Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

Piekielny trening na Czantorii


Rzecz dla mnie przedziwna - mam wolne z okazji 11go listopada. Zmiana pracy pozwala mi się cieszyć takimi rarytasami. Za tydzień Piekło Czantorii. To chyba mój ulubiony bieg(?!). Przygotowania do niego idą fajnie, czuję się ostatnio rewelacyjnie. Korzystając z dzisiejszego wolnego wpadłem na jedną pętlę - tak żeby sobie przypomnieć o co tam biega.

Celem tego treningu było zbadanie na co może mnie być stać za tydzień. Trochę mało czasu na regenerację, ale już jakiś czas temu postanowiłem, że podejmę takie ryzyko. Najważniejsze to nie forsować tempa, biec tak, jak podpowiada samopoczucie. Tak też zrobiłem. Wystartowałem około 9:30 z dolnej stacji kolejki linowej. Początek piekielnej pętli to podejście kawałkiem czerwonego szlaku po stoku. Już tam można zebrać niezłe baty. Dalej odbijamy na prawo w las na nieoznakowaną ścieżkę, która w pewnym momencie ostro(!) skręca w dół. Zaczyna się pierwszy, cholernie nieprzyjemny zbieg. Dalej na szczęście jest odrobinę lepiej. Biegło mi się fajnie, podchodziło jeszcze lepiej. W pewnym momencie ścieżka przestała być widoczna z powodu zalegających liści. Odnalazłem się tylko dlatego, że miałem trasę wrzuconą na zegarek. Lecę dalej, cały czas zwracam uwagę żeby czuć się fajnie. Po godzinie i 18 minutach docieram na szczyt Małej Czantorii. Wtedy czekał mnie zbieg do Poniwca, a później masakryczne podejście. Na podejściu umieram, ale tam nie da się nie umierać. Przecierpiałem w około 11minut i napieram w kierunku szczytu Czantorii. Tamtą drogę znam doskonale, wiem, że jest nawet przyjemna - biegnę. W godzinę i 52 minuty docieram na szczyt. Dużo szybciej niż rok temu na piekle, o jakieś 9minut - pomyślałem i zacząłem zbiegać. To był jedyny moment gdy sprawdziłem czas. Reszta biegu na wyczucie. Zbieg z Czantorii bardzo fajny, aczkowiek nie widzę go bez światła słonecznego za tydzień. Będzie ciężko. Lecę dalej, wiem, że zaraz ostatnie podejście i koniec pętli. Pamiętam, że jest ono bardzo nieprzyjemne i mam rację. Znowu jest ciężko, ale po chwili zbiegam już w kierunku mojej dzisiejszej mety, gdzie melduję się po 2godzinach i 32minutach. Mega szybko! Jestem zaskoczony, że tak to wyszło.
Teraz mam tydzień na regenerację. Mam zaplanowane jak spróbuję się przygotować na dzień startu. Będzie fajnie, mam nadzieję, że uda mi się zrealizować mój plan. Trzymajcie kciuki!

Na koniec wrzucam zapis naszej dzisiejszej --> trasy <--.

 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)