Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

Roczek Night Runners Gliwice i II Półmaraton Gliwicki


Rok po rozpoczęciu swojej przygody z bieganiem dołączyłem do grupy Night Runners Gliwice. 17 października 2015, dzień przed II Półmaratonem Gliwickim zorganizowaliśmy symboliczny roczek naszej drużyny. Ale od początku ...

W sobotę rano wstałem niewyspany po piątkowym spotkaniu ze znajomymi. Chwila na doprowadzenie się do w miarę normalnego stanu i około południa ruszyłem po swój pakiet startowy. Na miejscu ogromna kolejka, ogromna ilość znajomych i świetna atmosfera. Gdy udało mi się dostać pakiet, chwilę postałem na torze przeszkód dla dzieciaków. Pomagałem najmłodszym w pokonywaniu 2 przeszkód. Parę minut, a dało mi to nieźle w kość. Po powrocie do domu szybko się przebrałem i chwilę później bawiliśmy się na roczku. Ciężko opisać atmosferę na tym spotkaniu, dlatego nawet nie będę próbował.

W niedzielę wstałem około 7:30. Rano małe śniadanie i ogromny dylemat jak się ubrać. Temperatura około 4-5 stopni C. Gdy już zdecydowałem ruszyłem na start. Po drodze trucht w ramach lekkiej rozgrzewki. Na miejscu przywitałem się ze wszystkimi znajomymi i już chwilę później byliśmy na trasie. Od samego początku energia mnie rozpierała, dlatego jeszcze na pierwszym kilometrze zdecydowałem się na ryzykowny ruch - wyprzedziłem baloniki z napisami "1:30". Początek był wspaniały, na trzecim kilometrze mijałem własne mieszkanie, moja okolica - to wszystko wręcz mnie niosło. Pierwsza kara za zbyt mocny początek nadeszła już na 6tym kilometrze. Okazał on się najwolniejszym odcinkiem całego mojegu biegu (4:22).

Kilometr dalej dogonił mnie Kolega Michał i zaczęliśmy się zmagać z trasą razem. Tempo wróciło na odpowiednie tory, nastroje dopisywały, a kolejne kilometry mijały bardzo szybko. Na rynku czekała na mnie moja rodzina - kolejny pozytywny zastrzyk, tak bardzo potrzebnej, energii. Po dotarciu w okolice Politechniki zacząłem się obawiać, że nie dam rady utrzymać aktualnej prędkości. Znam bardzo dobrze tamte tereny, w dodatku nie lubię tam biegać. Zacinąłem zęby i biegłem. Kolejne kilometry uciekały. Na 4km przed metą uświadomiłem sobie, że postawiony cel (1:30) jest w zasięgu ręki. To mnie zmotywowało. Na ostatni podbieg na ulicy Bojkowskiej wpadłem jak szalony. Ten fragment pokonałem w tempie 4:01 - część pierwsza, 4:06 - część druga. Ostatni kilometr był morderczy. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że mogę zwolnić, bo cel był bardzo blisko. Po chwili wpadałem już na metę, szybko zerknąłem na zegar - mój największy biegowy sukces stał się faktem.

Zegar pokazywał 1:27:21 - udało się! Zająłem 28 miejsce OPEN. Ten dzień zapamiętam na długo.
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)