. Z punktu biegowego? Na koniec niespodzianka ;)
W piątek po obiedzie, przed drugim spacerem wyskoczyłem szybko w celu zdobycia góry, którą było widać z Olgi pokoju. Trudność polegała na tym, że nie było na nią niestety żadnego szlaku od naszej strony. Chciałem spróbować podejść na dziko. Miałem niestety tylko godzinę, teren był trudny, a otoczenie mało przyjemne. Przebiegałem przez jakieś w połowie opuszczone działki, na których można było czuć się jak w horrorze. Po dotarciu w miejsce, w którym upatrywałem nadzieję na wyjście w górę okazało się, że ściana momentami jest po prostu pionowa i nie ma szans na zrobienie tego w ciągu godziny. Poddałem się i po mocny podbiegu w dobrym tempie wróciłem do reszty ekipy. Było więc także bieganie ;) Świetna wycieczka, szkoda, że nie udało mi się wyskoczyć na dłuższy trening lub w pobliskie góry, ale mam po co wracać. Pozdrowienia dla wszystkich i czekam na kolejne wycieczki!

Na koniec nasze spacerki: Było jeszcze kilka krótszych spacerów, ale te były najciekawsze :)