Plany na przyszłość 11 Historia zawodów 89 Blog 124 Tatry 41 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie 2 Sprzęt Statystyki

Babia Góra na początek majówki


Majówka jest zawsze doskonałą okazją do cudownego, małego, górskiego szaleństwa. Pomimo tego, że na szlakach tłumy, zawsze da się zorganizować wycieczkę tak, aby ich uniknąć... nawet na najbardziej obleganych szczytach. Tak było i tym razem, a mi dzięki temu udało się czwarty raz być na Diablaku.

Forma wycieczki nie będzie zaskoczeniem dla nikogo, kto już wcześniej czytał moje wypociny. O 4:00, w towarzystwie Soni oraz Olgi, wyjechałem w kierunku Babiogórskiego Parku Narodowego. Plany były bardzo ambitne, bo tym razem jechaliśmy z zamiarem pokonania tego smoka na biegowo. Na Przełęczy Lipnickiej byliśmy koło 7:00. Pierwszy parking już wypełniony, więc udaliśmy się ma kolejny - jakieś 300m dalej. Od razu wiadome było, że na terenie Parku będą tłumy.
Całe szczęscie udało nam się chociaż uniknąć kolejki przy kasie z biletami wstępu, więc punkt pierwszy bardzo sprawnie. Na parkingu podczas przebierania było nam troszkę chłodno. Jako, że pierwsza część naszej trasy prowadziła na szczyt czerwonym szlakiem, bardzo szybko udało nam się pozbyć tego problemu. Szlak od razu prowadzi dość mocno pod górę - można szybko złapać troszkę ciepła, a przy okazji stracić oddech ;) .
Sonia i Olga narzuciły niespodziewanie szybkie tempo, ja sobie podbiegałem góra/dół. Czas uciekał bardzo szybko, otaczał nas piękny las, a ludzi było nawet niewielu (całe szczęście). Wydawało mi się, że 5minut wcześniej opuściliśmy samochód, a już byliśmy na Sokolicy. Po kolejnej chwili znajdowaliśmy się już kilka metrów od szczytu Diablaka.
Stawiam, że głównym powodem tego uciekającego czasu był wiatr. Każdy wie, że najgorszy jest wiatr. Dlaczego? Był tak silny, że prawie nas przewracał. Zmusił nas siłą do wrzucenia na siebie kurtek, do maksymalnego skupienia, bo momentami ciężko było prosto stawiać kroki. Zajęliśmy się walką z naturą, a kiedy można było już podnieść głowę, to nagle byliśmy pod szczytem. Tam pozwoliliśmy sobie na kilka zdjęć, krótki odpoczynek, a później próbowaliśmy zbiegać w kierunku Przełęczy Brona. Podczas zejścia z samego szczytu Diablaka Sonia trzymała w rękach ogromny kamień żeby nie odlecieć :D . Dalsza część naszej trasy prowadziła przez szczyt Małej Babiej Góry. Byłem tam pierwszy raz w życiu i muszę przyznać, że jest pięknie. Według mnie warto się pofatygować - otaczająca nas w tamtym miejscu przyroda powala na kolana.
Następnie było sporo minut trudnego technicznie zbiegania. Ponad +1000m przewyższenia w nogach dodatkowo utrudniało zadanie. Dla mnie była to bardzo cenna lekcja przed czerwcowym maratonem. Do schroniska na Markowych Szczawinach dotarliśmy mocno umęczeni. Postanowiliśmy zrobić tam krótką przerwę, uzupełnić zapasy płynów, przybić pięczątki w książeczkach oraz co nieco się posilić. Całe szczęście od tamtego miejsca do auta został nam mega przyjemny odcinek, który miał już tylko 6km lekko opadającego terenu.
Cała wycieczka zamknęła się w 23km [+/-1650m] w trudnym terenie i palącym słońcu. Widoki wynagrodziły nam jednak wszystkie trudy, chyba wszyscy doskonale się bawiliśmy. Z tego miejsca wielkie dzięki dla Soni i Olgi za super rozpoczęcie majówki. Jutro do pracy, a później walczymy dalej. Będzie jeszcze mega górsko! :)

Tutaj nasza trasa :)
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)