Korona Beskidu Śląskiego #1 - Mroźny Klimczok i Trzy Kopce


Szukając sobie wyzwań na 2017 rok natrafiłem w internecie na projekt o nazwie Korona Beskidu Śląskiego. Kilka lat temu, kiedy jeszcze nie biegałem, postanowiłem, że kiedyś przejdę wszystkie szczyty tamtych okolic. Wtedy jakoś brakło motywacji - dziś reaktywacja. Na pierwszy ogień: Klimczok oraz Trzy Kopce.

Los chciał, że na pierwszą wycieczkę, w ramach tego ciekawego projektu, pogoda przygotowała dla nas dodatkowe atrakcje. Jeszcze przed wyjazdem w Gliwicach temperatura -22stopnie. Podobne temperatury miały miejsce w całym kraju, więc to nic osobistego, natomiast sama wartość dość abstrakcyjna. Dawno nie miałem okazji takiej widzieć. Za tydzień ruszamy w Tatry, więc była to doskonała okazja na test ubioru. Ruszamy z Brennej, najpierw w kierunku Przełęczy Karkoszczonka. Początek nieprzetarnym szlakiem, co powodowało, że ruszaliśmy się jak ślimaki. Pierwszy kilometr w około 30minut i już miałem lekko dość. Później dużo lepiej, twardy i ubity śnieg, więc szło się o wiele lżej. Przypieszyliśmy i dotarliśmy do przełęczy. Następnie skręciliśmy w czerwony szlak, prowadzący na pierwszy szczyt - Klimczok. Widoki po drodze bajeczne, a na trasie pusto. Spotykaliśmy tylko pojedynczych turystów. Pomimo panującej temperatury, odpowiednio dobrany strój skutecznie izolował nas od lodowej masakry. Im wyżej tym ładniej, szło się całkiem przyjemnie, świeciło słoneczko. Po bardzo przyjemnym ostatnim podejściu zawitaliśmy w Schronisku. Tam krótka przerwa, śniadanko, zebraliśmy po pieczątce, kupiliśmy po odznace i idziemy dalej.
Drugą część wycieczki rozpoczynamy od podejścia na szczyt Klimczoka wzdłuż stoku narciarskiego. Tam, po drodze, zrobiliśmy pierwszy test raków. Dają radę, za tydzień możemy czuć się ciut bezpieczniej. Na szczycie spędziliśmy kilka sekund, rzuciliśmy okiem na Babią, Tatry i od razu ruszamy w stronę Trzech Kopców. Przejście między tymi dwoma góra - bajka. Drzewa, śnieg, a zwłaszcza ich połączenie zbudowało taką scenerię, że szczena opada i nie chce się podnieść. Ciężko opisać słowami, więc na końcu posta zamieszam kilka przykładowych zdjęć. Na Trzech Kopcach nawet się nie zatrzymujemy, bo godzina zmusza nas powoli do przyspieszenia kroku. Nie chcieliśmy zostawać w lesie po zmroku, bo ani temperatura, ani siły na to nie pozwalają. W tamtym momencie pozostało nam już tylko zejście do Brennej. Droga w dół to sama przyjemność. Można było mieć wrażenie, że wręcz płynie się w tym śniegu. Bardzo fajna wycieczka, wspaniałe widoki (będę to powtarzać do znudzenia), siarczysty mróz tylko dodał im uroku. Warto się nie poddawać, wyjść z domu i cieszyć tym co nas otacza. Pomimo, że Klimczok odwiedziłem już trzeci raz w ciągu ostatniego roku, nadal mi się nie znudził. Za każdym razem widziałem go w innej scenerii, chyba coraz lepszej. Już nie mogę się doczekać kolejnych wycieczek w Beskid Śląski. Dzięki Sonia :* za towarzystwo, za zdjęcia, za wszystko :) ( za wyprowadzanie Dziadka Mroza na spacer co jakiś czas najbardziej :P )

Galeria zdjęć