Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

Korona Beskidu Śląskiego #5 - Wielki Stożek i Kiczory


Po ostatnim szaleństwie podczas Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich przyszedł czas na krótki okres odpoczynku. Zaplanowałem 2 tygodnie resetu, podczas których nie będzie ani jednej konkretnej jednostki treningowej... no oczywiście poza 2-3 krótkimi rozbieganiami w tempie wysoce konwersacyjnym. Nie przeszkodziło mi to jednak w kolejnym wypadzie w ramach Korony Beskidu Śląskiego.

Wyjazd wcale nie należał do tych najłatwiejszych. Sonia była już w okolicy Beskidu, a ja musiałem tam dopiero dojechać. Wiązało się to z pobudką o 5:00 w niedzielę. To chyba nigdy nie jest łatwe, tak po prostu zmusić się do wstania o takiej porze w weekend. Jakoś jednak się udało, około 7:00 byłem już w Brennej, a po kolejnej chwili w Wiśle - już z Sonią. Po szybkich zakupach podjechaliśmy nieopodal dworca Wisła Głębce. Tam zaczęła się nasza przygoda. Naszym pierwszym celem był Wielki Stożek, pod który podchodziliśmy szlakiem o kolorze zielonym. Od samego początku dość ciepło. Całe szczęście trasa serio piękna. Na samym starcie musieliśmy troszkę pokombinować jak obejść zwalone na naszą trasę drzewa, ale później było już tylko 'z górki'. No prawie... bo po niedługim czasie podchodziliśmy dość stromy, niestety odsłonięty odcinek. Jakoś tak przypomniało nam się tam podejśie pod Klimczok od Chaty Wuja Toma. Klimat podejścia bardzo podobny, czyli dość nieprzyjemny, jak na ostatnie upały. Później było oczywiście tylko gorzej. Dotarliśmy do przełęczy pod Wielkim Stożkiem i udaliśmy się w kierunku szlaku znakowanego na niebiesko, który był mocno pionowy. Tam dostaliśmy lekko po tyłkach, ale widoczki przepiękne. Strome podejścia mają też do siebie to, że wysokość zdobywa się dość szybko, więc po chwili meldujemy się na szczycie i zaliczamy nasz 7 szczyt do korony.
Następnym etapem naszej wycieczki była krótka przerwa obok schroniska i przepyszne śniadanie! Po takim wysiłku wszystko jest dobre, a serek topiony ze świeżą bułeczką to rarytas. Po posiłku ruszyliśmy dalej w drogę i chyba był to najpiękniejszy moment dzisiejszego spaceru. Teren dość 'płaski', także mogliśmy się skupić na widoczkach i najbliższym otoczeniu. Wszędzie jagody! Sporo ludzi zatrzymywało się i zbierało je do butelek. Byliśmy wtedy na czerwonym szlaku w kierunku szczytu Kiczor. Chwilę przed szczytem była tablica informacyjna, z której dowiedzieliśmy się kilku ciekawostek, a po chwili staliśmy już na szczycie. Teren był mocno odsłonięty, więc upał zabierał nam resztki sił. Całe szczęście zejście było bardzo przyjemne. Co chwilę napotykaliśmy przepiękne polanki, łączki, których widok pozwalał zapomnieć o zmęczeniu. Stwierdziliśmy, że trasa jest naprawdę przepiękna, bardzo chętnie wrócimy w tamte okolice. Już do samego końca bawiliśmy się doskonale. Pomimo tego, że Wisła była dziś cholernie zatłoczona, na trasie nie spotkaliśmy tłumów. Ludzi było na pewno więcej niż wiosną, ale nie było tragedii. Śmiało możemy polecić tamte rejony, byle wcześnie rano ;) Do auta dotarliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. 8 szczytów za nami!

Na koniec zapis naszej dzisiejszej -->trasy<-- !
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)