Krwiste Skrzyczne z Malinowską Skałą na osłodę


Za mną mała seria dłuższych wybiegań. Czasy dynamicznie się zmieniają, a życie ostatnio ciągle uczy mnie, że trzeba z niego czerpać pełnymi garściami. Wiele razy nie chce nam się wyjść z domu, wolimy dłużej pospać. Wiele razy pogoda zła, ogólnie mamy wiele wymówek. Wstań i wyjdź, bo wielu by chciało, a nie może.

Byłem w Brennej dziesiątki razy, stawiam, że grubo ponad setkę razy wychodziłem tam na trening. Pierwszy raz zmusiłem się jednak do wstania o 5 i ruszenia na samotną pętlę o długości powyżej 30stu kilometrów.
Moja droga prowadziła najpierw na Skrzyczne, zielonym szlakiem. To chyba moja ulubiona ścieżka w tamtej okolicy. Jest ciekawa, kręta, zmienna i momentami stroma!
Na Skrzycznym miałem świetny humor, pusty szlak i piękne(!) widoki. Na zegarku około 7:00, więc jeszcze bardzo rześko i przyjemnie. Dalej miałem wkroczyć na teren obcy, teren wroga, teren na którym nigdy nie byłem. Zacząłem więc zbiegać w kierunku miejscowości Ostre - niebieskim szlakiem.
Widoki kolejny raz zachwycały, szlak mega wymagający w drugą stronę (na podejściu), a ja zbiegając korzystałem z życia. Robiłem to tak intensywnie, że zamyśliłem się i zaliczyłem cudowny lot w lesie, który spowodował, że moje nogi oraz ręce zamieniły się w ser szwajcarski.
Humor opadł, do domu 20km, a ja jestem cały z ziemii i wszędzie leci mi krew. Trudno, za głupotę się płaci. Asfalt w kierunku Malinowskiej Skały to był horror. Była tam piękna rzeczka, ale trochę bałem się do niej wchodzić. Za asfaltem zrobiło się ciekawiej. Szlak fajny, chętnie go powtórzę na większej mocy. Po dotarciu szczytu nacieszyłem oko widokami i ruszyłem drogą powrotną do domu.
Czekała mnie klasyka. Długi, pofalowany szlak do szczytu Skrzycznego, zbieg zielonym i powrót do Brennej, gdzie spodziewałem się cierpienia. O dziwo, cierpienia nie było, a ja do samego końca bawiłem się świetnie.
Do domu dotarłem po 36km [+/-1950m] i 4 godzinach zabawy w górach. Sonia była lekko przerażona moim wyglądem, ale pomogła mi ogarnąć rany i można było zacząć planować kolejne wyprawy. Teraz chcę tak biegać jak najczęściej. Polecam, wstań i wyjdź na dłużej z domu kiedy tylko możesz. Przeżyj coś sam - warto :)