Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

Perłowa Zawoja 2016 - Wytrzymałem!


Dziś będzie krótko, szybko i na temat. Najcięższy weekend w moim biegowym życiu pod względem obciążenia treningowo - startowego. Po wczorajszej masakrze, dziś było jeszcze trudniej. Zaczynamy!

Niedziela, drugi dzień weekendu, a my znowu wstajemy w okolicach 5:00. Na dziś w planach była wycieczka na kolejny półmaraton z cyklu Perły Małopolski. Od samego rana byłem ciekawy swojego samopoczucia, determinacji oraz tego, co uda mi się utargać. Po Sonię byłem chwilę przed 6:00, później zebraliśmy Basię i wyruszyliśmy w trasę. Na miejscu zameldowaliśmy się około 8:30, dużo szybciej niż się spodziewałem. Odebraliśmy pakiety, później było sporo czasu na obijanie się. Po długim czekaniu nastała godzina zero. Startujemy! Początek biegnę spokojnie, staram się panować nad emocjami i powtarzam sobie "wczoraj biegłeś 31km, odetnie Ci prąd". Tak wyglądało pierwsze 10km, dodam tylko, że bardzo malownicze 10km. Pierwsza pętla była dużo łatwiejsza od drugiej - stąd to ograniczanie się. Dziś odpuściłem podbiegi, walczyłem tylko na zbiegach, to totalna nowość dla mnie. Byłem pozytywnie zaskoczony, bo szło nieźle. Udawało mi się cały czas kręcić tempo poniżej 4:00 na zbiegach.

Nagle dobiegamy w okolice startu i czas na II pętlę, dużo trudniejszą. Zdecydowana większość dzisiejszego podbiegania miała miejsce właśnie na początku drugiej 'połówki' dystansu. Potężne podejście potraktowałem z dystansem, stwierdziłem, że wolę oszczędzać siły i powalczyć znowu na zbiegach. Je też kiedyś trzeba potrenować. Całe podejście spędziłem na miłych rozmowach z zawodnikami poznanymi na poprzedniej edycji Pereł, w Szczawnicy. Po pierwszych czterech, morderczych kilometrach przyszedł czas na prawdziwą zabawę. Dłuuuugi zbieg, aż do mety. Było świetnie! Piekne widoki, tempo na urwanie głowy, rywalizacja z innymi biegaczami. Fajna sprawa, wyżyłem się. Bardzo się cieszę, że potrafiłem zachować aż tyle sił na końcówkę i tam powalczyć 'na poważnie'.

Finalnie utargałem 47 miejsce OPEN na 353 zawodników. W swojej kategorii byłem 9, a do pudła w niej zabrakło aż 14minut(!). Jest nad czym pracować.
Cały dystans pokonałem w czasie 2godzin 3minut 25sekund. Podczas jednego zbiegu wykręciłem kosmiczne (jak dla mnie) tempo 2:49.
Serdeczne podziękowania, za świetnie spędzony czas dla Dziewczyn. Fajnie było znowu wyskoczyć na chwilę w góry.
W ten weekend udało mi się utargać około 50km. Moje nogi płaczą, prawa stopa mocno boli. Czas na regenerację i za 2tyg walczę jak lew. Czuję się przygotowany, jestem gotowy!

Na koniec dzisiejsza trasa.
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)