Marszobiegiem na Baranią Górę


Weekend, fajna pogoda, wolne popołudnie. Rano musiałem załatwić jedną sprawę, później nie usiedziałem długo w domu. Szybkie pakowanie plecaka, kilku ubrań do siatki. Następnie lecę do samochodu, zbieram Sonię, zakupy i jedziemy!

Kilka dni temu wpadliśmy na pomysł wycieczki na Baranią Górę. Jeszcze nas tam nie było, a przecież to tylko kawałek drogi. Pogoda była dziś rewelacyjna, nawet odrobinę za ciepło. Długo się nie zastanawialiśmy - trzeba jechać! Początkowo byłem pełen entuzjazmu, po drodze jednak przyszła mała chwila zwątpienia. Z Gliwic wyjechaliśmy przed 12:00, w połowie trasy ogromny korek. Straciliśmy tam około 40minut. Ruch na drodze dość spory, dlatego zaczęliśmy się zastanawiać jak będzie wyglądała sytuacja w samej Wiśle. Spodziewaliśmy się lekkiej masakry, zacząłem się zastanawiać nad planem B. Później jednak było już tylko lepiej, więc nie musieliśmy nic zmieniać. Na miejscu szybko odnaleźliśmy 'parking' i lecimy. Już na samym początku spotkaliśmy jednego biegacza. Dlaczego o tym wspominam? Wyjaśnię za chwilę. Droga na Baranią świetna. Idealne miejsce do trenowania podbiegów. Teren bardzo zróżnicowany, nie ma nawet chwili żeby się znudzić. Prawie całe podejście robiliśmy w towarzystwie Białej Wisełki. Raz nawet mnie skusiła, chciałem sprawdzić temperaturę wody i zaliczyłem piękną glebę na sporej, płaskiej skale.

Do szczytu dotarliśmy po około 2godzinach drogi. Trochę wiało, więc byliśmy tam tylko kilka minut. Ja już jestem lekko przeziębiony, stanie tam nie było więc najlepszym pomysłem. W tym czasie jednak spotkaliśmy wspomnianego wcześniej biegacza. Okazało się, że niepozorny, starszy Pan ma za sobą wiele ciekawych przygód biegowych. Podzielił się z nami planami na bieg z Wisły na Babią Górę. Byłem pod wrażeniem! Bardzo fajne spotkanie. Po ba(e)toniku i łyku coli udaliśmy się w dalszą część trasy. Początek bardzo przyjemny, zbiegało się lekko. Dotąd byłem bardzo zadowolony z całej wycieczki. Później niestety lekko zmieniłem zdanie, a mój humor upadł. Po dotarciu do schroniska nastąpił koniec leśnej ścieżki. Wpadliśmy na asfalt, którym maszerowaliśmy już do samego końca. Trasa wymaga więc lekkich modyfikacji, ale tak to jest, jak się planuje coś na szybko. Do auta dotarliśmy po prawie 4 godzinach. W tym czasie zrobilismy trochę ponad 20km.

Wycieczka może nie była idealna, ale zdecydowana większość trasy wspaniała - polecam serdecznie, zwłaszcza podejście. Na koniec, jak zawsze, wrzucam zapis naszej trasy.