Biegowe podsumowanie roku 2019!


Największą ciekawostką tego roku, od której po prostu muszę zacząć, jest fakt, że rok ten mogę opisać dwoma słowami, które oddadzą wszystko: pierścień mocy. Zarówno w życiu prywatnym, jak i biegowym, obrączka zrobiła ogromną różnicę i rozpoczęła nową erę.

To podsumowanie będzie na pewno krótsze od poprzednich. W tym roku działo się nieco mniej niż zwykle, stąd też nie widze sensu żeby zbytnio się rozpisywać. Jak już wspomniałem we wstępie punktem kulminacyjnym tego roku był mój ślub.
Miał od miejsce na początku lipca i dopóki się nie wydarzył... było ciężko. Nie było to spowodowane małą ilością czasu - nic z tych rzeczy. Po prostu moje podejście do biegania było kiepskie, wiedza o treningu bardzo mała i przez to niewystarczająca, a motywacja spadała w dół z powodu braku poprawy wyników. Nienawidzę się nie rozwijać.
Cała ta sytuacja poskutkowała falstartem na Salamandrze, gdzie zająłem 4miejsce. Jako, że miejsce na mecie zależy od przeciwników, co na moim poziomie biegania jest kluczowe, zawsze staram się skupiać na stylu, a w tym wypadku był on po prostu kiepski.
Pomimo dobrego, opanowanego startu, nie zrealizowałem swoich założeń żywieniowych i padłem na końcówce. Później był niestety przebysk formy, który zasłonił mi obraz tragedii. Poskutkował on 2miejscem na Silesian Highland Halfmarathon, gdzie mogłem powalczyć nawet o wygraną gdyby nie zgubienie trasy. Był jeszcze udany start w Gliwickiej Dyszce, który strasznie mnie nakręcił na krótkie starty, a później nastąpił zjazd.
Dwa fatalne występy na Ultra Trail Małopolska 35 (4miejsce) oraz Eliminatorze (19miejsce) położyły kres mojemy beznadziejnemu treningowi. Trener został zwolniony, a od poniedzałku po występie na Czantorii na scene wkroczył nowy Karol.
Druga połowa roku to marsz od podium do podium. Najpierw było 2miejsce na ulicznej dyszce w Ustroniu. Później wygrałem półmaraton na Pustyni Błędowskiej. Następnie zaliczyłem kozackie starty w Krynicy i na Memoriale Wojtka Kozuba. Zwłaszcza ten drugi na długo zapadnie w mojej pamięci.
Następnie było choroba, a po niej podium w GLiwicach na asfalcie. 3miejsce było dla mnie mega zaskoczeniem, chociaż sam bieg był kiepski w moim wykonaniu.
Na sam koniec zostały górskie perełki. Osiągnąłem w nich wszystkie możliwe miejsca na pudle. Najpierw byłem trzeci na Górskiej Przygodzie w Wiśle, gdzie pierwszy raz poczułem niesamowitą jakość jaką przynosi mi joga. Później wygrałem Piekło Czantorii i spełniłem swoje wielkie marzenie biegowe. Na koniec sezonu zająłem drugiej miejsce na SpeedLeśniku, na którym nieco zabrakło mi juz siły i woli walki, ale i tak jestem z tego biegu bardzo zadowolony.

Łącznie wystartowałem w 15 biegach. 10 razy stawałem na podium open i 2 razy zostałem wyróżniony w kategorii wiekowej. Statystyki prezentują się naprawdę dobrze, ale to dlatego, że w tym roku nie startowałem w żadnym bardzo dużym biegu. W 2020 na pewno się to zmieni, bo będę mieć nieco więcej czasu w życiu prywatnym.
Na ITRA udało mi się osiagnąć index 733 i aktualnie zajmuję 102 pozycję w naszym kraju. W kategorii biegów S i M jestem odpowiednio 41 i 43 w Polsce - to chyba całkiem nieźle.
Podczas całego roku jestem niesamowicie wspierany przez całą Rodzinę, za co jestem Im serdecznie wdzięczny. Na mój rozwój sportowy pracuje wiele serc, mi pozostaje tylko ciężko pracować i iść do przodu.

Bestyja, czyli tegoroczny start na Piekle został przez ITRA oceniony na 748pkt. Moim celem na przyszły rok będzie zdobycie w dowolnym biegu co najmniej 750pkt i osiągnięcie indexu ogólnego na poziomie >740pkt. Teraz biorę się do roboty!