Piekło Czantorii 2018 - start sezonu!


Każdy, kto mnie zna, wie, że o tym biegu, o mojej historii na nim, o tym jak niesamowitych ludzi dzięki niemu poznałem, mógłbym mówić godzinami. To właśnie dlatego jest to mój wybór na start sezonu, dlatego ostatnie miesiące trenowałem z myślą o nim, a właściwie o niej - Czantorii. To chyba moja ulubiona góra. To tutaj pokochałem górskie bieganie, tutaj prawie straciłem życie, jednocześnie zyskując zupełnie nowe, to tutaj chcę wracać jak najczęściej!

Prolog

Wróciłem i tym razem, ale w zupełnie innej sytuacji. Trzecie miejsce uzyskane tutaj przed rokiem nadal uważałem za jeden ze swoich większych sukcesów biegowych. W tym roku nie ukrywałem chęci na powtórkę, a nawet coś więcej - jasno zadeklarowałem, że walczę o poprawę czasu.
Do biura zawodów, które w tym roku było zlokalizowane po raz pierwszy w budynku OSP Polana, dotarłem już w piątek około 18:00. Godzinami rozmawiałem z wielonami znajomymi, omówiliśmy wszystkie możliwe tematy, przeanalizowaliśmy ostatnie miesiące, a w naszych głowach ciągle huczała jedna myśl: zrobić to piekło najlepiej jak potrafimy. W międzyczasie powiedziałe kilka słów do kamery (pozdrawiam Was!), zjadłem kolację w samochodzie oraz uczestniczyłem w najciekawszej Mszy Świętej, w jakiej dotychczas dane było mi brać udział. Nawet pomagałem Księdzu w Jej przygotowaniu. To była tak wyjątkowa chwila, że wszystkie przemyślenia zostawię dla siebie.
Gdy Przepierony poszły na swój start i w biurze zawodów zrobiła się cisza... ja postanowiłem 2 godziny poleżeć na jednej z salamandrowych puf. Później przyszedł już czas na przebranie się, odprawę i z resztą Pieronów udałem się na start.

No to jadziem...

W sumie to już od startu było grubo. Szymon ruszył szalenie mocno, a ja postanowiłem spróbować to wytrzymać. Pierwsze podejście w niesamowitym tempie. Na zbiegu odpuszczam, bo widzę, że i tak nie mam szans tego utrzymać. Za mną pusto, Szymon coraz dalej - chwilowo biegnę sam. Noc przepiękna, gwiaździsta, jasna! Czy pogodzie się coś pomyliło?! Przecież to Piekło Czantorii - tu nie może być ładnie. Czy gdzieś jest haczyk? Oczywiście, było zimno, nawet bardzo zimno. Całe szczęscie piekielne podejścia nie pozwalają zmarznąć. Czas upływał i nagle na jednym ze zbiegów wyprzedził mnie nieznajomy mi biegacz. Ostro wpadł w kolejny podbieg i cały wybiegł. Starałem się trzymać Jego tempo i szybko okazało się, że bardzo mi ono odpowiada. No z lekką różnicą, że ja ciut szybciej wolałem podchodzić, ale traciłem na zbiegu. Walczyliśmy zatem razem aż do Poniwca.
Kto podszedł kiedykolwiek tamten piękny stok, wie, że łatwo się tam przytkać. Skoro wiedziałem, że ciut lepiej podchodzę od mojego towarzysza, to postanowiłem tam lekko podkręcić tempo. Po wyjściu na szlak w kierunku szczytu Wielkiej Czantorii udało mi się odzyskać samodzielne drugie miejsce.
Do końca pierwsze pętli nie działo się nic nadzwyczajnego. Na Polanie pojawiłem się po 2 godzinac i 27minutach. Uważałem, że było to za szybko jak dla mnie i strasznie obawiałem się tego, co czeka mnie dalej. Całe szczęście nie było tak źle i udawało się nadal podchodzić w dobrym tempie i nienagannie zbiegać, jednocześnie cały czas kontrolując sytuację za plecami. Po prostu czułem, że siła i moc są ze mną.

Szymona widzę

Spokój i harmonia zostały zniszczone na stoku na Poniwcu. Podchodząc tam byłem już bardzo wyczerpany, co jakiś czas opierałem głowę o ziemię i łapałem oddech niczym himalaista powyżej 8000m npm. Nagle zobaczyłem przed soba Szymona i pomimo kompletnego braku sił postanowiłem spróbować Go dogonić. Oczywiście On nie chciał mi na to pozwolić, zatem te ostatnie 10km zawodów to było prawdziwe piekło.
Dawałem tyle mocy, ile tylko miałem, ale za każdym razem gdy chociaż odrobinę się zbliżałem, to kosztowało mnie to tak wiele wysiłku, że od razu znowu traciłem. Nawet nie wiedziałem kiedy mijały kolejne podejścia, kolejne zbiegi, kilometry, a tu nagle znaleźliśmy się na schodach do nieba, czyli podejściu do mety. Zacząłem podchodzić dokładnie po 5 godzinach walki na trasie, nawet udało mi się załapać na start półmaratonu.
Sytuacja na podejściu wyglądała dramatycznie lub zabawnie - zależy jak do tego podejść. Próbowałem jeszcze coś nadrobić, ale moje nogi nie chciały już się ścigać i efekt był taki, że co chwilę klęczałem. Szymon spokojnie, równo napierał do góry i z każdą minutą był bliżej końcowego zwycięstwa.

Meta

Ostatecznie tak też się stało, a ja na metę wpadłem jako drugi z czasem 5godzin 22minuty i 35sekund. O takim wyniku bałem się nawet marzyć przed startem - jestem z niego szalenie dumny. Szymon był szybszy o niecałe 2 minuty, to była niesamowita walka i przyjemność móc w tym uczestniczyć! Dzięki za świetne zawody!
Za metą zaczyna się niebo. Kolejne godziny rozmów, odpoczynek, luz i mega radość, że udało się dobrze wykonać robotę. Wiem, że ostatnie tygodnie nie poszły na marne. Cieszę się, że to się udało!
Chciałbym na szybko serdecznie podziękować organizatorom, jak zawsze, za świetnie zorganizowane zawody. Niezmiennie uważam, że sztuką jest to co robicie. Pogratulować trzeba też gorąco Wojtkowi, który wrócił w niesamowitym stylu i na głównym dystansie pozamiatał temat łamiąc 8 godzin. Nie mieści mi się to w głowie!
Nie da się nie wspomnieć o tym, że moja Siostra zmierzyła się z piekielną trasą i została Bestyją z fajnym czasem! Dziś nadal chce biegać, a nawet wspomina o powtórce, więc jest dobrze! Gratulacje także dla wszystkich znajomych za świetne wyniki i walkę z górą. Świetnie było Was wszystkich spotkać i spędzić z Wami tyle niesamowitych, bardzo ciekawych godzin. Liczę, że wiosną powtórka! Dziękuję także za wszystkie otrzymane wiadomości, trzymane kciuki - dzięki temu było łatwiej.
Na koniec najważniejsze: podziękowania dla Soni, która wspierała mnie przez cały okres przygotowań, znosiła moje marudzenie, tolerowała godziny treningów i przyjechała na dekorację. Dziękuję!

Pisać o tych zawodach mógłbym jeszcze długo, zostawię sobie jednak co nieco po prostu do zapamiętania. Piekło dostarczło mi znowu tylu pozytywnych emocji, że od wczoraj chodzę cały czas uśmiechnięty. Do zobaczenia za rok!

--> Zapis z zegarka ;) <--

Galeria zdjęć