Półmaraton Suhara, czyli nie ma wody na pustyni!


Przygotowania do Festiwalu Biegowego w Krynicy wkraczają w decydującą fazę. Do zawodów zostało już tylko kilka dni, więc to ostatni moment na mocniejsze przetarcie i niedługo trzeba zacząć odpoczywać. Na jeden ze swoich ostatnich cięższych treningów wybrałem start w Półmaratonie Suhara - imprezie, w której chciałem wystartować już dawno, dawno temu. W tym roku udało się zrealizować ten cel.

Skąd pomysł na taki start? Jestem zwolennikiem teorii, że wcale nie trzeba jechać w góry żeby się dobrze sponiewierać. Od tego roku staram się startować w fajnych imprezach terenowych i sprawdzać na nich swoje możliwości.
Półmaraton Suhara zdał się idealnie wpisywać w takie kryteria. Bieg po Pustyni Błędowskiej wydawał się bardzo ciekawy, wymagający, ale także lekko niedoceniany. Jadąc tam nie wiedziałem co dokładnie mnie czeka, bo nigdy wcześniej nie biegałem nawet po plaży.
Do Błędowa udałem się z Siostrą Olgą. Ona także postanowiła sprawdzić jak się biega po pustyni. Na miejsce dotarliśmy w świetnych humorach, wyjątkowo nawet się nie stresowałem. Atmosfera na miejscu była przyjemna, pogoda fajna - chociaż odrobinę za ciepło, w biurze zawodów wszystko poszło sprawnie i można było po prostu czekać na godzinę zero.
Od samego początku bieg był mega wymagający. Początkowo biegliśmy przez teren mocno przeorany wycinką, później kawałek prowadził zwykłą ścieżką leśną. W tamtym momencie biegłem na drugiej, a po kilometrze z małym hakiem, pierwszej pozycji. Stopniowo zwiększałem swoją przewagę nad drugim zawodnikiem i przez chwilę myślałem nawet, że to będzie w miarę szybki bieg.
Moje plany szybko jednak zostały zmiecione z powierzchni ziemii. Po około 3km wpadliśmy w tony piachu. Biegło się strasznie ciężko i tak już zostało do samego końca. Cały czas starałem się powiększać przewagę i jednocześnie biec jak najbardziej ekonomicznie.
Do pierwszego punktu na 8km dotarłem w całkiem niezłej formie. Pomimo wysokiego tętna czułem się dobrze i nieźle znosiłem upał. Do punktu na środku trasy, który był na spory wzniesieniu, także dotarłem czująć się dobrze. Pozwoliłem sobie nawet podejść, a nie podbiec, bo w międzyczasie udało mi się zbudować fajną przewagę i stracić rywali z oczu.
Następnie zaczął się powrót na miejsce startu. Wiedziałem że do punktu będzie mega cieżko, a za nim niewiele lepiej. Niewidząc nikogo z tyłu zacząłem biec ekonomicznie. Przestałem walczyć o rekord trasy (ostatecznie brakło mi około minuty), bo najzwyczajniej straciłem na to motywację. Skupiłem się na bezpiecznym dowiezieniu pierwszego miejsca i to mi się udało! Na mecie pojawiłem się po godzinie, 41minutach i 58sekundach, w doskonałym humorze i z dobrą prognozą na walkę w Krynicy.
Nareszcie coś wygrałem, a cieszy mnie to jeszcze bardziej, że udało się to na tak fajnej imprezie. Z tego miejsca serdecznie chciałbym podziękować Organizatorom za niesamowitą zabawę! Dzięki za świetną robotę!
Na koniec graty dla mojej Siostry, która wygrała swoją kategorię wiekową. Dziękuję też wszystkim za wsparcie i trzymane kciuki. Nareszcie udało mi się pobiec całkiem fajnie, to też Wasza zasługa!

Półmaraton Suhara polecam wszystkim, bez wyjątku. Ta impreza to najtrudniejszy półmaraton terenowy jak miałem okazję przebiec. Jest on dowodem na to, że można zrobić fajną i bardzo wymagającą imprezę, a przy okazji wypromować naprawdę ciekawe miejsce w naszym pięknym kraju. Chętnie wrócę na ten bieg w następnych edycjach!