IV Eliminator - czas wyeliminować błędy!


Gdy zaczynałem zabawę w sport nie miałem pojęcia dokąd mnie to zaprowadzi. Gdybym wiedział, to wiele rzeczy od samego początku zrobiłbym o wiele lepiej. Chyba każdy to kiedyś przeżył. Rozczarowanie, później wiele myśli, czas na męską decyzję i oto nadchodzi ona - dobra (miejmy nadzieję) zmiana! Czemu tegoroczny Eliminator był tak kluczowy?

Nie ukrywam, że uwielbiam te zawody. Jak dotąd byłem na każdej edycji i tylko bardzo konkretny powód odwiedzie mnie od kolejnych startów. Uwielbiam rywalizację z najlepszymi, a tutaj ma się gwarancję, że będzie można podziwiać najlepszych z najlepszych. Każdą edycję wygrał inny biegowy mistrz, z każdego z Nich należy brać przykład jeżeli chce się to robić dobrze!
Jaka moja była rola w tym całym zamieszaniu? Od jakiegoś czasu wspominam, w zasadzie narzekam, na zmęczenie i potworną ilość stresu. Liczyłem, że Eliminator pozwoli mi się rozładować i w zasadzie zrobił to - szkoda, że w innym kierunku niż myślałem. Na zawody przyjechałem w towarzystwie Soni, z chęcią walki o miejsce w top10 w przynajmniej jednej wybranej serii.
Na miejscu ogromna liczba znajomych, cała seria miłych rozmów, ogólnie pełny luz i relaks. Kompletnie się nie stresowałem, bo wiem, że na tych zawodach i tak to nic nie pomoże. Tutaj trzeba robić swoje, być w 100% pewnym swoich umiejętności. Tutaj nie ma miejsca na użalanie się nad sobą, czy chwile zawahania. Po prostu trzeba napierać i być w tym dobrym.
Nietypowo zacznę od tego, że z moich planów nic nie wyszło. Kolejno zająłem 14, 13, 12 i 19 miejsce. Dlaczego nie starczyło sił na dobrą ostatnią rundę? Też sobie zadaję to pytanie, ale o tym później.
Od samego początku wiedziałem, że będzie ciężko. Już pierwsze podejście szło mi strasznie opornie. Mniej więcej w połowie stwierdziłem, że muszę odrobinę odpoczywać i co jakiś czas się zatrzymywałem. Chciałem zostawić chociaż minimalną ilość paliwa na następne rundy. Mimo wszystko celem numer jeden na tych zawodach zawsze będzie przetrwanie do samego końca.
Doping Soni i znajomych mi pomagał. Na drugą serię do Ustronia dotarli moi Przyjaciele. Ich doping dodał mi skrzydeł i to podejście naprawdę mogłem uznać za udane. Momentami miałem ochotę do podbiegania i liczyłem na cud, na to, że jeszcze stanę do walki.
Moje szczęście nie trwało jednak długo i trzecia seria to powrót do okropnego samopoczucia. Na górę wtoczyłem się na oparach, wiedziałem, że ostatnia, finałowa runda to będzie porażka. Niestety tak się też stało i pomimo naprawdę fajnego dopingu Soni i znajomych co chwilę się zatrzymywałem i z walki o fajne miejsce, zrobiła się walka z dotarcie do mety. Jedyne na co mnie było stać, to na podbiegnięcie ostatnich może 30metrów.
Na mecie byłem cholernie zły i rozczarowany. Obecność tylu ludzi, którzy trzymali kciuki trochę podnosiła mnie na duchu, ale w głębi duszy cierpiałem. Uwielbiam podchodzenie do góry, uwielbiam podbieganie, jak może nie iść mi coś, co naprawdę kocham?!
Właśnie na to i inne pytania chciałem znaleźć odpowiedź. Ostatnia sytuacja życiowa jest dla mnie trudna, nowa, stresująca. Doskonale zdaję sobie sprawę, że ma to wpływ na moją formę, ale może jednak to nie tylko to?

Dobra zmiana

Na początku wspomniałem o dobrej zmianie. W ciągu ostatnich kilku dni przemyślałem sprawę i biorę się za bieganie od nowa. Na pierwszy ogień idą biegane dystanse. Na razie nie będzie więcej maratonów i innych ultra dziwactw. W ostatnim okresie najbardziej kręci mnie duża intensywność i czas zacząć się tego trzymać. Już rok temu mówiłem, że trzeba tak zrobić, ale zabrakło konsekwencji z mojej strony. Czy teraz dam radę? Dam. Koniec robie tego, co lubi Facebook. Teraz będę robić tylko to, co lubię ja.
Jaki będzie to miało wpływ na całe moje bieganie? Na początek koniec głupiego nabijania kilometrów. Na 100% stawiam na jakość, nigdy więcej na ilość. Treningi będą jeszcze bardziej zróżnicowane, dokładam rower i sensowne sesje na siłce. Będzie więcej testów na asfalcie i biegów terenowych. Nastawiam się na wysiłem do maksymalnie 3 godzin, a najchętnie do około 2. Resztę przemyśleń spiszę w osobnym wpisie, dodam wtedy też info o zmianach startowych, które już są w toku. Do roboty! Ten sezon nie jest jeszcze stracony :)

Podsumowanie zawodów

Na koniec czas na podsumowanie. Start pomimo tego, że bardzo nieudany to jednak niesie ze sobą swoje pozytywne strony. Może stanie się początkiem fajniejszego treningu, podejścia i kiedyś dobrych wyników. Największym plusem jest jednak fakt, że miałem okazję przekonać się jak wielkie mam wsparcie od wszystkich, którzy trzymają za mnie kciuki. Dostałem naprawdę sporą liczbę miłych wiadomości i dzięki takim chwilom chce się to robić dalej. Nie zawsze jest niedziela, a ja wrócę silniejszy!