Biegowe podsumowanie roku 2018!


Kolejny sezon biegowy za mną. Czas pędzi nieubłaganie, ale na razie nawet mi to odpowiada. Rok 2018 przyniósł spore zmiany treningowe, nowe sukcesy i porażki, kilka fajnych liczb i niezliczoną ilość niesamowitych wspomnień. Ciężko będzie nie napisać na ten temat całej książki, ale jakoś postaram się zrobić z tego fajny, zwięzły wpis.

Przegląd wybranych zawodów

Podobnie jak w poprzednim roku, tym razem także głównie startowałem w górach. Nie mogę nie zacząć od najważniejszego wydarzenia, a więc od Piekła Czantorii. Celem było osiągnięcie jak najlepszego wyniku, aby dostać jak najlepszą ocenę od ITRA. Pomimo, że pewnie indeks przez nich proponowany nie jest idealny, wydaje mi się on być najlepszym dostępnym kluczem do porównywania siebie z innymi zawodnikami i/lub ze swoimi poprzednimi startami. O liczbach będzie później, ale kto mnie śledzi ten wie, że zawody poszły bombowo. Uważam, że ten bieg to mój zdecydowanie największy wyczyn w dotychczasowym bieganiu i jestem z tego wyniku bardzo dumny. Tutaj sporo rzeczy poszło wyśmienicie!
Kolejnymi dwoma wielkimi wydarzeniami tego roku były na pewno debiuty moich najbliższych na Ich dotychczasowych najdłuższych dystansach. Najpierw biegłem z Mamą i Siostrą Ich pierwszy maraton, a później przeżyłem niesamowitą przygodę z Sonią podczas ultramaratonu w Krynicy. Do obu biegów uwielbiam do teraz wracać myślami - mam nadzieję, że będziemy to kontynuować.
Następnymi biegami, o których chciałbym wspomnieć są Salamandra Ultra Trail, Maraton Babia Góra i Ultra Trail w Lądku. Czy jest coś, poza długim dystansem, co je łączy? Niestety tak - każdy z nich jest moją małą porażką. Pomimo dobrych miejsc, które tam osiągałem, moje wyniki były dalekie od tych zakładanych. Za każdym razem coś szło nie tak jak powinno. Zostałem zmuszony do długich przemyśleń, sporej analizy, a efektem było wycieczkowe podejście do mojej najpiękniejszej przygody biegowej, czyli Tatra Fest Bieg. Dlaczego wycieczkowe? Bo doszedłem do wniosku, że i tak nie jestem gotowy na ściganie na takiej trasie i zamiast tego pobiegłem sobie w miarę luźno, świetnie się bawiłem, miałem cudowne widoki, odpocząłem psychicznie i byłem gotowy do odrodzenia się na BUT.
Beskidy Ultra Trail to był początek przygotowań do Piekła Czantorii - idealny moment żeby sprawdzić czy udało mi się poukładać moją głowę w odpowiedni sposób. Osiągnięty wynik pokazał mi, że zdecydowanie się udało, a serię mini porażek mam za sobą. To był bardzo ważny dzień w kontekście późniejszych treningów.
Jak widać starty na tych dłuższych dla mnie dystansach miały różne zakończenia. Zadowolony jestem tylko z dwóch, jeden jest neutralny, bo biegłem na luzie, a aż cztery wywołują u mnie niedosyt. To trzeba zmienić!
Ostatnimi dworza rzeczami, na szczęście pozytywnymi, których nie może zabrakąć w podsumowaniu tego sezonu to mega zaskoczenie moją postawą na Memoriale Wojtka Kozuba oraz sztafecie firmowej w ramach Półmaratonu w Rybniku. Na pierwszym wydarzeniu udało mi się fajnie zbiec z Babiej Góry, co u mnie jest rzadkością, a na drugim wykręcić średnie tempo 3:32min/km na dystansie ~7km, pomimo tego, że były to moje drugie zawody tego samego dnia! Takie chwile dają mi mega pozytywnego kopa do dalszych treningów.

Alpejska miłość

Największą niespodzianką w tym sezonie było odkrycie, że uwielbiam biegi alpejskie. To, że lubię walczyć pod górę wiedziałem już od dawna, ale dopiero teraz zdaję sobie sprawę jak bardzo. Wystartowałem w tym roku w kilku zawodach tego typu, za każdym razem czerpiąc dziką radość z pokonywania trasy.
Najmilej wspominam Puchar Magurki, który składał się z dwóch biegów na Magurkę Wilkowicką. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim zająłem drugie miejsca. Nie było to jednak tam najważniejsze. Atmosfera biegów była super, okazało się, że można zorganizować fajne zawody bez (uwaga!) opłaty startowej, a przy okazji nagrodzić dziesiątki osób. Myślę, że każdy wrócił z uśmiechem na twarzy.
Najtrudniejszym biegiem alpejskim, w jakim brałem w tym roku udział był Bieg na Pilsko. Wydaje mi się, że poszedł mi on najlepiej. Zająłem wysokie 5 miejsce w bardzo mocnej stawce, a przy okazji nareszcie byłem na szczycie tej przepięknej góry.
W przyszłym sezonie na pewno będę chciał rozwijać moje alpejskie umiejętności i jak życie pozwoli, to wystartować w kilku zawodach tego typu.

Magia liczb

Nie byłbym sobą, gdybym nie wrzucił w to podsumowanie kilku mniej lub bardziej ciekawych liczb. Wydaje mi się, że to właśnie one najjaśniej przedstawiają sytuację i postęp.
  • - Celem na ten rok bylo przekroczenie progu 700pkt za któryś z biegów według punktacji ITRA. Piekło Czantorii dało mi aż 744pkt i podniosło mój indeks ogólny (wyliczony z 5 najlepszych biegów) do aż 719pkt. Jeżeli dodam do tego jeszcze 720pkt, które dostałem za BUT, to bez wahania mogę stwierdzić, że tutaj wszystko się zgadza.
  • - 15 razy udało mi się wywalczyć miejsce na podium, w tym 10 razy w kategorii OPEN. Wygrałem jeden bieg.
  • - w Lidze Biegów Górskich zająłem 21 miejsce na ponad 5300 sklasyfikowanych mężczyzn. W klasyfikacji biegów alpejskich byłem 19ty.
  • - Do mojej kolekcji ukończonych biegów dorzucam w tym roku 7 biegów na dystansie około-maratońskim, a także 3 ultra.

Trening

Na koniec kilka słów o treningu. Dlaczego o nim wspominam? Bo nareszcie udało mi się to dość fajnie poukładać, chodzę regularnie od kilku miesięcy na siłownię, biegam więcej sensownych kilometrów i mam z tego niesamowitą satysfakcję. Widzę w tym wszystkim większy sens, a najbardziej cieszy mnie fakt, że wrócilismy z Sonią do wspólnych treningów. To właśnie te chwile najdłużej siedzą w pamięci i dają mega radochę. Samotne pokonywanie pionowych ścian, których cały czas poszukuję w Beskidzie Śląskim to tylko miłe dopełnienie, tego co najbardziej lubię w całej tej biegowej zabawie. To był serio świetny rok! Plany na następny już się szykują, zobaczymy co z tego wyjdzie!