Korona Beskidu Śląskiego #7 - Magura i Szyndzielnia


Rok 2017 powoli dobiega końca. Przed nami zabawa sylwestrowa, ale to dopiero za jakiś czas. Warto wykorzystać jeszcze ostatnie wolne chwile w tym roku i zrobić szybki spacer po górach. Nasz projekt Korona Beskidu Śląskiego ciągle trwa, więc wybraliśmy się na Magurę oraz Szyndzielnię.

Wycieczka bardzo przypominała mi nasz pierwszy wypad w ramach tego projektu. Naszym celem wówcza był Klimczok oraz Trzy Kopce. Startowaliśmy z tego samego miejsca - Brenna Skałka. Najpierw udaliśmy się w kierunku Przełęczy Karkoszczonka, a później czerwonym szlakiem w kierunku Klimczoka. Szło się ciężko - było sporo śniegu. Na dole było dość ciepło, natomiast gdy zbliżaliśmy się do Siodła Pod Klimczokiem pojawił się dość silny wiatr. W tamtym miejscu byliśmy już bardzo głodni, ale postanowiliśmy, że najpierw mijamy schronisko i wchodzimy na szczyt Magury, a dopiero przy zejściu zrobimy przerwe. Widoki w okolicy Magury przepiękne, tylko ten cholerny wiatr. Zmarzliśmy solidnie, a wejście do schroniska było cudowne. Tam była krótka przerwa na śniadanie, herbatkę i wbicie pieczątek. Miłym akcentem było spotkanie Marcina Świerca. Sonia stwierdziła, że 'najlepsi trenują w Beskidach'. Trudno się z tym nie zgodzić.
Po śniadaniu przyszedł czas na drugą część wycieczki. Wyruszyliśmy w kierunku Szyndzielni, tym razem omijając szczyt Klimczoka. Byliśmy na nim w tym roku już kilka razy, więc wystarczy. Od tego momentu na szlakach pojawiło się sporo ludzi. Wycieczka straciła ciut klimatu + znowu było zimno. W schronisku na Szyndzielni prawdziwy armagedon. Ludzi cała masa, z trudnością wbiliśmy pieczątki i uciekamy szybko w las. Kolejny raz decydujemy się ominąć szczyt Klimczoka i uderzamy w czarny szlak w kierunku Błatniej. W sumie na tym odcinu byliśmy pierwszy raz, fajnie poznać coś nowego. Będzie to ciekawa alternatywa na biegowe wycieczki. Po kilkunastu minutach docieramy do żółtego szlaku na Trzy Kopce. Wchodzimy na szczyt, a później mija dosłownie chwila i już jesteśmy na zakręcie w kierunku domu. Mocno zmęczeni, ale jednocześnie bardzo szczęśliwi docieramy na miejsce. Trasa była bardzo wymagająca, bo praktycznie wszędzie brodziliśmy w śniegu. Po kilku godzinach można mieć tego serdecznie dość. Wszystko wynagrodziły nam jednak wspaniałe, zimowe widoki. Stwierdziliśmy, że jednak zima to zima - dodaje górom niesamowitego klimatu. Chcemy więcej!

Na koniec zapis naszej dzisiejszej -->trasy<-- !