Nareszcie starczyło też na narty!


Wielokrotnie słyszałem żart, że biegacze to biedni ludzie - często biegają z samymi kijkami, bo nie starczyło im na narty. Całkiem niedawno sam zacząłem biegać z tym bardzo fajnym wsparciem. Wczoraj jednak udało mi się coś niemożliwego - nareszcie wystarczyło mi także na narty i trochę pojedziłem! ;)

Sytuacja nie była jednak tak zabawna. Ostatni raz narty na nogach miałem w 2008 roku. Minęło jedyne... 10lat! Dałem się jednak namówić z pewnych powodów i teraz absolutnie tego nie żałuję. To była doskonała decyzja, która gwarantowała wspaniale spędzony czas w piątkowy wieczór. Na początku ostro się stresowałem. Siedząc na wyciągu podczas pierwszego wjazdu, czułem się jakbym jechał na skazanie. Nieubłaganie nadciągał moment pierwszego opuszczenia krzesełka. Nagle stała się rzecz niesamowita: zeskakuję i pyk... jadę ;). Tego się jednak nie zapomina. Pierwszy zjazd i od razu mega frajda. Ostatecznie zjechałem z góry 12 razy!
Udało mi się nawet trochę 'pośledzić' Sonię. Zapomniałem już jaka to fajna zabawa, aczkolwiek nogi bolą. Zwłaszcza, gdy większość czasu trzeba zwalniać, walczyć z górą, zamiast po prostu swobodnie jechać w dół. Jedyny, bardzo delikatny minus, to kolejki do wyciągu. Około 19:00 były na tyle duże, że trochę przemarzliśmy. Udało się jednak pośmigać grubo ponad 3 godzinki, poczuć odrobinę prędkości i znowu spędzić czas w górach na powietrzu. Mam nadzieję, że jeszcze się wybierzemy w tym sezonie, a mam ku temu swoje powody. Wczorajsza jazda potwierdziła pewien pomysł, który narodził się w mojej głowie już dawno temu. Tym jednak podzielę się dopiero jak uda mi się go zrealizować.
Dziękuję za wspaniale spędzony czas! Udało się przeżyć :D

--> Gdyby ktoś nie wierzył ;) <--