Paintball, deszcz w drodze do Podzamcza


Piątek, godzina 20:00 - koniec pracy. 30minut później wyjazd do Rodziców. Szybko dojechałem i czas na kolejny aktywny weekend. Ostatnio nie ma czasu na nudę.

Wszystko zaczęło się od szybkiej wizyty w barze, tym razem niestety tylko Cola, bo były jeszcze plany na rower. Koło 23:00 szybka rundka z Siostrą. Koło północy jeszcze mały spacerek i można było iść spać. W sobotę z rana załatwiłem kilka spraw i szybko zebrałem się na Paintballa. Upał był niemiłosierny. Nie mogłem się doczekać aż wskoczymy w mundury i popłyniemy. Tak też się stało, ale po wyjściu na pole gry szybko o tym zapomnieliśmy. Zabawa była przednia, rozegraliśmy kilka rund. Kulki latały jak szalone, a my staraliśmy się być między nimi. Wszystko skonczyło się na kilku siniakach, zadrapaniach i przyspieszonej terapii odchudzającej. Calkiem niezły trening dla nóg, dużo biegania, upadania, wstawania - to wszystko robi swoje. Po zabawie przyszedł czas na piwko i ... ulewę :P . Przy piwku postanowiliśmy, że następnego dnia wybierzemy się na rowerku do Ogrodzieńca, a właściwie do Podzamcza.

Tak też zrobiliśmy. Wstałem niewyspany jak diabli po nocnej zabawie, ale nie ma, że boli. Kawka, szybko się ogarnąłem i ruszyliśmy. Pogoda była niestabilna, ostatnio staje się to powoli tradycją. Dawid + ja + rower = deszcz. Ledwo wyjechałem z domu - pada. Z tego powodu podróż w pierwszą stronę trochę się przeciągała. Pomimo deszczu humory dopisywało, tempo było baaaardzo powolne, bo sił brakło jeszcze w nocy. Przewalczyliśmy jednak wszystkie przeciwności i dotarliśmy pod Zamek. Tam byliśmy jakieś 2minuty i postanowiliśmy, że czas coś zjeść. Byłem zachwycony tym, że Pizzeria na rynku nadal istnieje i nadal ma świetne jedzenie. Po obiedzie powrót do domu. Tym razem świeciło słońce i droga zleciała bardzo szybko. Ukręciliśmy razem 64km, całkiem fajna wycieczka. Chciałem ostatnio dołożyć trochę rowerowych kilometrów do mojego treningu i na razie całkiem nieźle to wychodzi. W ten weekend w sumie 75km na rowerze.

Nagrałem ostatnie dwa kilometry dzisiejszej wyprawy - jak materiał będzie nadał się do publikacji to go tutaj dorzucę. Zdjęcie niestety nie jest moje, zrobiłem aż 3 zdjęcia dziś i wszystko trafiły do kosza. Aparat był zaparowany :D . Na koniec dzisiejsza trasa. Teraz czas na odpoczynek, treningi w Gliwicach i Zabrzu, a za tydzień atakujemy Tatry! Mam nadzieję, że pogoda będzie trochę lepsza.