Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

Leśne Run - #zima + zakończenie sezonu


Trzeci start w cyklu Leśne Run w 2016 roku, a ogólnie mój piąty start na tej imprezie. Jednocześnie moje zakończenie sezonu - na podsumowanie przyjdzie czas w najbliższych dniach. Na razie skupmy się na biegu, który nie do końca mi wyszedł.

Plan był ambitny, ostatni start miałem pod koniec listopada. Było więc trochę czasu na regenerację po górach i przygotowanie się do ściagania. Niestety cały misterny plan poszedł się paść, bo dopadło mnie przeziębienie + lekkie problemy z oczami. Efekt był taki, ze ostatnie 2 tygodnie zamiast skupić się na robocie, trochę się przemęczyłem. W tym tygodniu zmieniłem swój trening, jest bardziej siłowy. To też po części dało dziś popalić. No ale od początku...
Na miejscu zjawiłem się koło 9:30. Masa znajomych twarzy, fajna atmosfera, ale cholernie zimno. Przemarzłem już przed startem, dodatkowo dowiedziałem się, że na trasie lodowisko. Faktycznie nie wyglądało to najlepiej i już wtedy wiedziałem, że mój ambitny plan bicia życiówki jest nie do zrobienia. Przynajmniej nie dziś. No trudno. Początek biegu nawet ok, trochę się męczyłem, a zimne powietrze spowodowało lekki kaszel, który strasznie przeszkadzał w oddychaniu. Na drugim kilometrze udało mi się trochę opanować sytuację i wejść w jakikolwiek rytm biegu. Moje szczęście jednak nie trwało zbyt długo.

Już na tym etapie wyprzedziła mnie spora grupa zawodników. Starałem się ich podgonić, niby się udało, ale kaszel od razu wrócił. Pomyślałem, że nie ma to sensu i zacząłem szybko analizować sytuację na trasie. Uświadomiłem sobie, że większość zawodników znajdujących się przede mną leci nie 5km, a 10km. Trochę mnie to uspokoiło, mogę spróbować kolejny raz złapać rytm. Na chwile wróciłem do żywych i tym razem już nie dałem się podpalić. Ostatnie 2km spokojnie biegłem, modląc się o metę. Spokojnie, nie znaczy tutaj 'na luzie', lecz bez szarpania do przodu. Nagle pojawiło się kąpielisko i wiedziałem, że za chwilę będę wiedział, którą lokatę zajmuję w stawce na 5km. Na rozwidleniu okazało się, że jestem trzeci. Do drugiego zawodnika traciłem dosłownie kilka kroków. Szybko przeanalizowałem sytuację z tyłu. Następny zawodnił był w bezpiecznej dla mnie odległości, więc totalnie wyluzowałem i zakończyłem swoje cierpienie na trzecim stopniu podium. Rzeźnia straszna, bieganie chwile po chorobie nie jest przyjemne. Nie ma mocy, nic nie działa jak powinno.

Na metę wpadłem z czasem 20:18 - dawno nie miałem takiego czasu na 5km. Kilka ostatnich startów regularnie pobiegłem poniżej 20:00. Zdaję sobie sprawę, że duże znaczenie miały dziś warunki, które były trudne. Ślisko jak diabli. No ale styl mojego biegu był co najmniej tragiczny :D Śmieszna sprawa w sumie, widocznie czasami tak też musi być. Mimo wszystko - najbardziej cieszy kolejne podium :)

Jako, że był to czwarty, ostatni bieg z cyklu w tym roku, nie obyło się bez podsumowań. Udało mi się zająć II miejsce wśród mężczyzn w całym cyklu, w biegu na 5km. Wszystko dzięki 1mu miejscu wiosną, 3mu miejscu latem i dzisiejszemu wynikowi. Do pierwszego miejsca nie zabrakło dużo, cały rok w Leśnym Run można uznać za bardzo udany.

Na koniec gratulacje dla wszystkich za dzisiejsze wyniki, dzięki za miłe towarzystwo i fajnie spędzoną sobotę. A nie był to koniec biegania dzisiejszego dnia, ale o tym może jutro. Dziś muszę odpocząć, spędziłem cały dzień na dworze i przemarzłem strasznie. Czas na herbatkę i relaks. O tak! Pozdro!

 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)