Korona Beskidu Śląskiego #3 - Na audiencji u królowej Czantorii


Po mocnym początku roku, ostatnio byliśmy na lekkim odwyku od gór. Wszystko to sprawiło, że znowu nabrałem ogromnej ochoty do wycieczek. Pogoda w kraju nie jest teraz idealna do długich, trudnych wypraw, więc uderzyliśmy w Beskid Śląski na... Czantorię! Moją ulubienicę!

Trzecia odsłona zdobywania Korony Beskidu Śląskiego to okolice słynnego Piekła Czantorii. Pomysł zrodził się wczoraj, a na realizację nie trzeba było długo nikogo namawiać. Wyjazd zaplanowaliśmy na godzinę 7:00 z Gliwic. W praktyce wyszło trochę inaczej, bo zaliczyliśmy jeszcze biedrę i stację. Na droga jednak pusto, więc na miejscu jesteśmy o 8:30. Po chwili już ruszamy na szlak. Początek to właściwie chwilowe błądzenie - chcieliśmy trafić w ścieżkę, którą w nocy wytyczyłem ledwo przytomny przed kompem. Gdy już znaleźliśmy odpowiednie miejsce zaczęła się bardzo przyjemna wędrówka, która swoją scenerią przypominała bardziej jesień, niż nadchodzącą wiosnę. Aż do samego wyciągu na Poniwcu droga bardzo przyjemna, a widoki fantastyczne. Pogoda także trafiła nam się o wiele lepsza niż była zapowiadana. Pod wyciągiem wracały miłe wspomnienia z Piekła, to tutaj morduje się biegaczy z premedytacją. Podczas dzisiejszej wędrówki to miejsce było początkiem poważnego podejścia. Stromizna znacznie się zwiększyła, a przyjemny spacer zamienił się w walkę z górą. Chwilę później wchodzimy także w strefę zimy. Na szlaku coraz więcej śniegu, sceneria zamienia się w kompletnie białą. Docieramy do głównej stacji kolejki na Poniwcu i mamy wspaniały widok na Małą oraz Wielką Czantorię. Ciśniemy w kierunku tej drugiej. Droga od tego miejsca, aż do samego szczytu to coś pięknego. Wrzuciłem do galerii przykładowe zdjęcia, niesamowite widoki!
Im dalej, tym lepiej. To co tutaj stworzyła natura nie mieści się w głowie. Wszystko zamarznięte tylko z jednej strony, drzewa wyglądały jak szkielety. Podziwiając to wszystko nagle docieramy do Chaty, do szczytu pozostało kilka metrów. W Chacie chwila przerwy, pieczątka i niestety idziemy dalej. "Niestety" - dlatego, że w budynku nie można spożywać własnych produktów, więc wychodzimy i śniadanie zorganizowaliśmy sobie pod wieżą widokową. Dziś było to nawet przyjemne, bo nie było wiatru. Nie wyobrażam sobie tego natomiast w zimny, wietrzny dzień. Słaba opcja. No nic, po śniadaniu czas na zejście. Wybraliśmy czerwony szlak. Szybki - prosto do samochodu, ale za to stromy, niewygodny i miejscami dość śliski. Męczące, nudne i niestety mało ciekawe wyjście. Pomimo tego czas jakoś zleciał, docieramy na dół i mamy zaliczony kolejny szczyt do Korony. Dzisiejsza wycieczka bardzo mi się podobała, było wszystko czego w górach szukam. Warto dodać, że innych turystów spotkaliśmy dopiero właśnie w okolicy samego szczytu. Wcześniej cisza, spokój i puste ścieżki. Całość zajęła nam 4 godziny marszu + około 30min na 2 przerwy. Dystans to 11.5km, myślę, że bardzo fajna, ciekawa opcja na spędzenie soboty. Czantoria zawsze spoko!

Na koniec zapis naszej dzisiejszej -->trasy<-- !

Galeria zdjęć