Icebug Winter Trail 2018


Pierwszy górski start w tym roku przeszedł do historii. Na przetarcie wybrałem bajeczne 16.6km w Nowym Targu w ramach Icebug Winter Trail. Wiedziałem, że będę mógł tam pościgać się z wieloma świetnymi biegaczami i tak też było. Zapraszam na relację!

Do Nowego Targu wybraliśmy się w sobotę około 4:30 rano. Droga minęła bardzo szybko, a na miejscu podziwialiśmy prawdziwą, piękną zimę. Po odebraniu pakietu rozgościliśmy się w małej knajpce. Na 30 minut przed biegiem poszedłem na małą rozgrzewkę. Ciagle nie wiedziałem jaką obrać taktykę, nadal nie miałem pewności czy mogę szaleć. Na starcie ustawiłem się jednak z przodu i postanowiłem walczyć. Początek biegu w tempie około 4:00, na razie lekko do góry. Tempo dla mnie znośne. Bajka nie trwała jednak długo i szybko odezwały się moje braki. Gdy nachylenie lekko wzrosło od razu zacząłem tracić kontakt z czołówką. Próba podjęcia walki była niemożliwa. Postanowiłem zwolnić i walczyć sobie gdzieś z tyłu. Wiedziałem, że znajduję się miedzy 10tym, a 15tym miejscem. Czas mijał, a ja w pewnym momencie nie umiałem już podbiegać. Mięśnie kompletnie nie chciały współpracować, a zalegający śnieg wcale nie ułatwiał zadania. Byłem lekko zawiedziony - no dobra, lekko to mało powiedziane. Liczyłem na nieco więcej od mojego podbiegania. Do schroniska docieram zmęczony jak diabli. Tam nie zatrzymuję się nawet na sekundę i postanawiam poprawić sobie humor na zbiegu.
Dzieje się rzecz wspaniała, bo zaczynam znowu żyć. Pomimo tego, że nie mam dużego doświadczenia w zbieganiu zimą, to idzie całkiem nieźle. Tempo ciągle poniżej 4:00. W porywach zbliżam się nawet do 3:00. Buty dają radę, oddech ok, lecę. Szybko uświadamiam sobie, że jestem sam. Nie widze nikogo z przodu, nikogo z tyłu. Z powodu strasznego kryzysu na podejściu pogubiłem się w rachunkach, które miejsce mogę zajmować. Myślałem, że jestem w okolicy 20stej pozycji. Bardzo chcę to poprawić, więc cisnę ile tylko mogę. Niestety minuty mijają, do mety coraz bliżej, a ja nikogo nie potrafię dogonić. Wiedziałem, że to tempo nie jest wystarczające żeby nadrobić stratę z podejścia. Szybciej jednak już nie umiałem. Jakby tego było mało... jeszcze jeden mały podbieg. Tam widzę kogoś przed sobą. Strata jest jednak za duża, aby próbować atakować. Nad kolejny zawodnikiem miałem bezpieczną przewagę, więc lekko zwalniam i już przestaję się męczyć. Dopiero na widok mety lekko przyciskam i wpadam tam z czasem 1:24:39. Od Soni, która jak zawsze na mnie czekała(!), dowiaduję się, że jestem 11ty. Miejsce mocno mnie zaskoczyło - stawiałem, że jestem jednak te kilka pozycji niżej.
Pomimo tego, że liczyłem na nieco więcej od podbiegania, nie mogę narzekać. Szkoda, że nie udało się wskoczyć do top10, ale patrząc realnie na to, kto się tam znalazł to jest naprawdę dobrze! Wiem nad czym muszę jeszcze popracować i to będę robić w najbliższym czasie. Obiecuję! :)
Na koniec chciałbym podziękować i pogratulować organizatorom. Świetna impreza, super trasa, bardzo fajna atmosfera przed i po biegu. Spiker był genialny! :D Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze u Was wystartować. Dziękuję także oczywiście Soni za wsparcie i towarzystwo. Bardzo to doceniam.
Następny start w marcu, teraz czas brać się do roboty. Pozdrawiam!

--> Zapis mojego biegu, gdyby ktoś chciał zobaczyć ;) <--