[Babia][Tatry] Górska przygoda na Majówce! 4 szczyty Nasze!


Od pewnego czasu planowaliśmy z Sonią zdobycie Babiej Góry w długi weekend majowy. W ostatnich dniach, ze względu na pogodę, plany 'lekko' się zmieniły i postanowiliśmy iśc na całość. Ostatnią niewiadomą naszego planu był konkretny termin ...

Wczoraj, tj. w piątek 29go kwietnia podjeliśmy decyzję o zrealizowaniu naszego planu dzisiejszej nocy. Po pracy wyskoczyliśmy na szybkie zakupy, później pakowanie i szybki sen. Wypoczynek przed tym 'maratonem' był bardzo ważny. Nie mogłem jakoś spać i zamiast 4godz, przespałem się jedynie nieco ponad godzinę. Sprawdziłem czy mam wszystko, co jest mi potrzebne i około 23:30 byłem już po Sonię. Po zatankowaniu samochodu ruszyliśmy na naszą przygodę. Po drodze była kawa na Orlenie (tak dla tradycji był też hotdog). Droga zleciała szybko, bez problemów i bardzo miło. Około 2:30 byliśmy na parkingu pod Przełęczą Krowiarki. Po szybkim przepakowaniu rzeczy ruszyliśmy na czerwony szlak ... na sam szczyt Babiej Góry. Było to moje pierwsze nocne zdobywanie wierzchołka, naszym celem było zobaczenie wschodu słońca.
Samo podchodzenie było świetne. Na niebie ani jednej chmurki i cały czas obserwowaliśmy niebo pełne gwiazd. Czołówki robiły robotę i utrzymywaliśmy dobre tempo. Sonia, pomimo kilku problemów, dawała sobie świetnie radę i dokładnie o godzinie 4:57 byliśmy na szczycie (1725 m) tej wyjątkowej góry. Po drodze zaliczyliśmy kilka 'rozczarowań'. Za każdym razem gdy spodziewaliśmy się szczytu, okazywało się, że trzeba iść jeszcze wyżej. Nie zniechęcało nas to - była bardzo mocna motywacja. Wschód miał być dziś o 5:22. Mieliśmy więc odrobinę czasu na śniadanie. Widoki były wspaniałe. Pierwsze promienie Słońca utwierdziły nas w dalszej realizacji naszego planu!
Pod dotarciu do samochodu szybko się przebraliśmy i podjeliśmy ostateczną decyzję. Babia to za mało tego dnia! Wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy w Tatry. Około 8:30 zameldowaliśmy się na Parkingu pod Doliną Chochołowską. Przepakowaliśmy rzeczy, przebraliśmy się w odpowiednie buty/ubrania i ruszyliśmy w stronę Polany Chochołowskiej. W schronisku zjedliśmy II śniadanie. Po jedzeniu przyszedł czas na dogrywkę starcia z marca z Grzesiem. Wtedy wygonił nas mocnym wiatrem. Dziś pogoda była wspaniała. Widoczność extra, na niebie tylko kilka małych chmurek. Kwestią czasu było nasze pojawienie się na szczycie Grzesia (1653 m)... tak też się stało. Byliśmy już po wielu kilometrach górskiej wędrówki, trochę zmęczeni, ale poszliśmy za ciosem.
Naszym następnym celem był Rakoń (1879 m). Sonia podczas tego podejścia miała mały kryzys. Temperatura w słońcu sięgała 35 stopni. Trochę nas przypaliło, ale w końcu zameldowaliśmy się na szczycie. Tam przyszedł czas na posiłek + podjęcie decyzji czy atakujemy Wołowiec (2064 m). Naszym głównym wrogiem był czas oraz zmęczenie. Wiedzieliśmy, że musimy jeszcze dziś wrócić do Gliwic. Oboje nie spaliśmy od około 21:00 poprzedniego dnia. Cel był jednak zbyt blisko żeby zrezygnować. Po chwili byliśmy na szlaku i atakowaliśmy szczyt, piękny szczyt Wołowca. Poszło nam doskonale, widoki niesamowite. Ja głównie skupiałem się na obserwowaniu Rohaczy - szczytów, które szczególnie przypadły mi do gustu. Mam nadzieję, że niedługo będę miał okazję je zdobyć.
Droga powrotna była już tylko formalnością. Pomimo kilku utrudnień udało nam się dotrzeć bezpiecznie do samochodu i jeszcze przed 23:00 byliśmy w Gliwicach. Ostatnie 24 godziny były bardzo wymagające. Walka z upałem, zmęczeniem, topniejącym śniegiem, wieloma przeciwnościami, samym sobą. To wszystko zostało zrekompensowane przez wspaniałe widoki. Kochamy Tatry, kochamy góry. Wrócimy niebawem po kolejne szczyty.

Nasze dzisiejsze trasy:
Babia Góra
Grześ, Rakoń, Wołowiec

Dzięki Sonia :* za wspaniałą wycieczkę. Mam nadzieję, że czeka nas wiele wiele powtórek :) 36km w nogach, 2000m podejścia. Co to dla nas :) sama przyjemność :D Film z naszej wycieczki: