Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

Pierwsze górskie zwycięstwo - Perły Małopolski w Zawoi


Sezon nabiera rozpędu. Już za 2 tygodnie będę walczyć na mojej pierwszej setce w życiu. Potrzebuję jej bardzo mocno - to ona da mi ostatnie punkty, które pozwolą mi przystąpić do losowania miejsca na Bieg Ultra Granią Tatr 2019. Setka, setką - chciałem się jeszcze trochę poscigać, bo dawno tego nie robiłem ;)

Jak się ścigać... to tylko na górskim półmaratonie. Od zawsze je uwielbiam, a dodatkowo ostatnio mam w nich sporo szczęścia. Tym razem było podobnie, a wybrałem się z Sonią, Kalą i Pawłem na Perły Małopolski. Bardzo miło wspominam moje 4 starty w Perłach z tamtego roku i cieszę się, że dałem radę pojechać tam w tym roku chociaż ten jeden raz. Droga oraz odbiór pakietów poszły sprawnie. Przed startem mieliśmy także wystarczająco dużo czasu, aby skoczyć do Kościoła. Później była jeszcze chwila na ostatnie przemyślenia i poleciałem się ustawiać. Pierwsze kilometry już były ciekawe. Początek trasy był wspólny dla długiego i średniego dystansu, więc nie byłem pewny kto, co leci. Starałem się utrzymać kontakt z czołówką, nie zwracając uwagi na to, że część zawodników może lecieć ten krótszy dystans. Tempo wyniszczające, po paru minutach miałem dość, a brak cienia i mocne słońce wcale mi nie pomagały. Wszyscy jednak lecieliśmy w tych samych warunkach, wiec nie ma co marudzić. Zabawa zaczęła się na pierwszym mocnym podejściu. Zajmowałem 6 lokatę, a czołówkę cały czas miałem w zasięgu wzroku. Oni jednak dawali radę tam podbiegać, mnie chwilowo odcieło, więc tylko podchodziłem. Kontrolowałem tyły, aby nie dać się wyprzedzić i w zasadzie tylko na tym się skupiłem. Chłopaki z przodu mi uciekli - 'podgonię na zbiegu'. Tak też zrobiłem, goniłem ile fabryka dała. Przez jakiś czas jednak nie mogłem nikogo złapać i myślałem nawet, że pomyliłem gdzieś drogę. Całe szczęście tak nie było i nagle dotarłem do miejsca, gdzie zawodnicy z krótszej trasy skręcali w prawo. Miałem zatem pewność, że od tego momentu gonię biegaczy już tylko z mojego dystansu. Kawałek dalej było spore podejście i tam udało mi się dostrzec moich dwóch rywali. Ogromnym zaskoczeniem był fakt, że widzę zawodnika ze złotym numerem - lidera całej klasyfikacji na długim dystansie. To mnie utwierdziło, że muszę być wysoko - nie miałem tej pewności, bo nie wiedziałem ilu zawodników skręciło na krótszą trasę. Na podejściach czuję się świetnie. Szybko udało mi się awansować na drugą pozycję i od tego momentu zaczęła się prawdziwa walka...

Staram się doganiać pierwszego zawodnika. Idzie ciężko, tempo jest dla mnie dość mocne, ale walczę. Na chwilowym wypłaszczeniu trasy utrzymuję stratę około 50m. Atak zaczynam na podejściu. Ryzykuję, pomimo zmęczenia napieram mocno pod górę i wyprzedzam. Prowadzę, teraz utrzymać to do mety - to była moja jedyna myśl pod koniec tego podejścia. Zaczyna się bieg przez las, a chwilę później mocny zbieg. Na punkcie z wodą wypiłem szybko jeden kubek wody, drugim oblałem głowę i pędzę! Pędzę jak szalony! Spoglądam na zegarek - cały czas widzę wartości z zakresu 3:05 - 3:20. Jak ja to wytrzymam?! - nie dawało mi to spokoju. Do mety jakieś 6km, czyli cholernie daleko. Wiedziałem, że będzie jeszcze jedno małe podejście, a później musze zapierniczać. Starałem się nie odwracać za siebie, skupiałem się tylko na sobie i na tym co robię. Jest podejście, ale skąd tutaj tylu ludzi ?! - uświadomiłem sobie, że wpadłem na zawodników z krótszych dystansów. Zaczęła się dodatkowa walka o miejsce na trasie. Całe szczęście nie było tragedii i mogłem dalej robić swoje. Nagle opadłem z sił, tak dość konkretnie. Trochę szedłem, trochę biegłem. Zacząłem się modlić o koniec podejścia i zbieg. Co jakiś czas nie wytrzymywałem i musiałem się oglądać, aby sprawdzić czy ktoś mnie goni. W tłumie nie byłem jednak w stanie nikogo zobaczyć. Nagle jest zbieg - Ok Karol, teraz ile fabryka dała i masz to. No to lecę i myślę, że już nikt mnie nie może powstrzymać i nic mnie nie zatrzyma. Tak też było i po chwili byłem już na ostatnim asfaltowym odcinku do mety.
Bieg wygrałem z czasem 1:46:20, co dało mi średnie tempo 5:11. Dystans biegu to około 20,8km i powiedzmy około 1000m przewyższenia. Na mecie czekała na mnie Sonia, która zawsze i wszędzie potrafi mnie zmotywować, jak nikt inny.
Piękny jest ten moment, gdy człowiek dostaje nagrodę za ostatnie treningi. Nawet jeżeli czasami nie wszystko wyszło, ostatecznie się udało. Jestem mega szczęśliwy, że nareszcie zrobiłem coś fajnego. Mam świadomość, że ten bieg dało się rozegrać jeszcze lepiej, dlatego po lekkiej regeneracji wracam do roboty i trenuję dalej. Ja dopiero zaczynam ;)
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)