Korona Bieszczad #2 - Bajeczny Halicz i przereklamowana Tarnica


Druga odsłona naszej Korony Bieszczad to zwiedzanie początku Głównego Szlaku Beskidzkiego oraz Tarnicy. To właśnie pierwsza część tej wycieczki przekonała mnie w 100% do piękna tamtych rejonów.

Droga do miejscowości Wołosate wzbudzała we mnie sporo emocji. Czułem się trochę jakbym jechał na sam koniec świata. Patrząc na mapę naszego pięknego kraju można jednak stwierdzić, że coś w tym jest ;) . Podróż samochodem kolejny raz bajkowa - 40km przez piękne lasy. W Ustrzykach Górnych zabraliśmy 3 dziewczyny, które także próbowały dojechać na szlak na Tarnicę.
Na parkingu na razie kilka samochodów, a na zegarku już 8:00. Ruszamy - dokładnie tam gdzie zaczyna się Główny Szlak Beskidzki.
Naszym pierwszym celem jest Przełęcz Bukowska. Droga w jej kierunku jest trochę monotonna. Krajobraz niestety nie zmienia się przez kilka długich kilometrów, a nasza trasa ciągle jest lekko pod górkę. Całe szczęście jest to ścieżka, na której władze Bieszczadzkiego Parku Narodowego ustawiły co jakiś czas ciekawe tabliczki na temat otaczającej nas przyrody. Tymi właśnie informacjami umilamy sobie czas. Po drodze wyprzedzamy dosłownie 4 turystów.
Po dotarciu na przełęcz zaczyna się magia. Najpierw lekko schodzimy z naszej trasy na punktu widokowy. Widoki na ukraińską stronę są cudowne. Przynajmniej wtedy tak nam się wydawało, bo później wracamy na czerwony szlak i ruszamy w kierunku Rozsypańca. Sonia na dzień dobry spotyka żmiję, ale widoki z każdym krokiem stają się coraz piękniejsze.
Nagle mijamy prawą stroną bardzo ciekawy szczyt Berdo - nie mogłem sobie odmówić i na chwilę tam wskoczyłem. Wtedy przekonałem się co czeka nas na wyższych szczytach - bajka!
Szczyt Rozsypańca mijamy dość szybko i sprawnie. Idzie nam się ciężko, bo nogi już mocno zmęczone po całym tygodniu walki, ale wpadliśmy chyba w tamtym momencie w klimat Bieszczad. Na horyzoncie ukazuje się szczyt góry Halicz. Postanawiam, że podbiegnę sobie to bardzo ciekawe podejście i przy okazji wykręcam tam CR na Stravie.
Na szczycie spory wiatr, ale widoki jak z bajki. Wiem, że powtarzam to już któryś raz, ale naprawdę uważam, że to miejsce jest świetne. W mojej ocenie bije Połoniny, o Tarnicy nawet nie wspominam.
Po kilku minutach trzeba ruszać dalej, chociaż ja trochę niechętnie chciałem zbiegać. Halicz na długi czas zapadnie w mojej pamięci i na pewno będę chciał tam jeszcze kiedyś wrócić. Dalsza droga w stronę Tarnicy to trawers południowego stoku Kopy Bukowskiej. Ostatnie podejście to niestety przygotowane przez park, sztuczne schody. W dodatku ilość turystów na szlaku drastycznie wzrasta i nie ma w tym nic dziwnego, bo Tarnica to najwyższy szczyt Bieszczad w naszym kraju.
Na szczycie spędzamy tylko kilka chwil: robimy pamiątkowe zdjęcia i odpoczywamy na jednej z wolnych ławeczek. Później przystępujemy do zbiegu i po niecałych 40minutach jesteśmy już w samochodzie. Tarnica średnio przypadła mi do gustu, jednak Halicz i jego okolica przekupiły mnie do polubienia Bieszczad ;).
Bardzo przyjemnym momentem całej tej wycieczki było pytanie od turystów: czy to wy biegliście przedwczoraj przez połoniny? . Wtedy zastanowiłem się i dotarło do mnie, że faktycznie nie spotkaliśmy innej biegającej pary - byliśmy zatem mega charakterystyczni. Fajnie, że ktoś nas zapamiętał :)

Tutaj zapis naszej trasy :) - gorąco polecamy!

Galeria zdjęć