Korona Bieszczad #1 - Smerek i Połoniny


Nasze kolejne wspólne wakacje postanowiliśmy spędzić częściowo w Bieszczadach. Tym samym rozpoczynamy naszą przygodę z Koroną Bieszczad, a przed nami kolejne magiczne 30 szczytów. Na pierwszy rzut idą Połoniny Wetlińska oraz Caryńska, a wraz z nimi szczyt Smerek.

Po wyczerpujących zmaganiach w Tatrach przyszedł czas na drugą część naszego urlopu. Kolejne kilka dni spędzamy w Cisnej, a tutaj mamy przed sobą kilka bardzo ciekawych wycieczek. Pierwszą z nich był wypad na Połoniny.
Naszą podróż zaczęliśmy od dostania się samochodem do miejscowości Wetlina. Drogi w Bieszczadach są na tyle wyjątkowe, że nawet podróżowanie samochodem dostarcza wielu emocji przez pierwsze kilka chwil.
Po wyjściu z samochodu udaliśmy się w kierunku Przełęczy Orłowicza. Jest to przełęcz pomiędzy Smerekiem, a Połoniną Wetlińską. Już w pierwszych chwilach zwracamy uwagę na dzikość lasu oraz jego ciekawą roślinność. Szlak koloru żółtego, którym się poruszamy, to bardzo malownicza ścieżka, którą serdecznie polecamy.
Kluczowym momentem, jednocześnie bardzo widowiskowym, jest wyjście powyżej górnej granicy lasu. Pierwszy kontakt z połoniną jest wspaniały. Przez kilka chwil staliśmy jak zamurowani i podziwialiśmy co natura stworzyła. Kilka metrów wyżej znajdowała się wspomniana przełęcz.
Pierwszym szczytem w ramach korony, który postanowiliśmy zdobyć, jest Smerek. W związku z tym na Przełęczy Orłowicza odbijamy najpierw w lewo. Droga prowadzi granią, a sam szczyt składa się z dwóch żeber. Wyższe żebro nie jest udostępnione turystycznie z powodu ochrony przyrody. Postanawiamy to uszanować i pomimo wydeptanej ścieżki, spędzamy chwilę na niższym żebrze, obok znajdującego się tam krzyża.
Po kilku chwilach wracamy na przełęcz i tym razem biegniemy prosto. Od teraz poruszamy się już grzbietem Połoniny Wetlińskiej. Pogoda poprawiała się z każdą chwilą i wszystkie chmury, które nieco utrudniały nam podziwianie widoków ze szczytu Smereka, teraz są już niewidoczne. Mamy piękne widoki i co kilka kroków zatrzymujemy się żeby je podziwiać. Grań nie jest najwygodniejsza do biegu - trzeba cały czas uważać na sporą ilość pionowo wystających kamieni.
Zbiegając z najwyższego punktu całej Połoniny Wetlińskiej w oddali widzimy Chatkę Puchatka - miejsce, które od dawna chciałem zobaczyć na własne oczy. Powyżej budynku jest bardzo fajny punkt widokowy, w środku niestety czekało nas rozczarowanie. Zawsze myślałem, że to miejsce jest niesamowicie klimatyczne, niestety zobaczyłem tylko zajmujący większość miejsca sklepik, a o jakiejkolwiek atmosferze nie mogłem nawet pomyśleć. Po szybki posiłku na zewnątrz budynku, udaliśmy się w dalszą podróż na zbieg do Brzegów Górnych.
W Brzegach rozpoczynaliśmy podejście w kierunku Połoniny Caryńskiej. Z opowieści spodziewaliśmy się, że będzie ono wymagające i wyczerpujące. Nie rozczarowaliśmy się - teren był dość trudny, a widoki nad granicą lasu kolejny raz piękne. Niestety, z powodu coraz późniejszej godziny, na szlaku były już tłumy. Sonia tego dnia walczyła niesamowicie na podejściach, dzięki temu bardzo sprawnie wszystkich wyprzedzaliśmy. Ostatnie podejście postanowiłem nieco przycisnąć i wbiegłem na sam szczyt dość szybko. Tam niestety spotkałem ogromny tłum. Nawet się nie zatrzymywałem i od razu wróciłem do Soni, która miała jeszcze kawałek podejścia przed sobą. Razem mijamy szczyt i kilka kroków dalej zatrzymujemy się na małą przerwę.
W nogach mamy już około 20km i naprawdę sporą ilość przewyższenia. Przed nami jeszcze długi zbieg, aż do Ustrzyk Górnych. Omijając ogromną ilość turystów pędzimy w dół. Droga jest bardo wymagająca - momentami nachylenie jest bardzo duże. Po około 30minutach docieramy do parkingu, a tam łapiemy busa do Wetliny.
Prawie 25km spędzonych na czerwonym szlaku pokazało nam jak wiele straciła nowa trasa Biegu Rzeźnika względem starej. Cieszę się, że mogłem teraz nadrobić zaległości i zobaczyć jedne z bardziej znanych miejsc w całych Bieszczadach.

Pierwsze starcie z bieszczadzkimi szlakami za nami. Na pewno był to doskonały wstęp do całej korony i czekamy na więcej. Sam klimat Bieszczad jest na pewno wyjątkowy i nietypowy. Trzeba tu trochę pobyć żeby się lekko zadomowić. Zobaczymy co przyniosą kolejne dni - liczymy na równie udaną pogodę i tak samo piękne trasy. Bieszczady dają się lubić :)

Tutaj zapis naszej trasy przez Połoniny :)

Galeria zdjęć