Rowerem na Malý Javorový z Sosenem


Moja rowerowa przygoda rozkręca się z każdym rokiem coraz bardziej, a treningi na nim zaczynają mieć coraz większe znaczenie dla mojego biegania. Rok temu była to jedynie forma regeneracji, odpoczynku, a w tym... w tym jest to już pełnoprawny partner treningowy.

W czerwcu dorobiłem się trenażera, a czym chyba jeszcze nie miałem okazji tutaj wspomnieć. Wypadałoby kiedyś napisać osobnego posta, a moich Zwiftowych przygodach, ale to zostawię na zimę.
Prawda jest taka, że wirtualne podjazdy pozwalają mi się całkiem nieźle przygotować do walki w prawdziwym terenie. Jedyne co mnie ogranicza to sprzęt. Mój rower nie jest z górnej półki, ale to i lepiej.
Korzystając z długiego weekendu wybrałem się ze znajomym z Cieszyna na Jego treningowe ścieżki, gdy walczył w MTB. Pierwsza wizyta w Czeskich górach, kto by się spodziewał, że będzie na rowerze?!
Dzień wcześniej podjechałem do Brennej. Całe szczęście rano mogłem pospać dzięki temu nieco dłużej i bez problemu pojawić się w Cieszynie o 7. Później razem pojechaliśmy do Tyry.
Tam szybkie ogarnięcie siebie i rowerów i ciśniemy. Na początek sama radość, czyli podjaaaazd na Malý Javorový. Szło to powoli i miejscami opornie, ale na szczycie pojawiliśmy się... szybko :D ! Zabawa była tak dobra, że zleciało to niesamowicie. Tam przerwa na zebranie widoczków i ciśniemy dalej. Najpierw zjazd i powrót do ścieżki rowerowej. Później jazda do szutrowej drodze, na której na mój rower czekały nieduże kamienie oraz sporo gałęzi. Akurat na tej ścieżce były prowadzone prace leśne, więc poziom trudności nieco wzrastał. Szło dobrze, a po niedługim czasie już byliśmy pod schroniskiem w pobliżu szczytu Ostrego.
Tam Bartosz zaserwował mi niespodziankę. Kofola + sękacz sojowy, który był prawdziwą bombą kaloryczną! Dziękuję raz jeszcze :D
Na koniec czekał nas ostry zjazd najpierw drogą szutrową, później asfaltową. W obu przypadkach Bartosz musiał na mnie raz po raz czekać, bo jakoś nie miałem ochoty puszczać się tam zbyt mocno.
Cała wycieczka bardzo mi się podobała. Pierwsza walka rowerowa na szlaku w górach na pewno na długo zapadnie w mojej pamięci. Dzięki raz jeszcze za ten wypad!