Plany na przyszłość 21 Historia zawodów 82 Blog 103 Tatry 40 / 110 Góry w Polsce 1 Góry na Świecie Projekty 2 Sprzęt Statystyki

Cracovia Maraton - 3:15 złamane!


Mój piąty Maraton zaliczony! Mniej więcej 2 miesiące temu okazało się, że mogę spróbować powalczyć o nową życiówkę na maratonie w Krakowie. Początkowo miałem pobiec spokojnie na czas w okolicy 4 godzin. Gdy plany 'delikatnie' się zmieniły zacząłem przygotowania. Pojawiło się trochę więcej treningów na dystansie 15km. Były one dużo mocniejsze niż wcześniej. Nie byłem zdecydowany w co chcę celować. Początkowo zakładałem 3godziny 30minut, później widziałem, że wszystko idzie świetnie i pojawiły się pierwsze myśli o próbie złamania 3:15.

Zrobiłem kilka treningów w tempie na złamanie 3:30, kilka na złamanie 3:15. Stwierdziłem, że jeżeli nie podejmę wyzwania to na pewno się nie uda. Klamka zapadła i w mojej głowie powstawał powoli piękny plan. Duże znaczenie, na efekt końcowy całej zabawy, miał ostatni tydzień. 7 dni przed maratonem udało mi się zrobić nową życiówkę na 5km w biegu, o nieco dłuższym dystanie (5,5km w 21min 4sek, czas na 5km - 19:22). Naładowało mnie to pozytywną energią i dało wiarę w sukces. Od poniedziałku 2,5dnia diety białkowej. Wtorkowy trening to był koszmar. Przeżyłem cudem około 10km w tempie na 3:15, czułem się jakby mi ktoś odciął prąd. Po treningu, gdy kładłem się spać już nie mogłem się doczekać następnego wieczoru, bo widziałem, że wtedy wreszcie zjem jakieś węglowodany. Nie wiedziałem, że najgorsze ma dopiero nadejść. Środa rano, wstaję do pracy - dzień jak zawsze. Po pracy wziąłem się za przygotowanie upragnionego posiłku. Wtedy poczułem się tragicznie. Wiedziałem, że nie jest dobrze, po krótkiej drzemce wszystko było jasne - jestem przeziębiony. Gardło bolało jak ... diabli, gorączka itd, itd. Do samego startu robiłem co mogłem, zrezygnowałem z ostatnich zaplanowanych treningów i w sobotę wieczorem powiedziałem sobie, że 'nie jest tak źle'. Postanowiłem spróbować...

Wyjazd był zaplanowany na 5:30 z samego rana. Mieliśmy zorganizowany autokar z ekipą Night Runners. Na miejscu odbiór pakietów i po chwili stoję na starcie. Grupę na 3:15 prowadził kolega Mateusz. Wiedziałem, że z Nim może, a nawet musi, się to udać. Pierwsze 5 kilometrów było spokojne, trochę przeszkadzał mi nieustający kaszel. Na szczęście na dalszych kilometrach zniknął. Pierwsza pętla była bardzo ciasna. Ciężko było znaleźć swoje miejsce, do tego był wiatr, którego chyba wszyscy się w Krakowie spodziewali. Biegliśmy dobrze i nie było jeszcze żadnych probemów. Prawdziwa zabawa zaczęła się na drugiej pętli. 21-25 kilometr były solidnie obstawione przez tłumy kibiców. Nawet nie wiedziałem kiedy to minęło. Później było już tylko gorzej. Cały odcinek prowadzący w stronę TAURON Areny był okropny. Kibiców mało, trasa prosta (nie widać końca), a sił ubywa. Pierwszy kryzys pokonałem na 27-29 kilometrze. W okolicy 31-33 poczułem się na chwilę lepiej, a następnie znowu walczyłem o przetrwanie. Najgorszym momentem był około 39ty kilometr i bieg na Wisłą. Wiatr odbierał resztki sił, ja negocjowałem sam ze sobą z całych sił, nie mogłem sobie pozwolić na postawienie choćby jednego krótszego kroku. Ostatni kilometr to stan kompletnej agonii, nie liczyło się już nic, tylko widok mety. To była straszna walka, wygrana tylko dlatego, że uświadomiłem sobie, że jak nie uda się dziś, to będę musiał to przeżyć raz jeszcze - a tego na ten moment bardzo nie chciałem :D

Na metę wpadłem z czasem: 3godziny 14minut 12sekund!. Mój cel został zrealizowany w 100%. Szczególne podziękowania dla Mateusza, który przez cały bieg wspaniale prowadził naszą grupę. Czas ten dał mi 355/5689 miejsce OPEN i 55 w mojej kategorii wiekowej. Gratulacje dla wszystkich, którzy wczoraj pokonali swoje słabości i ukonczyli maraton. Szczególnie cieszy fakt, że znowu mamy sporą grupę nowych Maratończyków! Serdecznie Wam gratuluję!.

PS Gdzie biegniemy następny? :D

Trasa:
--> Cracovia Maraton <--
 

Zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku.

Zostaw mi komentarz! Będę bardzo wdzięczny ;)