Korona Beskidu Śląskiego #11 - Kozia Góra


Ostatnie tygodnie to seria startów na różnych dystansach. Całe szczęście okres wakacji to więcej treningu, a mniej zawodów. Dzięki temu można wrócić do starych spraw i spróbować dokończyć te, które nadal pozostają otwarte.

Jednym z takich tematów ciągle jest Korona Beskidu Śląskiego. Walczymy z nią od ponad roku i krok po kroku zbliżamy się do celu. Pomimo tego, że w Beskidzie Śląskim jesteśmy bardzo często, to nie zawsze pasuje nam jechać w nowe miejsca.
Trasę ze Skałki na Kozią Górę zaplanowałem już kilka tygodni temu. Już sam nie pamiętam dlaczego poprzednim razem nie udało nam się jej zrealizować, ale tym razem postanowiliśmy powalczyć. Nie znięchęciła nas nawet pogoda, wspominam o tym, bo rano niestety padał deszcz.
Z domu wyruszyliśmy około 8:00. Najpierw wbiegaliśmy w kierunku Trzech Kopców od strony Bacówki. Po zbiegniecię ze szczytu Trzech Kopców udaliśmy się czarnym szlakiem w kierunku Szyndzielni. Aż do jej szczytu ciągle towarzyszyła nam dość gęsta mgła i niska temperatura. Na zbiegu z Szyndzielni pogoda zaczęła się delikatnie poprawiać i na Przełęczy Kołowrót było już całkiem ciepło. Na szczyt Koziej Góry chcieliśmy się dostać wąską i mocno zarośniętą ścieżką. Największą przeszkodą było kilka powalonych drzew, które wymusiły na nas szybkie zajęcia z gimnastyki.
Na szczycie przyszedł czas na krótką przerwę, a w jej ramach kilka zdjęć oraz zwiedzanie nowego schroniska. To moja pierwsza wizyta w tamtej okolicy, bardzo mi się spodobało i mam nadzieję kiedyś tam wrócić. Później przyszedł czas na powrót. Nie chcieliśmy się wracać tą samą drogą, więc zbiegliśmy do Bystrej, a później czerwonym szlakiem zaczęliśmy wspinaczkę w kierunku szczytu Klimczoka. W pewnym momencie odbiliśmy na niebieski szlak i wyszliśmy prosto na doskonale znane nam schronisko. Do domu wróciliśmy drogą przez Trzy Kopce.
Razem wyszło nam około 22km bardzo fajnego biegania. Kolejny szczyt w drodze po koronę zdobyty. Po powrocie do domu chwilę odpoczęliśmy i wpadliśmy jeszcze na chwilę na Redyk. Pogoda pomimo tego, że rano chciała nas postraszyć, ostatecznie okazała się całkiem znośnia. Wycieczkę z pewnością możemy zaliczyć do tych udanych :)
Serdecznie wszystkim polecam okolicę Koziej Góry. Sam szczyt może nie jest zbyt okazały, ale widoki z niego są bardzo przyjemne, no i jest to fajna baza wypadowa na wyższe szczyty Beskidu Śląskiego. Część osób na pewno zainteresuje fakt, że jest tak spora ilość przygotowanych tras rowerowych.

Trasa naszego biegu :)